08:49

"Kodeks Konstantyna" - Paul L. Maier

Tytuł: Kodeks Konstantyna
Tytuł oryginału: The Constantine Codex
Autor: Paul L. Maier
Wydawnictwo: Promic
Data wydania: listopad 2012
Liczba stron: 440
Tematyka: Thriller/sensacja/kryminał
Ocena: 7/10

Zakończenie Ewangelii według świętego Marka od wieków jest kwestią sporną. Współcześni badacze uważają, że ostatnie wersety rękopisu mogły zostać sfałszowane czy też zniszczone. Wszystko dlatego, że pierwotna wersja księgi sprawia wrażenie urwanej. Co więcej kilka znaczących manuskryptów Dobrej Nowiny, pochodzących ze starożytności, wcale nie zawiera zakończenia, które znamy z obecnych wydań Biblii.

Shannon, żona znanego uczonego a także kontrowersyjnego archeologa - Jonathana Webera, prowadząc wykopaliska w okolicach Pelli, przypadkiem natrafia na fragmenty starogreckich arkuszy, które są używane przez jednego z miejscowych mnichów w formie zakładek. Zaciekawiona kobieta poddaje próbki znaleziska analizie i wkrótce odkrywa, że odszukane karty są prawdopodobnie fragmentami jednej dawno zaginionych kopii Pisma Świętego, wykonanych na zamówienie cesarza Konstantyna Wielkiego. Szybko rozpoczynają się badania nad autentycznością znaleziska.

W tym samym czasie mąż bohaterki wpada w nieprzewidziane kłopoty. Mylne przetłumaczenie jednego ze słów w arabskim wydaniu jego bestsellerowej publikacji, wywołało burzę wśród wyznawców Allaha. W rezultacie na Jonathana zostaje nałożona islamska fatwa, czyli kara śmierci. W zaistniałych okolicznościach mężczyzna nie jest w stanie aktywnie uczestniczyć w pracach żony. Co więcej, specjaliści twierdzą, że odnaleziona przez Shannon księga jest prawdziwym rękopisem Euzebiusza z Cezarei. Oznacza to, że aktualny kanon biblijny wymaga poprawek. Pojawia się więc pytanie, czy chrześcijanie zaakceptują „nowe” zakończenie markowej Ewangelii?

„Kodeks Konstantyna” to znakomita powieść sensacyjna. Po raz kolejny Paul Maier popisał się nie tylko znakomitym kunsztem literackim ale i szeroką wyobraźnią. Autor fantastycznie poradził sobie z interesującym przedstawieniem tak trudnego tematu, jakim jest religia. Utwór obfituje w wiele faktów historycznych, rzeczywistych zdarzeń oraz religijnych ciekawostek, dlatego w trakcie lektury bardzo łatwo jest zapomnieć o tym, że czytany tekst jest jedynie literacką fikcją.

Akcja powieści jest bardzo dynamiczna i wielopłaszczyznowa. Z jednej strony jesteśmy świadkami szokującego znaleziska, a z drugiej oglądamy spór światopoglądowy dwóch największych, światowych religii. Jednym ze znaczących wątków powieści jest dysputa profesora Webera z islamskim uczonym. Owa wymiana zdań zawierała wiele, nieznanych mi dotąd, kwestii i przyczyniła się do poszerzenia mojej wiedzy w zakresie wiary.

Utwór zdecydowanie można określić mianem kontynuacji wcześniejszej książki autora pod tytułem „Ślad życia, ślad śmierci”. „Kodeks Konstantyna” swoim poziomem dorównuje poprzedniczce, jednak osoba, która miała okazje zapoznać się z obiema powieściami łatwo dostrzeże łączące je podobieństwa i powtarzające się schematy. W utworach znajdziemy tych samych sympatycznych i wyrazistych bohaterów, którzy po raz kolejny będą brali udział w wielkim, kontrowersyjnym znalezisku. Staną się oni centrum zainteresowania opinii publicznej, a także źródłem religijnych sporów.

Kolejna powieść z serii Corpus Delicti dostarcza czytelnikowi zarówno wielu emocji jak i nowych pytań. Ta pasjonująca lektura pokazuje nam, że religia wciąż kryje przed nami niezliczoną ilość tajemnic, które stale czekają na odkrycie.
Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję wydawnictwu Promic: 

21:49

"Ja, diablica" - Katarzyna B. Miszczuk

Tytuł: Ja, diablica
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Wydawnictwo: Biblioteka Akustyczna
Lektor: Magdalena Wójcik
Liczba trwania: 906 minut
Tematyka: Audiobook
Ocena: 8/10

Choćbym nie wiem jak wielką byłabym grzesznicą, stojąc przed wyborem spędzenia wieczności w piekle bądź niebie, bez najmniejszego wahania wybrałabym to drugie. Nic nie przekonałoby mnie do zmiany decyzji ani wizja wiecznej zabawy ani obecność ziemskich znajomych.

Wiktoria Biankowska, główna bohaterka powieści która została brutalnie zamordowana po wyjściu z jednego z warszawskich klubów, trafia do piekielnych czeluści, gdzie zostaje jej zaoferowana posada diablicy. Nowym zadaniem studentki jest targowanie się o ludzkie dusze. Dziewczyna musi przekonać swoich zmarłych klientów, że ich odwiecznym marzeniem było znalezienie się w Piekle. W wykonywaniu obowiązków ma jej pomóc nieziemsko przystojny i wyraźnie nią zainteresowany diabeł Beleth. Mimo wszystko ludzkie życie wydaje się bohaterce znacznie bardziej interesujące, dlatego decyduje się ona na powrót do Warszawy.

Wpierw nic nie ciągnęło mnie do zapoznania się z tą książką. Mój uraz do polskich pisarzy zdecydowanie brał górę. Jednak, gdy pojawiła się możliwość wysłuchania owej powieści w postaci audiobooka, pomyślałam „dlaczego nie?”. Bez wątpienia był to strzał w dziesiątkę! Moje początkowe obawy o to czy uda mi się przełamać do innej formy powieści niż papierowa i czy będę potrafiła pozbyć się swego wewnętrznego narratora okazały się bezpodstawne.

Nie da się ukryć, że największą rolę w audiobookach odgrywa lektor. W tym przypadku jest nim znana wszystkim polska aktorka telewizyjna – Magdalena Wójcik. Osobiście, zawsze darzyłam sympatią ową artystkę, dlatego jej obecność, była kolejnym czynnikiem, który zdecydował o wybraniu przeze mnie właśnie tego mówionego utworu. W roli speakera pani Wójcik wypadła fantastycznie. Odpowiednio operowała głosem, w zależności od wydarzeń rozgrywających się w książce a także znakomicie wcielała się w poszczególne postaci i naśladowała ich głosy.

Trudno mi w to uwierzyć, ale zżyłam się z całością piekielnych bohaterów. Postaci są nie tylko rewelacyjnie zarysowane, ale i posiadają mnóstwo poczucia humoru. Wielokrotnie słuchając owego tekstu, wybuchałam gromkim śmiechem. Wiktoria, Beleth, Azazel, Kleopatra, uwielbiam ich wszystkich razem i każdego z osobna. Jedynie Piotruś działał mi na nerwy. Już samo zdrabnianie jego imienia przez główną bohaterkę nieco mnie irytowało. Wiktoria ma prawie dwadzieścia jeden lat, a nazywa swój obiekt westchnień jak kilkunastoletnia dziewczynka. 

Dodatkowo trochę trudno było mi zrozumieć jej trudności w pogodzeniu się z sytuacją, w której się znalazła. No i jak ona mogła się wciąż opierać Belethowi? Przecież to znacznie lepsza partia niż jej ziemski, nieco flegmatyczny ukochany. Prócz tego nie dostrzegłam w powieści żadnych innych minusów. Chociaż zaraz, zaraz, znalazłby się jednak jeszcze jeden. Nie wiem tylko czy zasługuje on na miano „minusu”, ponieważ fikcja literacka jest nieograniczona żadnymi normami, ale czy nie wydaje się to dziwne, aby diabły mogły bez problemu kontynuować swoje dawne, ludzkie życie?

„Ja, diablica” to książka, która okazała się dla mnie podwójnym zaskoczeniem. Przede wszystkim przekonała mnie do użyteczności audiobooków, a zarazem udowodniła, że w Polsce istnieją jeszcze autorzy, którzy potrafią stworzyć wciągającą i dobrze skonstruowaną fabułę. Nie ulega wątpliwości, że z pewnością zapoznam się z kolejną częścią serii i to prawdopodobnie w wersji mówionej. W takim razie słuchawki na uszy i słuchamy!

Za możliwość zapoznania się z powieścią bardzo dziękuję portalowi Audeo:

16:20

Wyniki urodzinowego losowania!


Dzisiaj mam przyjemność ogłosić wszystkim wyniki urodzinowego losowania, w którym do zgarnięcia była książka "Angelologia" autorstwa Danielle Trussoni. Łącznie w puli znalazło się aż 109 losów! A wygrany numer wybrał generator liczb. Umieszczam dodatkowo kilka print screenów :)

Nowym właścicielem "Angelologii" zostaje:
PARADOXA RAZ!

Zwycięzcy serdecznie gratuluję i za chwilę napiszę do niego wiadomość e-mail z informacją o wygranej. A was wszystkich zapraszam do udziału w kolejnych losowaniach :)

08:08

"Taniec szczęśliwych cieni" - Alice Munro

Tytuł: Taniec szczęśliwych cieni
Tytuł oryginału: Dance of the Happy Shades
Autor: Alice Munro
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: styczeń 2013
Liczba stron: 356
Tematyka: Literatura zagraniczna, Opowiadania
Ocena: 8/10

„Taniec szczęśliwych cieni” to zbiór piętnastu opowiadań, z których każde kolejne liczy sobie średnio dwadzieścia stron. Wydawać by się mogło, że zaledwie kilkunastokartkowe historie nie są w stanie czytelnika należycie zainteresować i muszę przyznać, że w większości przypadków w których stykałam się z jakimikolwiek tomikami literackimi, tak właśnie było. Tymczasem Alice Munro sprawiła, że odzyskałam wiarę w pisarzy, tworzących tego typu dzieła.

Stworzone miniatury literackie poruszają powszednie, codzienne tematy. Bohaterami są w głównej mierze zwykli, przeciętni mieszkańcy prowincjonalnych miasteczek. Pochwalić należy też dopracowanie szczegółów. Opowiadania, pomimo swojej zwięzłości, raczą czytelnika szeroką gamą różnobarwnych postaci i malowniczych scenerii. Czas akcji okazał się dla mnie trudny do sprecyzowania. Z jednej strony można wywnioskować, że akcja ma miejsce w czasach obecnych, jednak z drugiej strony pisarka wykreowała taką atmosferę, że czytając tę książkę, miałam wrażenie jakbym cofnęła się do początków dwudziestego wieku.

Krótka forma opowiadań czyni książkę szybką i przyjemną lekturą. Choć w tomiku występuje kilka powtarzających się motywów jak np. miejscowość Jubilee, to nie są one ze sobą bezpośrednio powiązane. Bardzo podobało mi się zestawienie przez literatkę różnych perspektyw narracyjnych. W zbiorze dominują historie opisywane oczami kobiety, ale znajdziemy tu również zdarzenia opowiadane przez mężczyzn czy nawet przez dorastające dzieci.

Jedyne co zmieniłabym w owym tomiku to kolejność prezentowanych opowiadań. Pierwsze z nich raczej nie wywarło na mnie zbyt wielkiego wrażenia i nieco zniechęciło mnie do dalszej lektury. Jednak im bardziej zagłębiałam się w książkę, tym bardziej byłam zafascynowana fabułą kolejnych opowiadań. Niektóre z nich tak bardzo przypadły mi do gustu, że z miłą chęcią usłyszałabym ich kontynuację.

Nie bez przyczyny Alice Munro została okrzyknięta kandyjskim Czechowem. Jej teksty urzekają formą, zadziwiają bogactwem szczegółów a także pozostawiają uczucie niedosytu. To niesłychane, w jak czarujący sposób pisarka porusza przyziemne tematy. Gdy dowiedziałam się, że „Taniec szczęśliwych cieni” jest debiutanckim utworem kanadyjskiej autorki byłam w istnym szoku! Nigdy nie przypuszczałabym, że tak wspaniale dopracowane dzieło, może być pierwszym tekstem w dorobku jakiegokolwiek pisarza. Jestem przekonana, że jeszcze nie raz wrócę do tego zbioru.

Fantastyczna wiadomość jest taka, że już niedługo na sklepowych półkach będzie można znaleźć kolejne zbiory opowiadań autorstwa Alice Munro. Póki co z pewnością zapoznam się z innymi tekstami autorki, które dotychczas zostały wydane w naszym kraju.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu  Literackiemu:
Copyright © 2014 . . . Public - Reading . . . , Blogger