10:28

"Kobieta, która dawała przyjemność" - Kiyoko Murata

Tytuł:
Kobieta, która dawała przyjemność
Tytuł oryginału: ゆうじょこう
Autor: Kiyoko Murata
Wydawnictwo: Marginesy
Data wydania: czerwiec 2026
Liczba stron: 288
Tematyka: Literatura piękna, zagraniczna
Średnia ocena: 9/10
 
„Kobieta, która dawała przyjemność” autorstwa Kiyoko Muraty przenosi czytelnika do Japonii początku XX wieku. Główną bohaterką powieści jest piętnastoletnia Aoi Ichi, pochodząca z niewielkiej rybackiej wyspy Iōjima. Dziewczyna zostaje sprzedana przez rodziców do domu publicznego w Kumamoto, gdzie swoim ciałem ma spłacać ich długi. Los okazuje się dla niej nieco łaskawszy, niż mogłoby się wydawać, bo trafia do ekskluzywnego przybytku, w którym kobiety są traktowane lepiej niż w większości podobnych miejsc. Wśród innych dziewcząt poznaje zasady rządzące nową rzeczywistością i stopniowo uczy się odnajdywać w świecie, którego nigdy nie chciała poznać.
 
Nie jestem pewna, jak wiele faktów zawartych w książce pokrywa się z prawdą historyczną. Wiadomo, że na początku XX wieku w Japonii, a szczególnie w obszarach takich jak Yoshiwara, Shimabara czy właśnie Kumamoto, prostytucja była obecna. Jednak tego, czy realia kobiet pracujących w domach publicznych były takie, jak przedstawiono w książce, możemy się tylko domyślać. W notach od tłumacza można wprawdzie przeczytać, że książka jest oparta na faktach, jednak sam utwór Kiyoko Muraty jest dziełem fabularnym i fikcyjnym.
 
Jednym z elementów, które szczególnie przypadły mi do gustu, był sposób przedstawienia głównej bohaterki. Ichi nie staje się wyjątkową postacią, która błyskawicznie zdobywa uznanie i wspina się na szczyt hierarchii. Wręcz przeciwnie, mimo początkowych oczekiwań otoczenia, które widziało w niej przyszłą "oiran", nastolatka  pozostaje jedną z wielu przedstawicielek niższych klas, próbujących jedynie przetrwać w trudnych warunkach. To przyjemna odmiana od licznych powieści osadzonych w Japonii, w których bohaterki niemal zawsze okazują się wyjątkowo utalentowane i szybko zdobywają wysoką pozycję społeczną.
 
Warto również podkreślić, że nie jest to książka o gejszach. Gejsze i prostytutki pełniły zupełnie inne role społeczne, a Murata skupia się właśnie na losach kobiet zmuszonych do pracy seksualnej. Co ciekawe, autorka nie epatuje scenami erotycznymi. Opisy kontaktów z klientami pojawiają się sporadycznie i nie stanowią głównego tematu powieści. Zamiast tego otrzymujemy wnikliwy obraz codzienności bohaterek, ich lęków, marzeń oraz powodów, dla których znalazły się w takiej sytuacji. Książka pokazuje przede wszystkim mechanizmy społeczne i ekonomiczne stojące za ich losem.
 
Największym atutem powieści jest bez wątpienia język. Kiyoko Murata pisze niezwykle plastycznie i z dużą wrażliwością. Doskonale oddaje emocje Ichi, zwłaszcza jej tęsknotę za rodzinną wyspą i utraconym dzieciństwem. Szczególnie poruszyły mnie fragmenty stylizowane na zapiski z dziennika bohaterki. Autorka z dużą subtelnością opisuje także kobiecą cielesność oraz doświadczenia związane z dojrzewaniem i seksualnością. Nie oznacza to jednak, że książka jest pozbawiona wad. Największym rozczarowaniem okazało się dla mnie zakończenie. Po bardzo dobrze poprowadzonej historii finał wydaje się zbyt pospieszny i pozostawia wiele niedopowiedzeń.
 
Kiyoko Murata należy do grona najbardziej cenionych współczesnych japońskich pisarek. Zdobyła liczne nagrody literackie, jednak większość jej twórczości nadal nie została przetłumaczona z języka japońskiego. Po lekturze „Kobiety, która dawała przyjemność” mogę jedynie mieć nadzieję, że w przyszłości się to zmieni, ponieważ z przyjemnością sięgnęłabym po kolejne książki tej autorki.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Marginesy:

14:40

"Dziennik Reni Spiegel" - Renia Spiegel

Tytuł:
Dziennik Reni Spiegel
Autor: Renia Spiegel
Wydawnictwo: Poradnia K
Data wydania: kwiecień 2026
Liczba stron: 416
Tematyka: Pamiętnik
Średnia ocena: 4/10
 
Patrząc wstecz na swoje życie, większość z nas z nostalgią wspomina dzieciństwo i lata nastoletnie. To czas pierwszych przyjaźni, pierwszych miłości i stopniowego wchodzenia w dorosłość. Jak jednak wyglądało dorastanie w rzeczywistości wojennej, gdy codzienne życie wyznaczały kolejne okupacje i niepewność jutra? Odpowiedź na to pytanie możemy znaleźć w "Dzienniku Reni Spiegel". Dziewczyna w sposób całkowicie niezamierzony pozostawiła po sobie niezwykłe świadectwo swoich czasów. Od 1939 roku skrupulatnie prowadziła dziennik, dokumentując swoją codzienność, marzenia, rozterki i doświadczenia. Dzięki staraniom jej młodszej siostry, która po latach odzyskała rękopis, również współcześni czytelnicy mogą zajrzeć do świata żydowskiej nastolatki mieszkającej w Przemyślu okupowanym najpierw przez Związek Radziecki, a następnie przez Niemców.
 
Już od pierwszych stron wyraźnie czuć, że mamy do czynienia z pamiętnikiem młodej dziewczyny. Renia pisze przede wszystkim o szkole, znajomych, pierwszych uczuciach oraz ogromnej tęsknocie za matką. Wojna jest obecna w tle tych wydarzeń, ale początkowo nie dominuje całkowicie jej codzienności. To właśnie ten aspekt okazał się dla mnie najbardziej interesujący. Dotychczas miałam kontakt głównie z literaturą obozową, skupioną na okrucieństwie wojny i walce o przetrwanie. „Dziennik Reni Spiegel” pokazuje natomiast inną perspektywę – życie, które mimo wojennej rzeczywistości wciąż toczyło się dalej. Młodzi ludzie chodzili do szkoły, spotykali się z przyjaciółmi, zakochiwali się i uczestniczyli w zabawach. Było to dla mnie bardzo odświeżające spojrzenie na ten okres w dziejach naszego kraju.
 
Nie sposób nie wspomnieć także o talencie literackim autorki. Renia była niezwykle uzdolnioną poetką, która już jako nastolatka zdobywała nagrody w konkursach literackich. Jej dziennik pełen jest wierszy, które tworzyła z zadziwiającą łatwością. Czasami miałam wręcz wrażenie, że potrafiła zamienić w poezję niemal każde wydarzenie ze swojego życia. Skoro już w tak młodym wieku przejawiała wybitny talent, trudno mi sobie wyobrazić, co osiągnęłaby, gdyby dożyła dorosłości i miała szansę dalej rozwijać swoją pasję. Dodatkową wartością książki jest język. Czytając zapiski Reni, można zauważyć, że choć polszczyzna sprzed ponad osiemdziesięciu lat jest w wielu aspektach podobna do współczesnej, niektóre sformułowania i znaczenia słów brzmią dziś zupełnie inaczej. Dzięki temu lektura staje się ciekawą podróżą językową.
 
Jednocześnie nie wszystkie elementy lektury przypadły mi do gustu. Renia często przeżywa gwałtowne zmiany nastroju, co oczywiście jest całkowicie zrozumiałe w przypadku nastolatki. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy znaczna część dziennika zaczyna koncentrować się niemal wyłącznie na jej uczuciach do Zygmunta. Początkowo obserwowanie rodzącej się miłości jest urocze i autentyczne, jednak z czasem kolejne rozważania na temat tego samego chłopaka zaczęły mnie zwyczajnie nużyć. Dodatkowo ich relacja rozwija się bardzo powoli, przez co tempo narracji momentami wyraźnie spada. Sam Zygmunt również nie wzbudził mojej sympatii. Z relacji Reni wynika, że lubił wzbudzać zazdrość i wystawiać jej uczucia na próbę, flirtując z innymi dziewczynami.
 
Mam również pewne wątpliwości co do szczerości samego dziennika. Renia wielokrotnie wspomina, że pamiętnik jest jej najbliższym powiernikiem, jednak jednocześnie zdarza jej się pomijać niektóre wydarzenia lub opisywać je bardzo enigmatycznie. Czasami używa jedynie określenia „to”, innym razem otwarcie przyznaje, że nie chce czegoś zapisywać z powodu wstydu. Być może wynikało to z faktu, że pozwalała innym czytać swoje zapiski. Jako Osoba również prowadząca pamiętnik odniosłam wrażenie, że nieco kłóci się to z ideą całkowitej szczerości wobec samego siebie i samą ideą pamiętnika.
 
Najbardziej mieszane uczucia wzbudziła we mnie jednak młodsza siostra Reni, która po latach przyczyniła się do publikacji dziennika. Już na początku książki zamieściła własny wstęp, w którym znalazło się sporo informacji zdradzających późniejsze wydarzenia. Co więcej, miałam wrażenie, że momentami stara się przedstawić siebie w korzystniejszym świetle niż siostrę. Podkreśla swoją podobność do matki, opisuje własną popularność i wyrazisty charakter, jednocześnie zestawiając się z Renią. Być może nie taki był jej zamysł, jednak odebrałam to jako dość niestosowne.
 
Mimo moich zastrzeżeń uważam, że „Dziennik Reni Spiegel” jest książką niezwykle wartościową. To poruszające świadectwo codzienności młodej Żydówki żyjącej w okupowanej Polsce, a jednocześnie zapis zwyczajnego dorastania w niezwyczajnych czasach. Choć sama nie czerpałam z tej lektury takiej przyjemności, jakiej się spodziewałam, jestem przekonana, że wielu czytelników odnajdzie w niej coś wyjątkowego. Jeśli interesują Was wojenne pamiętniki, historia widziana oczami zwykłych ludzi lub po prostu szukacie mniej oczywistej literatury dotyczącej II wojny światowej, zdecydowanie warto dać tej książce szansę.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Poradnia K:

11:54

Wyniki losowania!

Witajcie, kochani!

Mam dzisiaj ogromną przyjemność ogłosić wyniki siódmego już losowania zorganizowanego na tej stronie. Tym razem do zgarnięcia była nietypowa nagroda – książka, którą zwycięzca wybierze sobie sam. W puli znalazło się zaledwie 13 losów. Zwycięskim numerem okazała się dwójka, tym samym nagroda trafia do... NotSooMinimal!


1. NotSooMinimal
2. NotSooMinimal
3. Mirosława Dudko
4. Mirosława Dudko
5. Mirosława Dudko
6. Pani od Puszka i Puszek
7. Pani od Puszka i Puszek
8. Angela
9. Angela
10. Angela
11. Kinagyo
12. Kinagyo
13. Kinagyo

Serdecznie gratuluję i zwyciężczynie proszę o sprawdzenie skrzynki email :)

11:09

"Maybe Someday" - Colleen Hoover

Tytuł:
Maybe Someday
Tytuł oryginału: Maybe Someday
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: kwiecień 2021
Liczba stron: 384
Tematyka: Literatura obyczajowa, romans
Średnia ocena: 5/10
 
Zakazane uczucia i trójkąty miłosne to bez wątpienia jedne z najpopularniejszych motywów w romansach. Colleen Hoover postanowiła połączyć oba te schematy w powieści „Maybe Someday”, przedstawiając historię Sydney i Ridge’a. Między bohaterami szybko rodzi się więź, która od samego początku wystawiona jest na ciężką próbę – Ridge ma już bowiem dziewczynę. Sydney szybko odkrywa jednak, że relacja między tymi dwoma jest o wiele bardziej zażyłą, niż mogłoby się początkowo wydawać.
 
Tym, co najbardziej rzuciło mi się w oczy podczas lektury, była niemal nieskazitelność głównych bohaterów. Sydney i Ridge zostali przedstawieni jako osoby niezwykle dojrzałe, wrażliwe i poukładane emocjonalnie. Mimo młodego wieku wykazują się ogromną odpowiedzialnością za swoje słowa i czyny. Choć to godne podziwu, chwilami trąciło sztucznością. Ciężko kupić to, że dwudziestolatkowie mają w sobie aż tyle życiowej mądrości i empatii. Według mnie ta psychologia postaci sprawdziłaby się o wiele lepiej, gdyby bohaterowie byli po prostu starsi.
 
Kolejną wątpliwość wzbudził we mnie muzyczny talent głównych bohaterów. Zarówno Sydney, jak i Ridge zostali przedstawieni jako niezwykle utalentowani kompozytorzy. Szczególnie niewiarygodna wydała mi się jednak historia Ridge’a, który tworzy melodie mimo utraty słuchu. Choć osoby niesłyszące mogą doświadczać muzyki poprzez rytm czy wibracje, to sposób przedstawienia tego procesu w książce wydał mi się mocno wyidealizowany. Może i prawdziwy świat zna takie przypadki, jednak mi bardzo ciężko było uwierzyć, że podobna historia mogłaby mieć miejsce w prawdziwym świecie.
 
Pod względem fabularnym „Maybe Someday” okazało się powieścią dość przewidywalną i momentami płaską. Nie oznacza to jednak, że lektura była nieudana. Wręcz przeciwnie, podobnie jak inne książki Colleen Hoover, tę również pochłania się w ekspresowym tempie. Autorka doskonale wie, jak budować napięcie i przykuć uwagę czytelnika. Dużym atutem tej historii jest humor. Relacje między współlokatorami Ridge’a wnoszą sporo lekkości, a ich żarty potrafią szczerze rozbawić, dzięki czemu postacie zyskują na autentyczności. Na plus zaliczam też sam punkt wyjścia fabuły, mimo wykorzystania znanych schematów, pomysł ten okazał się całkiem świeży.
 
Autorka wydała co prawda kontynuację tej historii pod tytułem „Maybe Now. Maybe Not”, jednak nie planuję po nią sięgnąć w najbliższej przyszłości. Samej Colleen Hoover dam jednak jeszcze szansę. Wierzę, że drzemie w niej znacznie większy potencjał, niż pokazała w tej konkretnej książce.
Copyright © 2014 . . . Public - Reading . . . , Blogger