14:40

"Dziennik Reni Spiegel" - Renia Spiegel

Tytuł:
Dziennik Reni Spiegel
Autor: Renia Spiegel
Wydawnictwo: Poradnia K
Data wydania: kwiecień 2026
Liczba stron: 416
Tematyka: Pamiętnik
Średnia ocena: 4/10
 
Patrząc wstecz na swoje życie, większość z nas z nostalgią wspomina dzieciństwo i lata nastoletnie. To czas pierwszych przyjaźni, pierwszych miłości i stopniowego wchodzenia w dorosłość. Jak jednak wyglądało dorastanie w rzeczywistości wojennej, gdy codzienne życie wyznaczały kolejne okupacje i niepewność jutra? Odpowiedź na to pytanie możemy znaleźć w "Dzienniku Reni Spiegel". Dziewczyna w sposób całkowicie niezamierzony pozostawiła po sobie niezwykłe świadectwo swoich czasów. Od 1939 roku skrupulatnie prowadziła dziennik, dokumentując swoją codzienność, marzenia, rozterki i doświadczenia. Dzięki staraniom jej młodszej siostry, która po latach odzyskała rękopis, również współcześni czytelnicy mogą zajrzeć do świata żydowskiej nastolatki mieszkającej w Przemyślu okupowanym najpierw przez Związek Radziecki, a następnie przez Niemców.
 
Już od pierwszych stron wyraźnie czuć, że mamy do czynienia z pamiętnikiem młodej dziewczyny. Renia pisze przede wszystkim o szkole, znajomych, pierwszych uczuciach oraz ogromnej tęsknocie za matką. Wojna jest obecna w tle tych wydarzeń, ale początkowo nie dominuje całkowicie jej codzienności. To właśnie ten aspekt okazał się dla mnie najbardziej interesujący. Dotychczas miałam kontakt głównie z literaturą obozową, skupioną na okrucieństwie wojny i walce o przetrwanie. „Dziennik Reni Spiegel” pokazuje natomiast inną perspektywę – życie, które mimo wojennej rzeczywistości wciąż toczyło się dalej. Młodzi ludzie chodzili do szkoły, spotykali się z przyjaciółmi, zakochiwali się i uczestniczyli w zabawach. Było to dla mnie bardzo odświeżające spojrzenie na ten okres w dziejach naszego kraju.
 
Nie sposób nie wspomnieć także o talencie literackim autorki. Renia była niezwykle uzdolnioną poetką, która już jako nastolatka zdobywała nagrody w konkursach literackich. Jej dziennik pełen jest wierszy, które tworzyła z zadziwiającą łatwością. Czasami miałam wręcz wrażenie, że potrafiła zamienić w poezję niemal każde wydarzenie ze swojego życia. Skoro już w tak młodym wieku przejawiała wybitny talent, trudno mi sobie wyobrazić, co osiągnęłaby, gdyby dożyła dorosłości i miała szansę dalej rozwijać swoją pasję. Dodatkową wartością książki jest język. Czytając zapiski Reni, można zauważyć, że choć polszczyzna sprzed ponad osiemdziesięciu lat jest w wielu aspektach podobna do współczesnej, niektóre sformułowania i znaczenia słów brzmią dziś zupełnie inaczej. Dzięki temu lektura staje się ciekawą podróżą językową.
 
Jednocześnie nie wszystkie elementy lektury przypadły mi do gustu. Renia często przeżywa gwałtowne zmiany nastroju, co oczywiście jest całkowicie zrozumiałe w przypadku nastolatki. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy znaczna część dziennika zaczyna koncentrować się niemal wyłącznie na jej uczuciach do Zygmunta. Początkowo obserwowanie rodzącej się miłości jest urocze i autentyczne, jednak z czasem kolejne rozważania na temat tego samego chłopaka zaczęły mnie zwyczajnie nużyć. Dodatkowo ich relacja rozwija się bardzo powoli, przez co tempo narracji momentami wyraźnie spada. Sam Zygmunt również nie wzbudził mojej sympatii. Z relacji Reni wynika, że lubił wzbudzać zazdrość i wystawiać jej uczucia na próbę, flirtując z innymi dziewczynami.
 
Mam również pewne wątpliwości co do szczerości samego dziennika. Renia wielokrotnie wspomina, że pamiętnik jest jej najbliższym powiernikiem, jednak jednocześnie zdarza jej się pomijać niektóre wydarzenia lub opisywać je bardzo enigmatycznie. Czasami używa jedynie określenia „to”, innym razem otwarcie przyznaje, że nie chce czegoś zapisywać z powodu wstydu. Być może wynikało to z faktu, że pozwalała innym czytać swoje zapiski. Jako Osoba również prowadząca pamiętnik odniosłam wrażenie, że nieco kłóci się to z ideą całkowitej szczerości wobec samego siebie i samą ideą pamiętnika.
 
Najbardziej mieszane uczucia wzbudziła we mnie jednak młodsza siostra Reni, która po latach przyczyniła się do publikacji dziennika. Już na początku książki zamieściła własny wstęp, w którym znalazło się sporo informacji zdradzających późniejsze wydarzenia. Co więcej, miałam wrażenie, że momentami stara się przedstawić siebie w korzystniejszym świetle niż siostrę. Podkreśla swoją podobność do matki, opisuje własną popularność i wyrazisty charakter, jednocześnie zestawiając się z Renią. Być może nie taki był jej zamysł, jednak odebrałam to jako dość niestosowne.
 
Mimo moich zastrzeżeń uważam, że „Dziennik Reni Spiegel” jest książką niezwykle wartościową. To poruszające świadectwo codzienności młodej Żydówki żyjącej w okupowanej Polsce, a jednocześnie zapis zwyczajnego dorastania w niezwyczajnych czasach. Choć sama nie czerpałam z tej lektury takiej przyjemności, jakiej się spodziewałam, jestem przekonana, że wielu czytelników odnajdzie w niej coś wyjątkowego. Jeśli interesują Was wojenne pamiętniki, historia widziana oczami zwykłych ludzi lub po prostu szukacie mniej oczywistej literatury dotyczącej II wojny światowej, zdecydowanie warto dać tej książce szansę.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Poradnia K:

11:54

Wyniki losowania!

Witajcie, kochani!

Mam dzisiaj ogromną przyjemność ogłosić wyniki siódmego już losowania zorganizowanego na tej stronie. Tym razem do zgarnięcia była nietypowa nagroda – książka, którą zwycięzca wybierze sobie sam. W puli znalazło się zaledwie 13 losów. Zwycięskim numerem okazała się dwójka, tym samym nagroda trafia do... NotSooMinimal!


1. NotSooMinimal
2. NotSooMinimal
3. Mirosława Dudko
4. Mirosława Dudko
5. Mirosława Dudko
6. Pani od Puszka i Puszek
7. Pani od Puszka i Puszek
8. Angela
9. Angela
10. Angela
11. Kinagyo
12. Kinagyo
13. Kinagyo

Serdecznie gratuluję i zwyciężczynie proszę o sprawdzenie skrzynki email :)

11:09

"Maybe Someday" - Colleen Hoover

Tytuł:
Maybe Someday
Tytuł oryginału: Maybe Someday
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: kwiecień 2021
Liczba stron: 384
Tematyka: Literatura obyczajowa, romans
Średnia ocena: 5/10
 
Zakazane uczucia i trójkąty miłosne to bez wątpienia jedne z najpopularniejszych motywów w romansach. Colleen Hoover postanowiła połączyć oba te schematy w powieści „Maybe Someday”, przedstawiając historię Sydney i Ridge’a. Między bohaterami szybko rodzi się więź, która od samego początku wystawiona jest na ciężką próbę – Ridge ma już bowiem dziewczynę. Sydney szybko odkrywa jednak, że relacja między tymi dwoma jest o wiele bardziej zażyłą, niż mogłoby się początkowo wydawać.
 
Tym, co najbardziej rzuciło mi się w oczy podczas lektury, była niemal nieskazitelność głównych bohaterów. Sydney i Ridge zostali przedstawieni jako osoby niezwykle dojrzałe, wrażliwe i poukładane emocjonalnie. Mimo młodego wieku wykazują się ogromną odpowiedzialnością za swoje słowa i czyny. Choć to godne podziwu, chwilami trąciło sztucznością. Ciężko kupić to, że dwudziestolatkowie mają w sobie aż tyle życiowej mądrości i empatii. Według mnie ta psychologia postaci sprawdziłaby się o wiele lepiej, gdyby bohaterowie byli po prostu starsi.
 
Kolejną wątpliwość wzbudził we mnie muzyczny talent głównych bohaterów. Zarówno Sydney, jak i Ridge zostali przedstawieni jako niezwykle utalentowani kompozytorzy. Szczególnie niewiarygodna wydała mi się jednak historia Ridge’a, który tworzy melodie mimo utraty słuchu. Choć osoby niesłyszące mogą doświadczać muzyki poprzez rytm czy wibracje, to sposób przedstawienia tego procesu w książce wydał mi się mocno wyidealizowany. Może i prawdziwy świat zna takie przypadki, jednak mi bardzo ciężko było uwierzyć, że podobna historia mogłaby mieć miejsce w prawdziwym świecie.
 
Pod względem fabularnym „Maybe Someday” okazało się powieścią dość przewidywalną i momentami płaską. Nie oznacza to jednak, że lektura była nieudana. Wręcz przeciwnie, podobnie jak inne książki Colleen Hoover, tę również pochłania się w ekspresowym tempie. Autorka doskonale wie, jak budować napięcie i przykuć uwagę czytelnika. Dużym atutem tej historii jest humor. Relacje między współlokatorami Ridge’a wnoszą sporo lekkości, a ich żarty potrafią szczerze rozbawić, dzięki czemu postacie zyskują na autentyczności. Na plus zaliczam też sam punkt wyjścia fabuły, mimo wykorzystania znanych schematów, pomysł ten okazał się całkiem świeży.
 
Autorka wydała co prawda kontynuację tej historii pod tytułem „Maybe Now. Maybe Not”, jednak nie planuję po nią sięgnąć w najbliższej przyszłości. Samej Colleen Hoover dam jednak jeszcze szansę. Wierzę, że drzemie w niej znacznie większy potencjał, niż pokazała w tej konkretnej książce.

12:43

"Śmierć i wiosna" - Mercè Rodoreda

Tytuł:
Śmierć i wiosna
Tytuł oryginału: La mort i la primavera
Autor: Mercè Rodoreda
Wydawnictwo: Marginesy
Data wydania: marzec 2026
Liczba stron: 240
Tematyka: Literatura piękna, zagraniczna
Średnia ocena: 6/10
 
Bezimienna wioska i jej bezimienni mieszkańcy. Jednym z nich jest czternastoletni chłopiec, który na własne oczy obserwuje samobójczą śmierć ojca oraz brutalny rytuał, jakiemu poddane zostaje jego ciało, by zatrzymać duszę przed ucieczką. Od tego momentu jego najbliższą towarzyszką staje się nastoletnia macocha, z którą wspólnie odkrywa tajemnice wioski i rządzące nią niecodzienne zwyczaje.
 
Choć „Śmierć i wiosna” jest zwięzłą powieścią o dawkujących napięcie, krótkich rozdziałach i wartkiej akcji. Mimo to lektura wcale nie należy do błyskawicznych. Sama musiałam robić sobie przerwy lub wracać do niektórych fragmentów, aby lepiej zrozumieć to, co autorka próbuje przekazać czytelnikowi. Czasami udawało mi się uchwycić sens tej historii, a czasami zupełnie go traciłam. To książka wymagająca, której zdecydowanie nie da się przeczytać jednym tchem.
 
Mercè Rodoreda skłania do refleksji nad ludzką duszą, cielesnością, funkcjonowaniem społeczności oraz samą śmiercią. Czytelnik musi wyjść poza swoją strefę komfortu, otworzyć umysł i pozwolić się porwać tej niezwykłej opowieści. Wiele zachowań mieszkańców wioski, podobnie jak decyzji głównego bohatera, pozostaje otwartych na interpretację. Po lekturze wciąż miałam mnóstwo pytań: skąd wzięły się wierzenia, którymi kieruje się ta społeczność? Z czego utrzymywała się wspólnota? Jak wyglądała jej hierarchia?
 
Największe wrażenie zrobił na mnie jednak język. Autorka dobiera słowa tak sugestywnie, że niemal natychmiast stajemy się mieszkańcami tej dusznej, tajemniczej wioski, chłonąc jej niepowtarzalną atmosferę. Malownicze opisy przyrody przeplatają się tu z wewnętrznymi rozterkami bohaterów oraz brutalnością zamkniętej społeczności.
 
„Śmierć i wiosna” to doskonały przykład realizmu magicznego, umiejętnie łączący elementy fantastyki, mistycyzmu, a momentami nawet grozy. W trakcie lektury dostrzegłam wyraźne podobieństwa do kultowych „Stu lat samotności”. Jeśli pamiętacie moją recenzję tamtej książki, to pewnie wiecie też, jak mozolnie mi szła. Jestem przekonana, że gdyby dzieło Márqueza zostało napisane w stylu zbliżonym do „Śmierci i wiosny”, jego odbiór byłby dla mnie znacznie przyjemniejszy.
 
Mimo wszystko po zakończeniu lektury miałam poczucie, że nie do końca rozumiem, o czym naprawdę była ta opowieść i czy właściwie odczytałam jej sens. Dopiero później dowiedziałam się, że Mercè Rodoreda osobiście doświadczyła okrucieństw hiszpańskiej wojny domowej oraz II wojny światowej, która nastąpiła niedługo później. „Śmierć i wiosna” można więc interpretować jako metaforę społeczeństwa żyjącego pod brutalnym reżimem politycznym — tłumiącym wolność jednostki i niszczącym wszelkie próby sprzeciwu. Choć nie jest to książka łatwa ani przystępna, zdecydowanie mogę ją polecić każdemu, kto szuka literatury skłaniającej do myślenia i nie boi się wymagających, niejednoznacznych historii.
 
Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Marginesy:

Copyright © 2014 . . . Public - Reading . . . , Blogger