14:45

"Ludzie wędrowni" - Anna Fryczkowska

Tytuł:
Ludzie wędrowni
Autor: Anna Fryczkowska
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: maj 2025
Liczba stron: 376
Tematyka: Literatura piękna, polska
Średnia ocena: 7/10
 
Na początku XX wieku życie typowej chłopskiej rodziny w Polsce toczyło się zazwyczaj wokół własnego gospodarstwa. Uprawa ziemi, hodowla zwierząt i trzymanie się utartych schematów wyznaczały codzienność wielu mieszkańców wsi. Jednak rodzina Żabeckich zdecydowanie wyłamywała się z tego obrazu. Głowa rodziny, Michał, był wędrownym rybakiem, który często zmieniał miejsce zamieszkania, szukając okolicy z dostępem do jeziora pełnego ryb. Jego bliscy musieli podążać za nim, regularnie przenosząc się z miejsca na miejsce i nie mając szansy, by gdziekolwiek zapuścić korzenie na dłużej.
 
Wszystko zmieniło się, gdy jego żona, Józka, postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i po raz pierwszy od lat sprzeciwić się mężowi. Nie było to łatwe zadanie, ponieważ Michał zdecydowanie odbiegał od stereotypowego wyobrażenia ówczesnego chłopa. Nie zadowalało go zwyczajne życie, nie chciał być jednym z wielu i nieustannie marzył o czymś więcej. Chętnie angażował się w rozmaite przedsięwzięcia, snuł plany i podejmował kolejne próby poprawienia swojej sytuacji. Jego ambicje sprawiały jednak, że rodzina wciąż musiała mierzyć się z niepewnością i konsekwencjami jego decyzji.
 
„Ludzie wędrowni” to saga rodzinna, w której poznajemy losy wielu bohaterów. Józka i Michał doczekali się licznego potomstwa, a ich dzieci również otrzymują w powieści przestrzeń na własne historie. Mogłoby się wydawać, że przy tak dużej liczbie postaci i wydarzeń łatwo się pogubić, mimo to autorka zadbała, aby tak się nie stało. Akcja toczy się sprawnie, a kolejne wątki naturalnie się ze sobą przeplatają. Bez trudu można odnaleźć się w świecie przedstawionym, a bogactwo bohaterów i ich doświadczeń dodaje opowieści głębi, zamiast ją przytłaczać.
 
Książka Anny Fryczkowskiej pozwoliła mi lepiej zrozumieć mentalność ludzi żyjących na wsi na początku XX wieku. Dzięki niej mogłam przyjrzeć się funkcjonowaniu ówczesnych rodzin, podziałowi obowiązków i rolom, jakie przypadały poszczególnym członkom społeczności. Zobaczyłam również, jak silnie ludzie trzymali się utartych schematów, jak bardzo obawiali się tego, co nowe i jak niewielki wpływ mieli niekiedy na własny los oraz przyszłość.  
 
W powieści nie brakuje także odniesień do dawnych przesądów i zabobonów, w które wierzyli mieszkańcy wsi, a także opisów ówczesnych sposobów radzenia sobie z chorobami. Czytając, trudno nie zastanowić się nad tym, jak wiele zmieniło się w ciągu ostatnich stu lat, zarówno w życiu rodzinnym, jak i w funkcjonowaniu całego społeczeństwa. To właśnie takie szczegóły sprawiają, że historia nabiera autentyczności i pozwala spojrzeć na przeszłość z zupełnie innej perspektywy. Ciekawym wątkiem jest także stopniowe wkraczanie nowoczesności na polską wieś. Zmiany, które z dzisiejszej perspektywy mogą wydawać się czymś naturalnym, nie zawsze spotykały się z entuzjazmem ówczesnych mieszkańców. Niektórzy z nich kurczowo trzymali się tego, co znane, i niechętnie podchodzili do nowych rozwiązań.
 
W „Ludziach wędrownych” pojawia się również motyw obu wojen światowych. Nie stanowią one jednak głównej osi fabuły, lecz pozostają tłem dla losów bohaterów. Przyznam, że było to dla mnie miłą odmianą. Historię tego okresu poznajemy bowiem nie z perspektywy obozowej, lecz oczami zwykłych ludzi, którzy mimo wojennej rzeczywistości musieli jakoś funkcjonować, troszczyć się o bliskich i mierzyć się z codziennymi problemami. Wojna nie zatrzymuje życia i nawet w najtrudniejszych czasach ludzie nadal muszą podejmować decyzje, pracować i walczyć o lepsze jutro.
 
Szczególnie interesująca okazała się dla mnie informacja zawarta w posłowiu. Autorka zdradza w nim, że opisana historia wydarzyła się naprawdę i została oparta na dziennikach jej dziadka. Co więcej, Ina, która była moją ulubioną bohaterką tej powieści, była w rzeczywistości babcią Anny Fryczkowskiej! Oczywiście autorka uzupełniła opowieść o elementy fikcyjne i przetworzyła poznane wydarzenia, ale sama świadomość, że u podstaw tej historii leżą prawdziwe losy konkretnych ludzi, sprawia, że jeszcze łatwiej poczuć z nimi więź. „Ludzi wędrownych” polecam szczególnie osobom, które lubią sagi rodzinne i są ciekawe tego, jak mogło wyglądać życie naszych babek i prababek. To opowieść o codzienności, ambicjach, rodzinnych więzach i przemianach zachodzących na polskiej wsi na przestrzeni lat.

09:40

"Sztuka obsługi waginy" - Andrzej Gryżewski, Jagna Kaczanowska

Tytuł:
Sztuka obsługi waginy
Autor: Andrzej Gryżewski, Jagna Kaczanowska
Wydawnictwo: Agora
Data wydania: październik 2022
Liczba stron: 400
Tematyka: Poradnik, Literatura popularno-naukowa
Średnia ocena: 8/10
 
Wiedza i doświadczenie Andrzeja Gryżewskiego w pracy seksuologa, a także jego sposób wypowiedzi i elokwencja zrobiły na mnie ogromne wrażenie już podczas lektury innej jego książki – „Sztuki obsługi mężczyzny”. Choć sama nie jestem mężczyzną, lektura ta pozytywnie wpłynęła na to, jak zaczęłam rozumieć swojego partnera i podchodzić do naszej relacji. Zachęcona tymi efektami, postanowiłam poszukać w dorobku autora czegoś skierowanego bardziej do kobiet. W ten sposób trafiłam na „Sztukę obsługi waginy”, napisaną we współpracy z Jagną Kaczanowską i wydaną w 2022 roku. Książka szybko trafiła w moje ręce, a jeszcze szybciej została przeczytana.
 
Publikacja ma formę dialogu prowadzonego przez autorów. Początkowo trudno było mi jednoznacznie ocenić, czy jest to jej zaleta czy wada. Z jednej strony czytelnik ma wrażenie, że przysłuchuje się rozmowie dwojga przyjaciół, co nadaje całości intymny charakter i buduje atmosferę zaufania. Z drugiej jednak strony taka forma nieco ogranicza perspektywę, z jakiej przedstawiane są omawiane zagadnienia. Otrzymujemy przede wszystkim opinie i doświadczenia dwojga specjalistów. Autorzy odwołują się wprawdzie do badań oraz historii swoich pacjentów, ale mimo wszystko miałam poczucie, że temat można było rozwinąć szerzej i przedstawić go w bardziej pogłębiony sposób.
 
Nie zmienia to jednak faktu, że z rozmowy Andrzeja Gryżewskiego i Jagny Kaczanowskiej można wynieść mnóstwo ciekawych informacji, a także inspiracji do urozmaicenia życia intymnego i pogłębiania emocjonalnej więzi z partnerem. W książce znajdziemy pomocnicze ilustracje oraz liczne rekomendacje filmów, książek, a nawet gier planszowych, po które warto sięgnąć po zakończeniu lektury. Na uwagę zasługuje również inkluzywny charakter publikacji, autorzy kierują ją zarówno do par heteroseksualnych jak i homoseksualnych.
 
Choć jednym z autorów jest mężczyzna, nie sposób nie zauważyć, jak dobrze Andrzej Gryżewski rozumie kobiety być może lepiej niż niejedna z naszych przyjaciółek. Zna kobiece pragnienia, rozumie sposób funkcjonowania kobiecego ciała i dostrzega problemy, z którymi kobiety mierzą się na co dzień. Co równie istotne, jako mężczyzna może przedstawić męską perspektywę na kwestie związane z kobiecością i życiem intymnym. To właśnie takie połączenie spojrzeń uważam za jeden z ciekawszych aspektów tej publikacji.
 
Mimo wielu zalet chciałabym, aby Andrzej Gryżewski rozważył wydanie rozszerzonej edycji książki lub jej kontynuacjeę. Zależałoby mi przede wszystkim na tym, by znalazło się w niej mniej swobodnej rozmowy, a więcej konkretnych informacji, faktów i pogłębionych wyjaśnień. Mam poczucie, że temat jest na tyle ważny i wielowymiarowy, że zdecydowanie zasługuje na jeszcze obszerniejsze opracowanie. Wiele z nas bowiem nie zdaje sobie sprawy z tego jak skomplikowanym, a zarazem fascynującym narządem jest wagina, a ponadto nie da się też ukryć, że w naszym kraju wciąż stanowi ona temat tabu. 

Cieszę się, że powstają książki takie jak „Sztuka obsługi waginy” i że coraz więcej osób chce po nie sięgać. Daje mi to nadzieję, że przyszłe pokolenia będą stopniowo uwalniać się od stygmatyzacji i niepotrzebnego tabu. Co najważniejsze, nauczą się akceptować swoje ciała, poznawać je bez wstydu i traktować z należytą czułością. Mam też nadzieję, że po tę i podobne publikacje będą chętnie sięgać mężczyźni. Lepsze zrozumienie kobiecego ciała i potrzeb może przecież przynieść korzyści obu stronom.

16:26

"Dom duchów" - Isabel Allende

Tytuł:
Dom duchów
Tytuł oryginalny: La casa de los espíritus
Autor: Isabel Allende
Wydawnictwo: Marginesy
Data wydania: lipiec 2026
Liczba stron: 456
Tematyka: Literatura piękna, zagraniczna
Średnia ocena: 8/10
 
Każdy budynek kryje w sobie jakieś tajemnice. Ale jakie sekrety może skrywać dom na rogu ulicy, w którym nieustannie dobudowywane są kolejne pokoje, a po korytarzach przechadzają się prawdziwe duchy, z którymi pani domu regularnie rozmawia? „Dom duchów” Isabel Allende to saga obejmująca losy trzech pokoleń kobiet, które łączy jedna, wyjątkowo skomplikowana postać – Esteban Trueba. Dla Clary jest on mężem, dla Blanki ojcem, a dla najmłodszej Alby dziadkiem. Mężczyzna od najmłodszych lat nie potrafi w pełni kontrolować ani swoich emocji, ani odruchów, dlatego każdej z tych kobiet, a także wielu innym osobom, przyniesie w życiu sporo cierpienia i zmartwień. Jednocześnie Esteban potrafi być niezwykle oddany wobec tych, których kocha i z biegiem lat jest gotów na coraz większe poświęcenia dla swojej rodziny.
 
Clara od samego początku wyrasta na najjaśniejszy punkt tej powieści. To też bohaterka, do której z miejsca zapałałam najgłębszą sympatią i choć fabuła śledzi losy kolejnych pokoleń, żadna z jej potomkiń nie zdołała dorównać charyzmie i unikalności głowy rodu. Clara wyróżnia się na tle rodziny nie tylko silnym charakterem, ale przede wszystkim nadzwyczajnymi magicznymi zdolnościami takimi rozmowy z duchami, przesuwanie przedmiotów siłą woli czy też dar jasnowidzenia. Kobieta posiada namacalne i bezdyskusyjne talenty, które w miarę upływu lat niestety uległy w jej rodzie wyraźnemu rozmyciu.
 
Początkowo byłam przekonana, że „Dom duchów” będzie przede wszystkim powieścią z gatunku realizmu magicznego. Pierwsze strony były wręcz przesiąknięte magią, jednak wraz z rozwojem akcji elementy mistyczne zaczęły schodzić na dalszy plan. Pierwsze skrzypce zaczęły natomiast grać skomplikowane relacje rodzinne oraz wątki polityczne. To właśnie ten mocny rys polityczny okazał się jedynym elementem, który zaważył na niższej ocenie książki. W codziennym życiu raczej stronie od tego tematu, dlatego też liczba politycznych wątków w tej powieści bywała dla mnie momentami przytłaczająca. Mimo to pióro Isabel Allende i sama historia mają w sobie coś tak magnetycznego, że nawet te trudniejsze fragmenty nie zdołały oderwać mnie od lektury.
 
Szczególnie wzruszyło mnie zakończenie książki, przedstawione już z perspektywy Alby. Kobieta z ogromnym zrozumieniem i empatią podsumowuje skomplikowane dzieje swojej rodziny oraz liczne relacje między bohaterami, które przez lata powstawały z inicjatywy jej dziadka, matki czy wujów. Alba pokazuje, że każdy z nich odegrał swoją rolę w historii rodziny i w pewnym sensie musiał zmierzyć się z własnym przeznaczeniem. To piękne, a zarazem melancholijne zwieńczenie rodzinnej kroniki – pełnej zawiłych uczuć, niespełnionych pragnień, trudnych wyborów i urazów, które potrafią ciągnąć się przez całe pokolenia.
 
„Dom duchów” był moim pierwszym spotkaniem z twórczością Isabel Allende, ale z całą pewnością nie ostatnim. Zachwycający styl autorki, jej umiejętność budowania napięcia i kreowania niepowtarzalnego klimatu sprawiły, że natychmiast zapragnęłam więcej. Co ciekawe, dopiero po lekturze odkryłam, że „Dom duchów” to początek większej sagi, w skład której wchodzą również „Córka fortuny” oraz „Portret w sepii”. Jakby tego było mało, dowiedziałam się, że Amazon Prime wyprodukował na podstawie książki miniserial. Mogę więc powiedzieć tylko jedno: już doskonale wiem, przy czym upłynie mi tegoroczna jesień!

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Marginesy:

14:48

"Sztuka obsługi mężczyzny" - Andrzej Gryżewski

Tytuł:
Sztuka obsługi mężczyzny
Autor: Andrzej Gryżewski
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: październik 2025
Liczba stron: 416
Tematyka: Poradnik, literatura popularno-naukowa
Średnia ocena: 10/10
 
Kto z nas nie chciałby choć na chwilę zajrzeć do głowy swojego partnera? Zrozumieć, co nim kieruje, lepiej odczytywać jego potrzeby, wiedzieć, jak sprawić, by czuł się szczęśliwszy, a przede wszystkim jak skuteczniej się z nim komunikować? Andrzej Gryżewski, jeden z najbardziej cenionych polskich seksuologów i psychologów klinicznych, w swojej książce „Sztuka obsługi mężczyzny” uchyla rąbka tajemnicy na temat męskiej psychiki, emocji, relacji i seksualności.
 
O „Sztuce obsługi mężczyzny” dowiedziałam się dzięki podcastowi „Imponderabilia”, którego gościem był właśnie Andrzej Gryżewski. Autor opowiadał w nim o swojej nowej książce, a już sam sposób, w jaki mówił o poruszanych przez siebie tematach, bardzo mnie zainteresował. Wypowiadał się niezwykle elokwentnie, opierając swoje spostrzeżenia zarówno na wiedzy naukowej jak i doświadczeniach ze swojego gabinetu. Jednocześnie potrafił w bardzo przystępny sposób mówić o ludzkich emocjach, potrzebach i trudnościach. Szczególnie spodobała mi się jego lekkość w podejmowaniu tak wymagających tematów jak męska seksualność, emocje czy funkcjonowanie mężczyzn w związkach.
 
Książka spełniła wszystkie moje oczekiwania. Sposób, w jaki Andrzej Gryżewski przedstawia poszczególne zagadnienia, jest niezwykle przystępny, nawet dla osoby, która nie posiada specjalistycznej wiedzy. Autor nie ogranicza się wyłącznie do przedstawiania naukowych faktów czy historii swoich pacjentów. Wplata w treść ciekawe anegdoty, humor i przykłady z życia, dzięki czemu książkę czyta się naprawdę lekko i szybko. Szczególnie interesujące są testy, dzięki którym czytelnik może sam sprawdzić, w jakim stopniu dane zagadnienie dotyczy jego życia. To właśnie ta różnorodność sprawiła, że lektura nie była dla mnie jedynie kolejnym, nudnym poradnikiem.
 
Kolejną rzeczą, za którą bardzo doceniam tę książkę, jest brak kategorycznych osądów. Andrzej Gryżewski nie dzieli zachowań na dobre i złe, nie poucza ani nie piętnuje. Zamiast tego pokazuje, skąd mogą wynikać konkretne postawy i emocje. Okazuje się bowiem, że pod tym, co widoczne na pierwszy rzut oka, często kryje się coś zupełnie innego. Autor zachęca do głębszego spojrzenia i dostrzeżenia emocji stojących za ludzkimi działaniami. Udowadnia również, że każdy mężczyzna jest wartościowy, potrzebuje zrozumienia i w odpowiednich warunkach może się w pełni rozwijać.
 
Mimo że sama nie jestem mężczyzną, książkę uważam za niezwykle interesującą. Pozwoliła mi uchylić drzwi do męskiego świata emocji, potrzeb i sposobu myślenia. Co więcej, skłoniła mnie do refleksji również nad własnym zachowaniem i sposobem komunikowania się z partnerem. W czasach, gdy na rynku wydawniczym nie brakuje poradników skierowanych do kobiet, książka poświęcona mężczyznom i próbie zrozumienia ich perspektywy wydaje mi się czymś, czego zdecydowanie brakowało. Jestem przekonana, żę „Sztuka obsługi mężczyzny” to lektura wartościowa zarówno dla mężczyzn, jak i dla ich partnerek. Wiele kobiet może znaleźć w niej odpowiedzi na pytania: Dlaczego mój partner tak się zachowuje? Co stoi za jego reakcjami? Czy problem tkwi we mnie? W wielu przypadkach okazuje się, że kobiety biorą na siebie odpowiedzialność za zachowania partnera, których źródła należy szukać zupełnie gdzie indziej. Ta książka pomaga spojrzeć na takie sytuacje z większym dystansem i zrozumieniem.
 
Gorąco polecam „Sztukę obsługi mężczyzny” każdemu, kto chce lepiej zrozumieć siebie, swojego partnera i mechanizmy rządzące relacjami. Dla mnie była to bardzo wartościowa lektura, która otworzyła mi oczy na wiele kwestii i pomogła lepiej komunikować się z moim partnerem. Jestem przekonana, że jeszcze nie raz będę do niej wracać. Swojemu mężowi również podsunęłam ten tytuł z nadzieją, że w najbliższej przyszłości po niego sięgnie.

16:30

"Moi przyjaciele" - Fredrik Backman

Tytuł:
Moi przyjaciele
Tytuł oryginału: Mina vänner
Autor: Fredrik Backman
Wydawnictwo: Marginesy
Data wydania: czerwiec 2026
Liczba stron: 432
Tematyka: Literatura piękna, zagraniczna
Średnia ocena: 8/10
 
Chyba nie ma osoby, która choć raz na jakiś czas, w marzeniach, nie wracałaby do wakacji z młodości. Do czasów, kiedy największym zmartwieniem było to, żeby zdążyć wrócić do domu na kolację. Lato trwało wtedy niemal w nieskończoność, a podwórko stawało się drugim domem. To właśnie do tego okresu zabiera nas Frederik Backman w swojej najnowszej powieści „Moi przyjaciele”. Do czasu, kiedy przyjaźń była wszystkim, a grupa najbliższych osób mogła stać się schronieniem przed światem, który nie zawsze był dla nich łaskawy.
 
W powieści przeplatają się losy osiemnastoletniej Louisy, która próbuje poradzić sobie ze stratą swojej najbliższej przyjaciółki z domu dziecka oraz czwórki przyjaciół, których historia rozgrywała się podczas pewnych wakacji ponad dwadzieścia lat wcześniej. Ich przeszłość poznajemy między innymi za sprawą Teda, a z każdą kolejną stroną coraz wyraźniej widać, że wydarzenia sprzed lat miały ogromny wpływ na to, kim bohaterowie stali się w dorosłym życiu. Nie jest to opowieść łatwa ani pozbawiona bólu. Każdy z bohaterów mierzy się z własną traumą i doświadczeniami, które odcisnęły na nim trwałe piętno. Backman pokazuje, że dzieciństwo i dorastanie nie zawsze są beztroskim czasem, za którym z nostalgią tęsknimy. Czasami właśnie wtedy po raz pierwszy doświadczamy rzeczy, które kształtują nas na całe życie.
 
Mimo trudnych tematów autorowi udało się jednak wpleść w tę historię sporo humoru. Zarówno Louisa, jak i dorastająca grupa przyjaciół mają cięty język, a ich rozmowy niejednokrotnie wywoływały uśmiech na mojej twarzy. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, z jaką lekkością i finezją Backman łączy humor z emocjonalną narracją. Potrafi rozbawić czytelnika, by chwilę później zupełnie niespodziewanie ścisnąć go za serce.  
 
Ponadto, w książce dzieje się naprawdę wiele. Autor nie ogranicza się wyłącznie do historii głównych bohaterów, ale poświęca sporo miejsca również postaciom drugoplanowym i ich historiom. Dzięki temu świat powieści staje się niezwykle rozbudowany, a poszczególne postaci nabierają głębi i stają się bliższe czytelnikowi. Momentami miałam jednak wrażenie, że autor nieco wodził mnie za nos. Sposób, w jaki opowiadał poszczególne historie, sugerował pewne kierunki rozwoju wydarzeń i podsuwał czytelnikowi konkretne przypuszczenia. Tymczasem wiele z nich się nie sprawdziło się, a sprawy ostatecznie przybierały zupełnie inny obrót. To niewątpliwie sprytne posunięcie, choć przyznam, że chwilami bywało dla mnie odrobinę irytujące.
 
Jednym z najważniejszych motywów powieści jest sztuka. W „Moich przyjaciołach” pojawia się wiele refleksji dotyczących tego, czym właściwie jest sztuka, co powinna w sobie zawierać i jakie emocje powinna wywoływać – zarówno u odbiorcy, jak i u samego twórcy. To jeden z tych elementów książki, które szczególnie przypadły mi do gustu. Są to przemyślenia skłaniające do zatrzymania się na chwilę i zastanowienia nad tym, dlaczego właściwie pewne dzieła potrafią poruszyć nas bardziej niż inne i dlaczego niektóre historie zostają z nami na długo.
 
„Moi przyjaciele” to opowieść o przyjaźni, stracie, dorastaniu i tym, jak bardzo wydarzenia z przeszłości potrafią ukształtować nasze dorosłe życie. To również historia o sztuce i o tym, że czasem jedno spotkanie, jedna osoba albo jeden obraz mogą zmienić coś w nas na zawsze. I choć nie jest to książka pozbawiona trudnych tematów, Backman opowiada o nich w sposób niezwykle czuły, a przy tym pełen humoru. To zdecydowanie autor, którego twórczość zamierzam bliżej poznać.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Marginesy:
 

13:39

"Zabójczy potencjał" - Hannah Deitch

Tytuł:
Zabójczy potencjał
Tytuł oryginału: Killer Potential
Autor: Hannah Deitch
Wydawnictwo: Marginesy
Data wydania: czerwiec 2026
Liczba stron: 336
Tematyka: Kryminał, thiller, sensacja
Średnia ocena: 6/10
 
Kiedy Evie Gordon zjawia się na cotygodniowych korepetycjach w domu rodziny Victorów, nie spodziewa się, że zamiast na lekcję trafi prosto na miejsce zbrodni. Jeszcze mniej spodziewa się, że zupełnym przypadkiem sama zostanie oskarżona o zamordowanie całej rodziny. Zmuszona do ucieczki, wraz z przypadkowo poznaną kobietą rozpoczyna desperacką walkę o udowodnienie swojej niewinności.
 
Już na pierwszy rzut oka widać, że “Zabójczy potencjał” to debiutancka powieść Hannah Deitch. Choć autorka miała intrygujący pomysł na fabułę, jej literacki warsztat wciąż wymaga oszlifowania. Sam koncept był naprawdę intrygujący, ale momentami wykonanie pozostawiało sporo do życzenia. Pierwsza część książki, opisująca odkrycie tragedii w domu Victorów oraz późniejszą ucieczkę Evie i Jae, została poprowadzona bardzo szczegółowo. Czytelnik nie ma poczucia, że coś zostało pominięte, a napięcie jest stopniowo budowane. Niestety w drugiej połowie tempo drastycznie spada. Pojawia się sporo niedopowiedzeń, a niektóre wątki potraktowano zbyt pobieżnie. Dodatkowo rzuca się w oczy brak solidnego researchu dotyczącego amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości i pracy organów ścigania.
 
Nie da się jednak ukryć, że powieść amerykańskiej pisarki mocno wciąga i czyta się ją niezwykle szybko. Ciekawość, jak potoczy się pościg za kobietami, nie pozwala odłożyć książki. Równolegle między bohaterkami rodzi się porozumienie, które z czasem przeradza się w coś więcej niż tylko przyjaźń. Owszem, w historii dzieje się momentami aż zbyt wiele mało prawdopodobnych rzeczy, ale z drugiej strony kto tak naprawdę wie, jak wygląda rzeczywistość osób zmuszonych do ucieczki przed prawem? Fabuła pełna jest nieoczekiwanych zwrotów akcji, które skutecznie podkręcają atmosferę. Wiele osób porównuje ten tytuł do „Zaginionej dziewczyny”, jednak moim zdaniem podobieństw jest stosunkowo niewiele, dlatego nie sugerowałabym się opiniami stawiającymi obie książki na równi.
 
Jeśli chodzi o główne bohaterki, czyli Evie i Jae, to żadna z nich nie wzbudziła we mnie ani szczególnej sympatii, ani niechęci. Są to dobrze skonstruowane postacie, jednak wielu ich decyzji zwyczajnie nie potrafiłam zrozumieć. Mimo że Evie jest świetnie wykształcona i może pochwalić się imponującym dorobkiem akademickim, niejednokrotnie miałam wrażenie, że w jej zachowaniu brakuje zwykłego, logicznego myślenia. Z kolei Jae od samego początku kreowana jest na osobę skrytą i tajemniczą, jednak jej nieumiejętność wyrażenia siebie i swoich emocji po prostu mnie irytowała.
 
Jestem natomiast ogromną fanką zakończenia książki. Autorka w bardzo przekonujący sposób pokazała, co dzieje się w psychice osoby, która doświadczyła przestępstwa, ucieczki, miłości, a jednocześnie staje się obiektem medialnego linczu. Równie dobrze zostały przedstawione reakcje społeczeństwa na całą sytuację oraz wpływ mediów na sposób postrzegania bohaterów. Hannah Deitch zdecydowała się na otwarte zakończenie i uważam, że w tym przypadku był to strzał w dziesiątkę. Historia Evie i Jae kończy się dokładnie w odpowiednim momencie, część wątków zostaje wyjaśniona, a inne pozostają otwarte, dając czytelnikowi przestrzeń do własnych interpretacji.
 
„Zabójczy potencjał” nie jest typowym kryminałem, ale jestem przekonana, że wielu czytelnikom przypadnie do gustu. To dynamiczna, pełna napięcia historia, która idealnie sprawdzi się jako wakacyjna lektura zwłaszcza dla osób lubiących thrillery z elementami psychologicznymi i motywem ucieczki.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Marginesy:

15:14

"Colette" - Valérie Perrin

Tytuł:
Colette
Tytuł oryginału: Tata
Autor: Valérie Perrin
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: maj 2025
Liczba stron: 576
Tematyka: Literatura piękna, zagraniczna
Średnia ocena: 6/10
 
Podobno nie można umrzeć dwa razy. Jednak Colette, ciotka znanej reżyserki filmowej Agnes, udowadnia, że jest to możliwe. Trzy lata po jej pogrzebie główna bohaterka otrzymuje telefon z informacją, że siostra jej ojca została znaleziona martwa po raz drugi. Początkowo Agnes jest przekonana, że doszło do pomyłki, jednak z czasem odkrywa, że nie tylko jej ciotka skrywała tajemnice. Okazuje się, że cała rodzina ma sekrety, o których bohaterka wcześniej nie miała pojęcia.
 
„Colette” należy do tych obszerniejszych powieści i nietrudno zrozumieć dlaczego. Autorka porusza wiele wątków, które wzajemnie się przeplatają. Poznajemy historię matki Agnes, której rodzice trafili do obozu zagłady w Auschwitz, losy znajomego zmagającego się z traumą przemocy seksualnej z dzieciństwa, historię muzycznego talentu ojca głównej bohaterki, a także życie i śmierć samej Colette. Do tego dochodzi jeszcze wiele pobocznych opowieści.
 
Muszę jednak przyznać, że momentami było tego po prostu za dużo. Poszczególne wątki są interesujące, ale niektóre z nich mogłyby zostać ograniczone lub całkowicie pominięte, bez większego wpływu na akcję czy główną historię. Według mnie większa koncentracja na najważniejszych wydarzeniach mogłaby pozytywnie wpłynąć na tempo powieści.
 
W kilku momentach miałam również wrażenie, że akcja została sztucznie spowolniona. Niektóre postacie znają odpowiedzi na pytania, których desperacko poszukuje Agnes, jednak przez długi czas milczą lub zdradzają istotne informacje dopiero wtedy, gdy wymaga tego fabuła. Gdyby część sekretów została ujawniona wcześniej, książka zyskałaby znacznie lepszą dynamikę.
 
Największy problem miałam jednak z bohaterkami. Zazwyczaj podczas lektury potrafię odnaleźć postać, z którą mogę się utożsamić, jednak tym razem żadna z kobiet przedstawionych w powieści nie wzbudziła mojej większej sympatii. Wiele z nich wydawało mi się zbyt biernych, lękliwych lub akceptujących zachowania, które wykraczają poza moje granice tolerancji. Przez to trudno było mi emocjonalnie zaangażować się w ich historie, które momentami były tak mało prawdopodobne, że aż absurdalne.
 
Mimo wszysttko „Colette” to dobra powieść z bardzo interesującą fabułą. Autorka stworzyła intrygującą historię i napisała ją przystępnym, niemal codziennym językiem, dzięki czemu książkę czyta się bardzo lekko. Mimo dostrzegalnych wad i momentami zbyt rozbudowanej fabuły lektura była dla mnie satysfakcjonująca. Chętnie sięgnę po kolejne książki autorki, zwłaszcza że inne jej powieści cieszą się dużym uznaniem czytelników.

10:28

"Kobieta, która dawała przyjemność" - Kiyoko Murata

Tytuł:
Kobieta, która dawała przyjemność
Tytuł oryginału: ゆうじょこう
Autor: Kiyoko Murata
Wydawnictwo: Marginesy
Data wydania: czerwiec 2026
Liczba stron: 288
Tematyka: Literatura piękna, zagraniczna
Średnia ocena: 9/10
 
„Kobieta, która dawała przyjemność” autorstwa Kiyoko Muraty przenosi czytelnika do Japonii początku XX wieku. Główną bohaterką powieści jest piętnastoletnia Aoi Ichi, pochodząca z niewielkiej rybackiej wyspy Iōjima. Dziewczyna zostaje sprzedana przez rodziców do domu publicznego w Kumamoto, gdzie swoim ciałem ma spłacać ich długi. Los okazuje się dla niej nieco łaskawszy, niż mogłoby się wydawać, bo trafia do ekskluzywnego przybytku, w którym kobiety są traktowane lepiej niż w większości podobnych miejsc. Wśród innych dziewcząt poznaje zasady rządzące nową rzeczywistością i stopniowo uczy się odnajdywać w świecie, którego nigdy nie chciała poznać.
 
Nie jestem pewna, jak wiele faktów zawartych w książce pokrywa się z prawdą historyczną. Wiadomo, że na początku XX wieku w Japonii, a szczególnie w obszarach takich jak Yoshiwara, Shimabara czy właśnie Kumamoto, prostytucja była obecna. Jednak tego, czy realia kobiet pracujących w domach publicznych były takie, jak przedstawiono w książce, możemy się tylko domyślać. W notach od tłumacza można wprawdzie przeczytać, że książka jest oparta na faktach, jednak sam utwór Kiyoko Muraty jest dziełem fabularnym i fikcyjnym.
 
Jednym z elementów, które szczególnie przypadły mi do gustu, był sposób przedstawienia głównej bohaterki. Ichi nie staje się wyjątkową postacią, która błyskawicznie zdobywa uznanie i wspina się na szczyt hierarchii. Wręcz przeciwnie, mimo początkowych oczekiwań otoczenia, które widziało w niej przyszłą "oiran", nastolatka  pozostaje jedną z wielu przedstawicielek niższych klas, próbujących jedynie przetrwać w trudnych warunkach. To przyjemna odmiana od licznych powieści osadzonych w Japonii, w których bohaterki niemal zawsze okazują się wyjątkowo utalentowane i szybko zdobywają wysoką pozycję społeczną.
 
Warto również podkreślić, że nie jest to książka o gejszach. Gejsze i prostytutki pełniły zupełnie inne role społeczne, a Murata skupia się właśnie na losach kobiet zmuszonych do pracy seksualnej. Co ciekawe, autorka nie epatuje scenami erotycznymi. Opisy kontaktów z klientami pojawiają się sporadycznie i nie stanowią głównego tematu powieści. Zamiast tego otrzymujemy wnikliwy obraz codzienności bohaterek, ich lęków, marzeń oraz powodów, dla których znalazły się w takiej sytuacji. Książka pokazuje przede wszystkim mechanizmy społeczne i ekonomiczne stojące za ich losem.
 
Największym atutem powieści jest bez wątpienia język. Kiyoko Murata pisze niezwykle plastycznie i z dużą wrażliwością. Doskonale oddaje emocje Ichi, zwłaszcza jej tęsknotę za rodzinną wyspą i utraconym dzieciństwem. Szczególnie poruszyły mnie fragmenty stylizowane na zapiski z dziennika bohaterki. Autorka z dużą subtelnością opisuje także kobiecą cielesność oraz doświadczenia związane z dojrzewaniem i seksualnością. Nie oznacza to jednak, że książka jest pozbawiona wad. Największym rozczarowaniem okazało się dla mnie zakończenie. Po bardzo dobrze poprowadzonej historii finał wydaje się zbyt pospieszny i pozostawia wiele niedopowiedzeń.
 
Kiyoko Murata należy do grona najbardziej cenionych współczesnych japońskich pisarek. Zdobyła liczne nagrody literackie, jednak większość jej twórczości nadal nie została przetłumaczona z języka japońskiego. Po lekturze „Kobiety, która dawała przyjemność” mogę jedynie mieć nadzieję, że w przyszłości się to zmieni, ponieważ z przyjemnością sięgnęłabym po kolejne książki tej autorki.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Marginesy:

14:40

"Dziennik Reni Spiegel" - Renia Spiegel

Tytuł:
Dziennik Reni Spiegel
Autor: Renia Spiegel
Wydawnictwo: Poradnia K
Data wydania: kwiecień 2026
Liczba stron: 416
Tematyka: Pamiętnik
Średnia ocena: 4/10
 
Patrząc wstecz na swoje życie, większość z nas z nostalgią wspomina dzieciństwo i lata nastoletnie. To czas pierwszych przyjaźni, pierwszych miłości i stopniowego wchodzenia w dorosłość. Jak jednak wyglądało dorastanie w rzeczywistości wojennej, gdy codzienne życie wyznaczały kolejne okupacje i niepewność jutra? Odpowiedź na to pytanie możemy znaleźć w "Dzienniku Reni Spiegel". Dziewczyna w sposób całkowicie niezamierzony pozostawiła po sobie niezwykłe świadectwo swoich czasów. Od 1939 roku skrupulatnie prowadziła dziennik, dokumentując swoją codzienność, marzenia, rozterki i doświadczenia. Dzięki staraniom jej młodszej siostry, która po latach odzyskała rękopis, również współcześni czytelnicy mogą zajrzeć do świata żydowskiej nastolatki mieszkającej w Przemyślu okupowanym najpierw przez Związek Radziecki, a następnie przez Niemców.
 
Już od pierwszych stron wyraźnie czuć, że mamy do czynienia z pamiętnikiem młodej dziewczyny. Renia pisze przede wszystkim o szkole, znajomych, pierwszych uczuciach oraz ogromnej tęsknocie za matką. Wojna jest obecna w tle tych wydarzeń, ale początkowo nie dominuje całkowicie jej codzienności. To właśnie ten aspekt okazał się dla mnie najbardziej interesujący. Dotychczas miałam kontakt głównie z literaturą obozową, skupioną na okrucieństwie wojny i walce o przetrwanie. „Dziennik Reni Spiegel” pokazuje natomiast inną perspektywę – życie, które mimo wojennej rzeczywistości wciąż toczyło się dalej. Młodzi ludzie chodzili do szkoły, spotykali się z przyjaciółmi, zakochiwali się i uczestniczyli w zabawach. Było to dla mnie bardzo odświeżające spojrzenie na ten okres w dziejach naszego kraju.
 
Nie sposób nie wspomnieć także o talencie literackim autorki. Renia była niezwykle uzdolnioną poetką, która już jako nastolatka zdobywała nagrody w konkursach literackich. Jej dziennik pełen jest wierszy, które tworzyła z zadziwiającą łatwością. Czasami miałam wręcz wrażenie, że potrafiła zamienić w poezję niemal każde wydarzenie ze swojego życia. Skoro już w tak młodym wieku przejawiała wybitny talent, trudno mi sobie wyobrazić, co osiągnęłaby, gdyby dożyła dorosłości i miała szansę dalej rozwijać swoją pasję. Dodatkową wartością książki jest język. Czytając zapiski Reni, można zauważyć, że choć polszczyzna sprzed ponad osiemdziesięciu lat jest w wielu aspektach podobna do współczesnej, niektóre sformułowania i znaczenia słów brzmią dziś zupełnie inaczej. Dzięki temu lektura staje się ciekawą podróżą językową.
 
Jednocześnie nie wszystkie elementy lektury przypadły mi do gustu. Renia często przeżywa gwałtowne zmiany nastroju, co oczywiście jest całkowicie zrozumiałe w przypadku nastolatki. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy znaczna część dziennika zaczyna koncentrować się niemal wyłącznie na jej uczuciach do Zygmunta. Początkowo obserwowanie rodzącej się miłości jest urocze i autentyczne, jednak z czasem kolejne rozważania na temat tego samego chłopaka zaczęły mnie zwyczajnie nużyć. Dodatkowo ich relacja rozwija się bardzo powoli, przez co tempo narracji momentami wyraźnie spada. Sam Zygmunt również nie wzbudził mojej sympatii. Z relacji Reni wynika, że lubił wzbudzać zazdrość i wystawiać jej uczucia na próbę, flirtując z innymi dziewczynami.
 
Mam również pewne wątpliwości co do szczerości samego dziennika. Renia wielokrotnie wspomina, że pamiętnik jest jej najbliższym powiernikiem, jednak jednocześnie zdarza jej się pomijać niektóre wydarzenia lub opisywać je bardzo enigmatycznie. Czasami używa jedynie określenia „to”, innym razem otwarcie przyznaje, że nie chce czegoś zapisywać z powodu wstydu. Być może wynikało to z faktu, że pozwalała innym czytać swoje zapiski. Jako Osoba również prowadząca pamiętnik odniosłam wrażenie, że nieco kłóci się to z ideą całkowitej szczerości wobec samego siebie i samą ideą pamiętnika.
 
Najbardziej mieszane uczucia wzbudziła we mnie jednak młodsza siostra Reni, która po latach przyczyniła się do publikacji dziennika. Już na początku książki zamieściła własny wstęp, w którym znalazło się sporo informacji zdradzających późniejsze wydarzenia. Co więcej, miałam wrażenie, że momentami stara się przedstawić siebie w korzystniejszym świetle niż siostrę. Podkreśla swoją podobność do matki, opisuje własną popularność i wyrazisty charakter, jednocześnie zestawiając się z Renią. Być może nie taki był jej zamysł, jednak odebrałam to jako dość niestosowne.
 
Mimo moich zastrzeżeń uważam, że „Dziennik Reni Spiegel” jest książką niezwykle wartościową. To poruszające świadectwo codzienności młodej Żydówki żyjącej w okupowanej Polsce, a jednocześnie zapis zwyczajnego dorastania w niezwyczajnych czasach. Choć sama nie czerpałam z tej lektury takiej przyjemności, jakiej się spodziewałam, jestem przekonana, że wielu czytelników odnajdzie w niej coś wyjątkowego. Jeśli interesują Was wojenne pamiętniki, historia widziana oczami zwykłych ludzi lub po prostu szukacie mniej oczywistej literatury dotyczącej II wojny światowej, zdecydowanie warto dać tej książce szansę.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Poradnia K:

11:54

Wyniki losowania!

Witajcie, kochani!

Mam dzisiaj ogromną przyjemność ogłosić wyniki siódmego już losowania zorganizowanego na tej stronie. Tym razem do zgarnięcia była nietypowa nagroda – książka, którą zwycięzca wybierze sobie sam. W puli znalazło się zaledwie 13 losów. Zwycięskim numerem okazała się dwójka, tym samym nagroda trafia do... NotSooMinimal!


1. NotSooMinimal
2. NotSooMinimal
3. Mirosława Dudko
4. Mirosława Dudko
5. Mirosława Dudko
6. Pani od Puszka i Puszek
7. Pani od Puszka i Puszek
8. Angela
9. Angela
10. Angela
11. Kinagyo
12. Kinagyo
13. Kinagyo

Serdecznie gratuluję i zwyciężczynie proszę o sprawdzenie skrzynki email :)

11:09

"Maybe Someday" - Colleen Hoover

Tytuł:
Maybe Someday
Tytuł oryginału: Maybe Someday
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: kwiecień 2021
Liczba stron: 384
Tematyka: Literatura obyczajowa, romans
Średnia ocena: 5/10
 
Zakazane uczucia i trójkąty miłosne to bez wątpienia jedne z najpopularniejszych motywów w romansach. Colleen Hoover postanowiła połączyć oba te schematy w powieści „Maybe Someday”, przedstawiając historię Sydney i Ridge’a. Między bohaterami szybko rodzi się więź, która od samego początku wystawiona jest na ciężką próbę – Ridge ma już bowiem dziewczynę. Sydney szybko odkrywa jednak, że relacja między tymi dwoma jest o wiele bardziej zażyłą, niż mogłoby się początkowo wydawać.
 
Tym, co najbardziej rzuciło mi się w oczy podczas lektury, była niemal nieskazitelność głównych bohaterów. Sydney i Ridge zostali przedstawieni jako osoby niezwykle dojrzałe, wrażliwe i poukładane emocjonalnie. Mimo młodego wieku wykazują się ogromną odpowiedzialnością za swoje słowa i czyny. Choć to godne podziwu, chwilami trąciło sztucznością. Ciężko kupić to, że dwudziestolatkowie mają w sobie aż tyle życiowej mądrości i empatii. Według mnie ta psychologia postaci sprawdziłaby się o wiele lepiej, gdyby bohaterowie byli po prostu starsi.
 
Kolejną wątpliwość wzbudził we mnie muzyczny talent głównych bohaterów. Zarówno Sydney, jak i Ridge zostali przedstawieni jako niezwykle utalentowani kompozytorzy. Szczególnie niewiarygodna wydała mi się jednak historia Ridge’a, który tworzy melodie mimo utraty słuchu. Choć osoby niesłyszące mogą doświadczać muzyki poprzez rytm czy wibracje, to sposób przedstawienia tego procesu w książce wydał mi się mocno wyidealizowany. Może i prawdziwy świat zna takie przypadki, jednak mi bardzo ciężko było uwierzyć, że podobna historia mogłaby mieć miejsce w prawdziwym świecie.
 
Pod względem fabularnym „Maybe Someday” okazało się powieścią dość przewidywalną i momentami płaską. Nie oznacza to jednak, że lektura była nieudana. Wręcz przeciwnie, podobnie jak inne książki Colleen Hoover, tę również pochłania się w ekspresowym tempie. Autorka doskonale wie, jak budować napięcie i przykuć uwagę czytelnika. Dużym atutem tej historii jest humor. Relacje między współlokatorami Ridge’a wnoszą sporo lekkości, a ich żarty potrafią szczerze rozbawić, dzięki czemu postacie zyskują na autentyczności. Na plus zaliczam też sam punkt wyjścia fabuły, mimo wykorzystania znanych schematów, pomysł ten okazał się całkiem świeży.
 
Autorka wydała co prawda kontynuację tej historii pod tytułem „Maybe Now. Maybe Not”, jednak nie planuję po nią sięgnąć w najbliższej przyszłości. Samej Colleen Hoover dam jednak jeszcze szansę. Wierzę, że drzemie w niej znacznie większy potencjał, niż pokazała w tej konkretnej książce.

12:43

"Śmierć i wiosna" - Mercè Rodoreda

Tytuł:
Śmierć i wiosna
Tytuł oryginału: La mort i la primavera
Autor: Mercè Rodoreda
Wydawnictwo: Marginesy
Data wydania: marzec 2026
Liczba stron: 240
Tematyka: Literatura piękna, zagraniczna
Średnia ocena: 6/10
 
Bezimienna wioska i jej bezimienni mieszkańcy. Jednym z nich jest czternastoletni chłopiec, który na własne oczy obserwuje samobójczą śmierć ojca oraz brutalny rytuał, jakiemu poddane zostaje jego ciało, by zatrzymać duszę przed ucieczką. Od tego momentu jego najbliższą towarzyszką staje się nastoletnia macocha, z którą wspólnie odkrywa tajemnice wioski i rządzące nią niecodzienne zwyczaje.
 
Choć „Śmierć i wiosna” jest zwięzłą powieścią o dawkujących napięcie, krótkich rozdziałach i wartkiej akcji. Mimo to lektura wcale nie należy do błyskawicznych. Sama musiałam robić sobie przerwy lub wracać do niektórych fragmentów, aby lepiej zrozumieć to, co autorka próbuje przekazać czytelnikowi. Czasami udawało mi się uchwycić sens tej historii, a czasami zupełnie go traciłam. To książka wymagająca, której zdecydowanie nie da się przeczytać jednym tchem.
 
Mercè Rodoreda skłania do refleksji nad ludzką duszą, cielesnością, funkcjonowaniem społeczności oraz samą śmiercią. Czytelnik musi wyjść poza swoją strefę komfortu, otworzyć umysł i pozwolić się porwać tej niezwykłej opowieści. Wiele zachowań mieszkańców wioski, podobnie jak decyzji głównego bohatera, pozostaje otwartych na interpretację. Po lekturze wciąż miałam mnóstwo pytań: skąd wzięły się wierzenia, którymi kieruje się ta społeczność? Z czego utrzymywała się wspólnota? Jak wyglądała jej hierarchia?
 
Największe wrażenie zrobił na mnie jednak język. Autorka dobiera słowa tak sugestywnie, że niemal natychmiast stajemy się mieszkańcami tej dusznej, tajemniczej wioski, chłonąc jej niepowtarzalną atmosferę. Malownicze opisy przyrody przeplatają się tu z wewnętrznymi rozterkami bohaterów oraz brutalnością zamkniętej społeczności.
 
„Śmierć i wiosna” to doskonały przykład realizmu magicznego, umiejętnie łączący elementy fantastyki, mistycyzmu, a momentami nawet grozy. W trakcie lektury dostrzegłam wyraźne podobieństwa do kultowych „Stu lat samotności”. Jeśli pamiętacie moją recenzję tamtej książki, to pewnie wiecie też, jak mozolnie mi szła. Jestem przekonana, że gdyby dzieło Márqueza zostało napisane w stylu zbliżonym do „Śmierci i wiosny”, jego odbiór byłby dla mnie znacznie przyjemniejszy.
 
Mimo wszystko po zakończeniu lektury miałam poczucie, że nie do końca rozumiem, o czym naprawdę była ta opowieść i czy właściwie odczytałam jej sens. Dopiero później dowiedziałam się, że Mercè Rodoreda osobiście doświadczyła okrucieństw hiszpańskiej wojny domowej oraz II wojny światowej, która nastąpiła niedługo później. „Śmierć i wiosna” można więc interpretować jako metaforę społeczeństwa żyjącego pod brutalnym reżimem politycznym — tłumiącym wolność jednostki i niszczącym wszelkie próby sprzeciwu. Choć nie jest to książka łatwa ani przystępna, zdecydowanie mogę ją polecić każdemu, kto szuka literatury skłaniającej do myślenia i nie boi się wymagających, niejednoznacznych historii.
 
Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Marginesy:

11:08

"Taki dobry chłopak. Sprawa Kajetana Poznańskiego" - Hanna Dobrowolska

Tytuł:
Taki dobry chłopak. Sprawa Kajetana Poznańskiego
Autor: Hanna Dobrowolska
Wydawnictwo: Harde
Data wydania: październik 2024
Liczba stron: 320
Tematyka: Literature faktu, reportaż
Średnia ocena: 9/10
 
O sprawie Hannibala z Żoliborza słyszał chyba każdy. Historia młodego bibliotekarza, który 3 lutego 2016 roku brutalnie zamordował poznaną chwilę wcześniej korepetytorkę języka włoskiego, a następnie przewiózł jej ciało do swojego mieszkania z zamiarem jego spożycia, wstrząsnęła całą Polską. Mimo upływu lat temat wciąż powraca w mediach i nadal budzi ogromne emocje.
 
Jeśli interesujecie się tematyką true crime i słuchacie kryminalnych podcastów, istnieje duża szansa, że mieliście już okazję zetknąć się ze sprawą Kajetana Poznańskiego. Sama znałam ją wcześniej z różnych materiałów, jednak dopiero książka Hanny Dobrowolskiej pozwoliła mi spojrzeć na tę historię znacznie szerzej. To zdecydowanie najbardziej szczegółowe i rzetelne opracowanie tej sprawy, z jakim do tej pory się spotkałam. Autorka przeanalizowała ponad dwadzieścia tomów akt sądowych, a także rozmawiała z ekspertami i osobami związanymi ze śledztwem, dzięki czemu udało jej się stworzyć niezwykle dokładny obraz wydarzeń.
 
Najbardziej fascynującym, ale jednocześnie najbardziej niepokojącym elementem tej historii jest psychika Kajetana Poznańskiego. W trakcie śledztwa aż trzy zespoły specjalistów próbowały ocenić jego poczytalność i każdy z nich doszedł do innych wniosków. To właśnie dlatego proces ciągnął się tak długo, mimo że oskarżony niemal od razu przyznał się do winy. Hanna Dobrowolska bardzo dokładnie przedstawia zarówno opinie biegłych, jak i zachowanie samego Kajetana, pozostawiając czytelnikowi przestrzeń do własnych refleksji. Podczas lektury trudno nie zadawać sobie pytania, gdzie właściwie przebiega granica między świadomie zaplanowanym okrucieństwem a chorobą psychiczną.
 
Autorka nie skupia się jednak wyłącznie na samej zbrodni. W książce znajdziemy również wiele informacji dotyczących życia osobistego Kajetana, jego relacji z kobietami, obsesji czy emocjonalnych zależności. Szczególnie zaskoczyło mnie to, że mimo deklarowanej niechęci wobec kobiet nie potrafił całkowicie zrezygnować z ich obecności. Dobrowolska wspomina zarówno o jego pierwszych zauroczeniach, jak i o romansie korespondencyjnym prowadzonym już zza krat aresztu. Pojawia się również wątek listów miłosnych kierowanych do terapeutek pracujących przy jego sprawie, co tylko jeszcze bardziej podkreśla złożoność jego osobowości.
 
Mam jednak poczucie, że w tej historii zdecydowanie zabrakło miejsca dla samej Katarzyny. O ofierze dowiadujemy się stosunkowo niewiele — dostajemy jedynie podstawowe informacje i krótki zarys jej życia. Rozumiem, że mogło to wynikać z szacunku wobec jej rodziny i chęci uniknięcia nadmiernej ingerencji w prywatność, ale mimo wszystko czułam pewien niedosyt. Chciałabym lepiej poznać kobietę, która została sprowadzona głównie do roli ofiary jednej z najgłośniejszych zbrodni ostatnich lat.
 
„Taki dobry chłopak. Sprawa Kajetana Poznańskiego” to reportaż niezwykle szczegółowy, mocny i momentami wręcz przytłaczający, ale jednocześnie bardzo trudno się od niego oderwać. Hanna Dobrowolska wykonała dawał rzetelnej dziennikarskiej pracy i stworzyła książkę, która nie tylko odtwarza przebieg zbrodni, lecz także skłania do refleksji nad naturą zła, psychiką sprawcy i granicami ludzkiego okrucieństwa. Jeśli lubicie literaturę true crime i reportaże oparte na faktach, ta pozycja zdecydowanie zasługuje na uwagę.

13:16

Wiosenne rozdanie!

Witam wszystkich serdecznie w ten piękny, majowy dzień!

Dawno, dawno temu organizowałam na tej stronie konkursy, w których do wygrania były książki. Ostatni z nich odbył się w 2015 roku! Nadszedł więc najwyższy czas, aby ruszyć z kolejną edycją i w ten sposób podziękować Wam za wszystkie wyświetlenia oraz komentarze. Tym razem zabawa będzie wyjątkowa, ponieważ to Wy sami wybierzecie swoją nagrodę!

NAGRODA: Wybrana przez Ciebie książka o wartości do 60 zł.

Jak to działa? Wybierasz tytuł, który chcesz otrzymać i przesyłasz mi link do dowolnej księgarni internetowej. Ja opłacam zamówienie i wysyłam paczkę prosto na Twój adres!

Jeśli chcesz wziąć udział w losowaniu, zostaw komentarz pod tym postem ze swoim adresem e-mail oraz z nickami pod którymi obserwujesz moją stronę. Do zdobycia są maksymalnie 3 losy. Aby je zgarnąć, możesz wykonać dowolne z poniższych zadań:

Jak zdobyć losy? 
1. Zostań obserwatorem mojej strony - 1 los
2. Wstaw podlinkowany banner na swoją stronę/bloga - 1 los
3. Polub/zaobserwuj moją stronę na facebooku - 1 los 
* w komentarzu podaj swój e-mail oraz nicki pod jakimi obserwujesz/lubisz moją stronę
* oczywiście nie musicie robić wszystkich tych trzech rzeczy, a jedynie te, które Wam odpowiadają :)
* jeśli już jesteś obserwatorem mojej strony to też się liczy! :)

Zasady losowania:
1. Osoba, która zdobędzie książkę zostanie wybrana drogą losowania.
2. Maksymalna ilość losów do zdobycia przez jedną osobę to 3.
2. Konkurs trwa od 18 maja 2026 do 7 czerwca 2026 roku do godz. 23:59
3. Ogłoszenie zwycięzcy będzie miało miejsce 8 czerwca 2026.
4. W losowaniu mogą brać udział osoby zarówno posiadające własne strony internetowe/blogi jak i nie.
5. Losowanie jest kierowane do osób mieszkających w Polsce. 
6. Ze zwycięzcą skontaktuję się drogą mailową. W przypadku, gdy zwycięzca w ciągu 7 dni nie odpowie na wiadomość, nastąpi losowanie innego wygranego.
7. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.)  

Serdecznie zapraszam do wzięcia udziału!


LOSOWANIE ODBĘDZIE SIĘ: 8 CZERWCA 2026
Proszę, aby pod tym postem zamieszczać komentarze dotyczące jedynie zgłoszeń do losowania!

11:13

"Opowieść podręcznej" - Margaret Atwood

Tytuł:
Opowieść podręcznej
Tytuł oryginału: The Handmaid's Tale
Autor: Margaret Atwood
Wydawnictwo: Wielka Litera
Data wydania: luty 2020
Liczba stron: 368
Tematyka: Literatura piękna, zagraniczna
Średnia ocena: 3/10
 
„Opowieść podręcznej” to książka, o której słyszał chyba każdy. Niewiele osób wie jednak, że powieść Margaret Atwood została wydana już w 1985 roku i początkowo nie spotkała się z entuzjastycznym odbiorem. Wiele osób zarzucało jej niemoralność oraz zbyt odważne wątki seksualne. Z tego powodu w niektórych stanach USA książka była cenzurowana, a nawet całkowicie zakazana. Ale o czym właściwie opowiada ta słynna dystopia?

Margaret Atwood kreśli przed czytelnikiem wizję totalitarnego państwa – Republiki Gilead – powstałego na gruzach Stanów Zjednoczonych. W tym świecie każda kobieta ma przypisaną konkretną rolę społeczną, a mężczyźni zdobywają status oraz „prawo” do kobiet wraz z awansem w hierarchii. Najważniejszym celem reżimu jest zwiększenie liczby narodzin w rzeczywistości dotkniętej kryzysem płodności spowodowanym promieniowaniem i zanieczyszczeniem środowiska.

Główną bohaterką jest Freda, kobieta zakwalifikowana do grupy Podręcznych, czyli nielicznych płodnych kobiet zmuszanych do rodzenia dzieci uprzywilejowanym rodzinom. Niestety, jako protagonistka zupełnie mnie nie przekonała. Wydawała mi się pozbawiona wyrazistości i charakteru, zarówno w obecnym życiu, jak i we wspomnieniach z przeszłości. Nie potrafiłam zbudować z nią żadnej więzi ani obdarzyć jej sympatią.
 
Największym problemem książki okazało się jednak tempo akcji. Przez pierwsze kilkaset stron dzieje się bardzo niewiele. Freda głównie wspomina dawne życie lub opowiada o szkoleniu na Podręczną. Brakuje konkretnych informacji dotyczących funkcjonowania Gileadu - kto zarządza całym systemem, jak on działa i jakie role odgrywają pozostali mieszkańcy tego świata. Czytelnik musi samodzielnie składać rzeczywistość z porozrzucanych fragmentów informacji, co dla mnie okazało się bardziej frustrujące niż intrygujące.
 
Nie pomagał również styl pisania Margaret Atwood, który momentami wydawał mi się chaotyczny i nierówny. Miałam wrażenie, że autorka chwilami sama nie wiedziała, w jakim kierunku chce poprowadzić historię, przez co część rozdziałów sprawiała wrażenie napisanych jedynie po to, by zapełnić kolejne strony. Co ważne, książkę czytałam w oryginale, więc nie mogę zrzucić winy na tłumaczenie.
 
Tym bardziej zaskakuje mnie fakt, że na podstawie tak krótkiej i mało dynamicznej powieści powstał aż sześciosezonowy serial. Trudno mi sobie wyobrazić, jak wiele twórcy musieli dopowiedzieć od siebie, by rozbudować historię do tak dużych rozmiarów. Sama książka sprawia bowiem wrażenie niedokończonej. Zakończenie, które przez wielu czytelników jest uznawane za genialne, dla mnie było raczej kolejną porcją niedopowiedzeń i niejasności niż satysfakcjonującym zwięczenień książki.

Sam pomysł na dystopię uważam za całkiem interesujący. W kontekście współczesnych problemów demograficznych wizja społeczeństwa obsesyjnie walczącego o wzrost liczby narodzin brzmi dość prawdopodobnie. Problem w tym, że sposób przedstawienia tego świata wydał mi się mało logiczny. Jak system mający ratować populację może działać skutecznie, skoro możliwość posiadania dzieci mają głównie najstarsze i najwyżej postawione osoby, które same prawdopodobnie są bezpłodne? Do tego dochodzą publiczne egzekucje, wszechobecna przemoc i fala samobójstw. W efekcie cała konstrukcja świata wydawała mi się niedopracowana i mało wiarygodna.

 
Nie rozumiem, dlaczego „Opowieść podręcznej” stała się ważnym tekstem kultury i dla wielu osób jest książką wręcz kultową. Ja kompletnie nie podzielam tych zachwytów. Powieść bardzo mnie rozczarowała i bez wahania mogę powiedzieć, że była to jedna z najsłabszych książek, jakie przeczytałam w tym roku. Lektura momentami zwyczajnie mnie męczyła i po tym doświadczeniu zdecydowanie nie planuję sięgać po jej serialową adaptację.

09:38

"Mrok jest po naszej stronie" - Katarzyna Zyskowska

Tytuł:
Mrok jest po naszej stronie
Autor: Katarzyna Zyskowska
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: listopad 2025
Liczba stron: 432
Tematyka: Literatura piękna, polska
Średnia ocena: 6/10

Bywają takie młodzieńcze miłości, które mimo upływu lat nigdy nie wygasają. Losy Hanny, aspirującej literatki, oraz Arniego, obiecującego prawnika o skrytych, komunistycznych przekonaniach, splotły się w 1938 roku. Choć życie raz po raz ich rozdzielało, nigdy nie potrafili o sobie zapomnieć, a ich historie, wbrew przeciwnościom, wciąż biegły wspólnym torem.

Akcja książki „Mrok jest po naszej stronie” rozwija się w wyjątkowo nierównym tempie. W pierwszej części utworu fabuła długo stoi w miejscu, skupiając się głównie na wewnętrznych rozterkach mijających się bohaterów. Później natomiast sytuacja zmienia się diametralnie, a wydarzenia rozgrywają się błyskawicznie. Za przykład mogę podać sytuację z życia jednego z głównych bohaterów, który w jednej chwili zostaje skazany i trafia do więzienia, by opuścić je zaledwie kilka stron dalej. Tak gwałtowne przeskoki sprawiają, że trudno w pełni zanurzyć się w historii i zbudować silniejszą więź z postaciami, które ewoluują zbyt szybko.

Powieść nie stroni od brutalnych opisów. Znajdziemy tu nie tylko relację tego, jak bestialsko komunistyczne służby zachowywały się wobec obywateli uznawanych przez państwo za niewygodnych, lecz także opisy przemocy obecnej na ulicach przed- i powojennej Warszawy wśród zwykłych obywateli. Ja sama nie zdawałam sobie wcześniej sprawy, jak przerażające wydarzenia rozgrywały się w więzieniu przy ulicy Rakowieckiej. Myślę, że osoby szczególnie wrażliwe mogą podczas lektury poczuć, że książka momentami narusza ich granice komfortu.

Interesującym zabiegiem jest osadzenie części akcji w Tatrach i wprowadzenie nawiązań do „Sprawy Hoffmanowej”. Czytelnicy znający twórczość autorki z pewnością rozpoznają bohaterów, u których gości główna postać. Jeśli jednak chodzi o kluczowe postacie występujące w tej konkretnej historii, to przyznam, że miałam problem, by naprawdę się z nimi zżyć. Ponadto w powieści pojawia się wiele osób odgrywających istotną rolę, które zostały opisane dość oszczędnie. Dobrym przykładem jest Klara, córka głównej bohaterki.

Myślę, że mogę już oficjalnie nazwać siebie fanką twórczości Katarzyna Zyskowska. Bardzo przemawia do mnie jej styl pisania, sposób budowania napięcia oraz kreowanie nieco mitycznego klimatu. Choć spośród wszystkich książek autorki, które dotąd przeczytałam, ta podobała mi się najmniej, nadal wciągnęła mnie na tyle, że pochłonęłam ją w zaledwie trzy wieczory. Zauważyłam też, że z każdą kolejną lekturą staję się wobec twórczości Zyskowskiej bardziej wymagająca — po wcześniejszych książkach wiem już, na jak wiele ją stać. 

„Mrok jest po naszej stronie” polecam przede wszystkim osobom zainteresowanym twórczością autorki i literaturą osadzoną w trudnych realiach powojennej Polski. Jeśli jednak miałaby to być pierwsza książka Katarzyny Zyskowskiej, nadal niezmiennie polecałabym „Nocą krzyczą sarny”.

08:36

"Biedne istoty" - Alasdair Gray

Tytuł:
Biedne istoty
Tytuł oryginału: Poor Things
Autor: Alasdair Gray
Wydawnictwo: Poradnia K
Data wydania: listopad 2023
Liczba stron: 370
Tematyka: Literatura piękna, zagraniczna
Średnia ocena: 7/10
 
Większość z nas kojarzy „Biedne istoty” przede wszystkim z filmowej adaptacji, w której Emma Stone brawurowo wcieliła się w główną bohaterkę – Bellę Baxter, kobietę przywróconą do życia przez ekscentrycznego naukowca. Niewiele osób pamięta jednak, że produkcja ta powstała na podstawie powieści wydanej po raz pierwszy w 1992 roku przez Alasdaira Gray’a. Film zrobił na mnie ogromne wrażenie, dlatego gdy tylko pojawiła się okazja, by sięgnąć po literacki pierwowzór, nie wahałam się ani chwili.

Już od pierwszych stron „Biednych istot” trudno nie zauważyć, że każda z wykreowanych postaci jest absolutnie wyjątkowa. Bella – początkowo dziecko uwięzione w ciele dorosłej kobiety – intryguje i niepokoi zarazem, a jej „twórca”, Godwin Baxter, to postać równie fascynująca, co niejednoznaczna. To nie tylko człowiek, który ocalił Bellę od śmierci, lecz także ktoś, kto sam eksperymentuje ze swoim własnym organizmem. Powieść stanowi znakomite połączenie baśni i science fiction, wzbogacone o elementy realizmu. Fantastyczny dom Baxtera kontrastuje z bardziej przyziemnymi, choć wciąż barwnymi podróżami Belli, które poznajemy dzięki jej listom. Całość dopełnia nieco mroczny, industrialny klimat Glasgow – miasta, w którym rozgrywa się większość wydarzeń.

Z pewnością nie jest to prosta lektura dostarczająca błahej rozrywki. Wymaga ona od czytelnika logicznego myślenia i pogłębionej analizy, ponieważ wiele zdarzeń należy interpretować samodzielnie. Autor z taką wprawą przeplata fakty z fikcją, że momentami trudno rozstrzygnąć, co jest prawdą, a co jedynie literacką kreacją. Pisarz prowadzi tę grę do samego końca, ostatecznie pozostawiając nam ocenę tego, który przebieg zdarzeń był bliższy rzeczywistości. Ponadto w „Biednych istotach” znajdziemy liczne refleksje nad naturą dobra i zła oraz sposobem, w jaki ludzie postrzegają siebie nawzajem. Tekst obfituje również w wątki polityczne i socjologiczne, dotykając m.in. problematyki patriarchatu kobiet.

Zakończenie uważam za co najmniej znakomite. Nie chcąc zdradzać szczegółów, wspomnę jedynie, że list głównej bohaterki, zamieszczony na końcu książki, rzuca nowe światło na całą historię i znacząco pogłębia jej sens. Bezpośrednio po nim pojawiają się dodatkowe wyjaśnienia autora, które moim zdaniem są już nieco zbędne. Gray próbuje doprecyzować niektóre wątki i odnieść się do faktów historycznych, jednak nawet tam granica między prawdą a fikcją pozostaje rozmyta. Osobiście uważam, że sam list Belli byłby idealnym, mocnym domknięciem tej opowieści.

Na osobną uwagę zasługuje wydanie książki. W środku znajdziemy liczne szkice medyczne, ilustracje postaci, mapy oraz ryciny budowli, które wzbogacają odbiór lektury i nadają jej unikalny charakter. Co ciekawe, patrząc na te ilustracje, trudno nie docenić pracy twórców ekranizacji, bowiem obsada filmu niebywale przypomina szkice postaci z książki. Skoro mowa o adaptacji, nie sposób nie pokusić się o krótkie porównanie. Moim zdaniem zarówno książka jak i film stoją  na równie wysokim poziomie. Reżyser nadał podróżom Belli bardziej fantastyczny, momentami wręcz baśniowy wymiar i pozwolił sobie na pewne zmiany fabularne, co zresztą jest typowe dla ekranizacji. Powieść daje jednak coś, czego film nie jest w stanie w pełni oddać, mianowicie głębszy wgląd w motywacje bohaterów oraz bardziej złożony obraz samej Belli.

„Biedne istoty” to książka nietypowa, momentami wymagająca, ale jednocześnie niezwykle satysfakcjonująca. Z pewnością nie trafi w gusta wszystkich, jednak ci, którzy lubią literaturę nieoczywistą i prowokującą do myślenia, znajdą tu coś dla siebie.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Poradnia K:
Copyright © 2014 . . . Public - Reading . . . , Blogger