Tytuł oryginału: The Duke and I
Seria: Bridgertonowie, tom 1
Autor: Julia Quinn
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: styczeń 2021
Liczba stron: 480
Tematyka: Literatura obyczajowa, Romans
Średnia ocena: 6/10
Wraz
z końcem miesiąca na platformie Netflix ma pojawić się kolejna odsłona piątego
sezonu serialu Bridgertonowie. Jako wielka fanka tej produkcji z
niecierpliwością czekam na dalsze losy bohaterów. W międzyczasie postanowiłam
jednak wrócić do historii Daphne i Simona – mojej ulubionej ekranowej pary,
której próżno już szukać w nowych odcinkach. Zamiast ponownie oglądać pierwszy
sezon, sięgnęłam po cykl powieści, na podstawie którego powstał serial, by
przekonać się, czy literacki pierwowzór dorównuje swojej ekranizacji.
Pierwszy
tom serii, „Mój książę” autorstwa Julia Quinn, czyta się niezwykle szybko –
przynajmniej na początku ponieważ wraz z rozwojem wydarzeń tempo akcji wyraźnie
spowalnia. Ostatnie rozdziały są niemal całkowicie pozbawione dynamiki i
skupione wyłącznie na cukierkowym uczuciu między Daphne a Simonem. W pewnym
momencie można wręcz odnieść wrażenie, że fabuła zatrzymała się w miejscu. W
przeciwieństwie do serialu, książka koncentruje się niemal wyłącznie na tej
dwójce bohaterów. Pozostali członkowie rodziny oraz postacie drugoplanowe
stanowią jedynie tło wydarzeń i nie odgrywają znaczącej roli w rozwoju akcji.
Być może to właśnie ograniczenie perspektywy sprawia, że powieść momentami
traci na dynamice. Nie ukrywam też, że świadomość tego, jak potoczą się losy
głównych bohaterów, momentami odbierała element zaskoczenia.
Ponieważ
czytałam książkę w oryginale, nie mogę odnieść się do jakości polskiego
tłumaczenia. Osobom planującym lekturę po angielsku polecam jednak mieć pod
ręką słownik. Choć mieszkam w Anglii od ponad dziesięciu lat i biegle posługuję
się językiem, kilkukrotnie musiałam sprawdzić znaczenie słów wywodzących się z staroangielskiego.
Nie było to jednak uciążliwe – przeciwnie, dodało historii autentyczności,
szczególnie że akcja rozgrywa się na początku XIX wieku.
Z
niemałym zaskoczeniem muszę przyznać, że ekranizacja wypada lepiej niż
literacki pierwowzór. Netflix wiernie oddał główną oś fabularną, jednocześnie
rozbudowując ją o dodatkowe wątki i bohaterów, dzięki czemu historia nabrała
tempa i wielowymiarowości. W powieści próżno szukać rozbudowanych opisów
kostiumów, balów czy wystawnych wnętrz, które w serialu budują niezwykły klimat.
Co więcej, w serialowej adaptacji pojawia się istotna postać, która w książce zupełnie
się nie pojawia – i to właśnie ona w dużej mierze nadaje wyrazu całej historii.
Ciekawostką
jest fakt, że „Mój książę” kończy się aż dwoma epilogami. Drugi z nich powstał
na prośbę czytelników spragnionych dalszych losów Daphne i Simona. Początkowo
był dostępny jedynie na oficjalnej stronie autorki, później jednak trafił
również do wydań drukowanych. Jak się okazuje, podobne podwójne epilogi
znajdziemy w każdym kolejnym tomie serii. Mam wobec tego rozwiązania mieszane
uczucia. Z jednej strony to ukłon w stronę fanów, z drugiej – odbiera
czytelnikom przestrzeń do własnych interpretacji. Co więcej, dla osób dopiero
rozpoczynających przygodę z cyklem dodatkowe epilogi mogą stanowić
niezamierzony spoiler, ponieważ zawierają odniesienia nie tylko do przyszłości
Daphne i Simona, ale również innych bohaterów.
Podsumowując:
choć „Mój książę” to lekka i przyjemna lektura, tym razem to adaptacja
telewizyjna okazała się dla mnie bardziej angażująca. Być może jeszcze kiedyś
dam szansę kolejnym tomom serii, jednak na ten moment trudno mi wyobrazić
sobie, by dorównały one temu, co zobaczyłam na ekranie.


Niestety, serial mnie nie porwał, szybko przestałam go oglądać i zrezygnowałam ze śledzenia losów bohaterów. Na książkę też raczej się nie skuszę. Dziękuję za podzielenie się Twoimi wrażeniami z lektury:-)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie:-)