Tytuł: Cały ten błękit
Tytuł oryginału: Tout le bleu du ciel
Autor: Melissa Da Costa
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: maj 2025
Liczba stron: 640
Tematyka: Literatura piękna, zagraniczna
Średnia ocena: 8/10
Tytuł oryginału: Tout le bleu du ciel
Ludzie,
którzy stają w obliczu terminalnej diagnozy, często reagują na dwa skrajne
sposoby. Jedni chwytają się każdej możliwej terapii, licząc na wyzdrowienie lub
choćby przedłużenie życia. Inni decydują się odpuścić i pozwolić naturze
przejąć kontrolę. Emile, bohater powieści Melissy Da Costy, należy właśnie do
tej drugiej grupy. Gdy dowiaduje się, że cierpi na wczesne stadium Alzheimera,
zamiast podjąć się eksperymentalnego leczenia, wybiera coś zupełnie innego –
wyrusza w podróż po Pirenejach. Kupuje kampera i spontanicznie zamieszcza
ogłoszenie, szukając towarzysza swojej ostatniej wyprawy. Nie spodziewa się
odzewu, a jednak odpowiada mu tajemnicza Joanne, która decyduje się do niego
dołączyć.
„Cały
ten błękit” to książka, którą miałam na swojej liście już od dawna. Widziałam
mnóstwo pozytywnych opinii, które rozbudziły moje oczekiwania – i na szczęście
tym razem się nie zawiodłam. To poruszająca historia, pełna pięknych opisów
krajobrazów i jednocześnie bardzo intymna podróż w głąb siebie. To jedna z tych
powieści, które potrafią zatrzymać na chwilę i skłonić do refleksji nad własnym
życiem. Niewykluczone, że po lekturze ktoś z Was zapragnie zwolnić tempo, a
może nawet sięgnąć po medytację, by lepiej zrozumieć siebie i świat wokół.
Ogromnym
atutem tej książki są bohaterowie. Autorka stworzyła niezwykle wiarygodne i
poruszające portrety Emile’a i Joanne. Ich relacja rozwija się stopniowo, ale
bardzo naturalnie – z czasem zaczynają się rozumieć, wspierać i wydobywać z
siebie to, co najlepsze. To także opowieść o przemianie: Emile pod wpływem
Joanne przechodzi głęboką zmianę wewnętrzną, a ona sama odzyskuje chęć do życia
mimo trudnej przeszłości. Ich wspólna podróż jest pełna emocji i momentów,
które zostają w pamięci na długo.
Nie
oznacza to jednak, że książka jest pozbawiona wad. To dość obszerna powieść –
ponad 600 stron – i niestety momentami można odczuć jej długość. Nie wszystkie
opisy podróży są równie angażujące, zdarzały się fragmenty, podczas których
czekałam, aż akcja ruszy dalej. Również zakończenie nie było dla mnie dużym
zaskoczeniem – dość wcześnie domyśliłam się, w jakim kierunku zmierza historia.
Dodatkowo niektóre sceny wydały mi się nieco zbyt idealistyczne, a momentami
wręcz mało realistyczne.
Mimo
tych drobnych zastrzeżeń „Cały ten błękit” to książka, którą zdecydowanie warto
przeczytać. To piękna, emocjonalna i refleksyjna historia, która potrafi
poruszyć i skłonić do zatrzymania się na chwilę. Nie zrażajcie się jej
objętością – przy tak wciągającej opowieści strony naprawdę przelatują
niepostrzeżenie. A kiedy dotrzecie do końca, bardzo możliwe, że – tak jak ja –
będziecie mieć ochotę na więcej. Ja z niecierpliwością czekam na kolejną
powieść autorki – „Co przyniesie jutro”, której premiera jest planowana na maj tego roku.


Miałam kiedyś okazję przeczytać tę książkę i żałuję, że ją zaprzepaściłam.
OdpowiedzUsuńCoś czuję, że ta książka ukrywa w sobie wile wzruszających momentów. Jak będę miała okazję ją przeczytać to chętnie po nią sięgnę.
OdpowiedzUsuń