Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty

09:29

"Kuria" - Artur Nowak

Tytuł:
Kuria
Autor: Artur Nowak
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: styczeń 2026
Liczba stron: 216
Tematyka: Literatura faktu, reportaż
Średnia ocena: 8/10
 
Z roku na rok na jaw wychodzi coraz więcej skandali z udziałem Kościoła. Nie mowa tu wyłącznie o sprawach bieżących, ale też o tych, które przez dekady zamiatano pod dywan i za które nikt nigdy nie poniósł odpowiedzialności. Artur Nowak w swojej najnowszej książce pomaga wyciągnąć te mroczne sekrety na światło dzienne, pokazując czytelnikom – i całej Polsce – jak w rzeczywistości funkcjonuje instytucja, którą znamy jako Kościół katolicki.
 
W „Kurii” autor zabiera nas w podróż po mapie nadużyć. Odwiedzamy archidiecezję poznańską, gdzie z publicznych pieniędzy odrestaurowano luksusową posiadłość dla emerytowanego arcybiskupa. W Warszawie otrzymujemy gorzką lekcję historii o tym, jak miasto od wieków nierozerwalnie splatało się z kościelnymi inwestycjami. W Krakowie dowiadujemy się, że droga na ołtarze niektórych świętych była motywowana częściej polityką niż rzeczywistą wiarą; nie brakuje tu również trudnych pytań o pochodzącego z tych okolic Jana Pawła II i jego najbliższych współpracowników. Z kolei Gdańsk, kojarzony z wielokulturowością, objawia nam swoje mroczne oblicze jako miejsce urzędowania prałata Jankowskiego, który zapisał się na kartach historii w sposób daleki od szlachetnego.
 
Wszystkie te diecezje łączy uderzające podobieństwa. W każdej z nich spotykamy wysoko postawionych duchownych, którzy ponad wartości duchowe przedkładają dobra materialne: luksusowe samochody, wystawne rezydencje i legendarne już „koperty”, dzięki którym każdą sprawę ostatecznie da się załatwić. Co gorsza, w każdym z tych regionów natrafiamy na bezlitosnych oprawców, którzy pozostali bezkarni mimo krzywd wyrządzonych nieletnim czy podległym im wikariuszom.
 
Choć już wcześniej wiedziałam, że władze kościelne cieszą się przywilejami niedostępnymi dla zwykłych obywateli, skala tych nadużyć i tak mnie poraziła. Zdumiewa mnie fakt, że państwo wciąż nie zdecydowało się na realne rozliczenie i opodatkowanie Kościoła, pozwalając wybranym kapłanom na bogacenie się – czy to poprzez żerowanie na uboższych wiernych, czy nieuczciwy obrót działkami otrzymanymi wcześniej od Skarbu Państwa za darmo. Po tej lekturze czuję pewnego rodzaju ulgę, widząc, że ludzie (zwłaszcza młodzi) coraz częściej odwracają się od tej instytucji. Sama odeszłam z Kościoła dawno temu, a „Kuria” tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że była to dobra decyzja.
 
Dzięki lekturze dostrzegłam pewien schemat działań władz kościelnych, na który wcześniej nie zwracałam aż tak dużej uwagi. To systemowe unikanie dialogu, wymowne milczenie i zrzucanie winy na wszystkich dookoła – byle nie na siebie. Pewnie i Wy zauważyliście, że przedstawiciele Kościoła w obliczu kryzysu rzadko decydują się na rzetelny wywiad. Zamiast tego zamykają się za murami parafii, a winą za wszelkie zło obarczają „ideologię LGBT”, szeroki dostęp do internetu czy media. Autor stawia w swojej książce trafne pytania, które niestety pozostają retoryczne, bo odpowiedzi ze strony Kościoła próżno szukać. Całość reportażu Nowak doprawia sarkastycznym humorem, co paradoksalnie tylko wzmacnia siłę przekazu.

Artur Nowak to doświadczony reporter, który od lat konsekwentnie ujawnia grzechy dziejące się za murami kościołów. Ma na swoim koncie takie tytuły jak „Plebania”, „Duchowni o duchownych” czy „Zakrystia”, a wkrótce premierę będą miały jego kolejne książki: „Taca” oraz „Wąska ścieżka. Dlaczego odszedłem z Kościoła”, która jest wywiadem rzeką z byłym jezuitą Stanisławem Obirkiem. Jestem przekonana, że na „Kurii” moja przygoda z tym autorem się nie skończy i z pewnością wkrótce sięgnę po jego kolejne reportaże.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka:

13:15

"Dymy nad Birkenau" - Seweryna Szmaglewska

Tytuł: Dymy nad Birkenau
Autor: Seweryna Szmaglewska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: styczeń 2020
Liczba stron: 464
Tematyka: Literatura polska, Literatura faktu, Autobiografia
Średnia ocena: 9/10

Długo się zastanawiałam, czy w ogóle powinnam pisać recenzję tej książki, biorąc pod uwagę jak bardzo poważny i tragiczny temat ona porusza. Do tego nie jest pierwszym lepszym reportażem, a zapiskiem czyiś osobistych doświadczeń  z obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Mimo wszystko postanowiłam podjąć się tego zadania.

Książka pierwszy raz została wydana w 1945, zaraz po II Wojnie Światowej. Pani Seweryna Szmaglewska przebywała w Birkenau praktycznie od samego początku jego założenia i była w nim aż do jego ewakuacji w końcowych etapach wojny. Tak długi czas, który autorka spędziła za murami obozu i mnogość doświadczeń, jakie dane było jej przeżyć,  sprawia że „Dymy nad Birkenau” to najbardziej szczegółowy i adekwatny opis realiów, z jakimi było się mierzyć więźniom obozów koncentracyjnych. Dodatkowo książka powstała w przeciągu zaledwie paru miesięcy po opuszczeniu przez autorkę obozu, dzięki temu była to relacja świeża i pamięć ludzka nie miała jeszcze okazji wyprzeć mniej istotnych bądź wyjątkowo traumatycznych faktów.

Książkę czyta się trudno, nie ze względu na to, że jest ona źle napisana, ale przez jej brutalność i bezpośredniość. Czytelnik najzwyczajniej w świecie potrzebuje czasu, żeby sobie pewne rzeczy przyswoić i zdać sobie sprawę, że to co czyta, rzeczywiście miało miejsce i nie jest wytworem wyobraźni. Niezwykle ciężko czyta się o potwornościach, których doświadczyła pani Seweryna i inni więźniowie. Jednakże, cieszę się, że dane było mi zapoznać się z tak szczegółowym opisami sytuacji więźniów i wydaje mi się, że każdy Polak powinien taką wiedzę i świadomość historyczną posiadać.

Jest jednak jedna, jedyna rzecz, która mi się w książce nie podobała – trzecioosobowa narracja. Sprawiło mi to trudność w całkowitym zanurzeniu się w powieść i poczuciu, że i ja osobiście jestem tam na miejscu i przeżywam te wszystkie koszmarne rzeczy razem z innymi bohaterami. Co najważniejsze podobne zarzuty słyszała już wcześniej sama autorka i nawiązuje do tego w wywiadzie, który znajduje się na samym początku książki. Pani Seweryna wyjaśnia, że początkowo powieść rzeczywiście była pisana przez nią w pierwszej osobie, jednak po zasięgnięciu porad uznała, że bezpieczniejsze dla niej i lepsze dla czytelnika będzie jeśli nie będzie on mógł emocjonalnie związać się z autorką i tym samym będzie mógł obiektywnie spojrzeć na wszystko, co działo się w Auschwitz-Birkenau.


„Dymy nad Birkenau” to moja druga ulubiona książka o tematyce obozowej zaraz po „Przeżyłam Oświęcim” Krystyny Żywulskiej. Wydaje mi się, że jest to pozycja, która powinna pojawić się w kanonie lektur szkolnych ze względu na to jak niewyobrażalny wkład Seweryna Szmaglewska i jej świadectwo miały na poznanie prawdy o obozach koncentracyjnych, i jak ważne jest to, żeby pamięć o ludziach, którzy zginęli za murami Auschwitz-Birkenau przetrwała.

00:01

"Kolor magii" - Terry Pratchett

Tytuł: Kolor magii
Tytuł oryginału: The colour of magic
Autor: Terry Pratchett
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: styczeń 2002
Liczba stron: 204
Tematyka: Fantastyka
Ocena: 3/10

To pierwsze części kultowych sag zbierają najwięcej fanów i to właśnie one zachęcają ich do sięgnięcia po następne tomy. Niech więc ktoś mi wytłumaczy, jakim cudem „Świat dysku” zyskał tak wielką popularność, skoro „Kolor magii” - książka rozpoczynająca cały cykl, poziomem, bardzo delikatnie mówiąc, nie zachwyca?
Akcja utworu skupia się w głównej mierze wokół postaci Rincewinda. Mężczyzna ten jest „magiem”. Właśnie magiem, ale w cudzysłowiu, ponieważ swoją czarodziejską edukacje zakończył z wielkim hukiem już po pierwszym roku nauki. Poznanie jednego z Ośmiu Wielkich Zaklęć, zamknęło jego umysł na inne uroki. Co ciekawe mimo że bohater zna zakazaną formułę, nie ma pojęcia, czego ona konkretnie dotyczy i jakie będą skutki wypowiedzenia jej na głos.
W międzyczasie w Ankh-morpork pojawia się pierwszy turysta – Dwukwiat. Bogaty oraz ciekawski zwiedzający podróżuje wraz ze swoim magicznym, wielonożnym Bagażem, który podąża za bohaterem krok w krok. Naiwność przybysza jest jednak tak ogromna, że staje się on łatwym celem dla potencjalnych wyłudzaczy pieniędzy. Rincewind decyduje się na wcielenie w rolę przewodnika i oprowadzenie Dwukwiata po mieście. Los jednak kieruje bohaterów dużo dalej i trafiają oni aż na sam kraniec Dysku. Podróż jest wielkim wyzwaniem i próbą charakteru. Dwukwiat i Rincewind spotykają na swojej drodze wszelakie magiczne kreatury, zaczynając od gadającego miecza, kończąc na wyimaginowanych smokach.
Cieszę się, że nie rozpoczęłam mojej przygody z twórczością Pratchetta w kolejności chronologicznej. Gdybym nie przeczytała wcześniej powieści „Straż! Straż!” jestem pewna, że już nigdy więcej nie dałabym się przekonać do przeczytania którejkolwiek, innej części Świata Dysku.
Ta zaledwie dwustustronicowa książka wymęczyła mnie bardziej niż jakakolwiek szkolna lektura. Początek to kompletny kosmos, że się tak wyrażę, w zupełności nie miałam pojęcia, o czym czytam. Dopiero później fabuła nabrała kształtów, aczkolwiek dalej była zbyt chaotyczna. Na szczęście w powieści nie ma tylu przypisów, które tak skutecznie mnie irytowały poprzednim razem. Jestem jednak osobą, która zawsze się do czegoś przyczepi, więc w „Kolorze magii” znalazła się inna rzecz, która działała mi na nerwy, mianowicie bezsensowne "wypowiedzi"? Nawet nie wiem jak to nazwać, ponieważ jak mam zinterpretować cytaty: „- ! - powiedział obcy” czy „? - zapytał obcy”?
Sytuację, w pewnym stopniu, ratuje zdolność pisarza do tworzenia niezwykle charakterystycznych postaci. Każda z osób, występujących w książce jest nietuzinkowa i nie do podrobienia. Tak jak w przypadku „Straży! Straży!” pokochałam Marchewę, tak tu zostałam fanką Śmierci. Jest to jedyny bohater, który był w stanie wywołać chociażby uśmiech na mojej twarzy, bo o śmiechu w przypadku tej książki, mówić nawet nie można. Autor w wielu przypadkach posługiwał się grą słów, która miała rozbawić czytelnika, weźmy np. po- lisa tu-bez-pieczni. Ha, ha, ha. Boki zrywać.
Mimo że w ostatnim czasie coraz częściej i chętniej sięgam po fantastykę, to książki Terrego Pratchetta wciąż nie są w stanie w ciągnąć mnie na tyle, abym dała się wciągnąć.

Zapraszam też do udziału w jubileuszowym KONKURSIE :)

07:23

"Straż! Straż" - Terry Pratchett

Tytuł: Straż! Straż!
Tytuł oryginału: Guards! Guards!
Autor: Terry Pratchett
Wydawnictwo: Prószyńska i S-ka
Data wydania: styczeń 2005
Liczba stron: 304
Tematyka: Fantastyka
Ocena: 7/10

Bardzo cenię sobie oryginalność. Kiedy autor ma swój niepowtarzalny styl i wyróżnia się na tle innych, od razu czuję do niego respekt.
Terry Pratchett to pisarz, o którym z pewnością słyszał każdy. Wśród miłośników fantastyki jest to nazwisko wręcz kultowe, cenione i bezgranicznie wychwalane. Czy jednak jest o co robić tyle szumu? Co do tego miałabym niemałe, a wręcz ogromne wątpliwości.
Straż Miejska w Ankh-Morpork jest powszechnie wyśmiewana i znieważana. Mieszkańcy miasta wiedzą bowiem, że stanowi ona jedynie element krajobrazu i w żadnym wypadku nie walczy z przestępczością. O bezużyteczności danej organizacji nie wie natomiast nowy strażnik Marchewa – dwumetrowy krasnolud, który ze względu na swoje rozmiary musiał upuścić rodzinne strony. Bohater przekonany jest o niesamowicie ważnym charakterze swojej pracy, pilnie studiuje „Prawa i Przepisy Porządkowe miast Ankh i Morpork” i skrupulatnie wypełnia zawarte tam reguły.
Pod wpływem zdeterminowanego krasnoluda Straż Miejska naprawdę zaczyna działać i wkrótce ma ręce pełne roboty, ponieważ nad miastem kontrolę próbuję przejąć ... smok! Ta przerażająca istota wymyka się spod wpływu tajnego zgromadzenia, przez które została przywołana i zaczyna terroryzować osadę.
Na cykl o Świecie Dysku składa się aż trzydzieści dziewięć książek, jednak znajomość każdej części nie jest rzekomo wymagana, żeby zorientować się w akcji. Każdy tom stanowi bowiem osobną historię i porusza inny temat. Wszelkie występujące nawiązania do wcześniejszych wydań wyjaśnione są przypisami. O zgrozo! Tylko weź człowieku je zrozum, skoro jesteś nieobeznany ze światem przedstawionym, a ich autorem jest sam pisarz, który nie omieszka poczęstować Cię w nich kolejną dawką swego „wykwintnego” humoru. Groteska i ironia te dwa słowa idealnie opisują styl Pratchetta.
Z ciekawości weszłam na oficjalną, polską stronę owego autora i co tam widzę? „ Inteligentny humor?! Jeśli humor przedstawiony w „Straży miejskiej” należy do inteligentnych to chyba czytelnik musi być, za przeproszeniem, niespełna rozumu. Oczywiście w powieści znalazło się kilka wyszukanych żartów, które nawet mnie rozbawiły, jednakże większość z nich była po prostu żenująca.
Bez wyrzutów sumienia mogę jedynie pochwalić okładkę, która świetnie oddaje klimat i atmosferę fabuły. Podoba mi się styl, w jakim została wykonana a także fakt, że cały cykl o Świecie Dysku oprawiony jest w nawiązujące do siebie ilustracje, dzięki temu powieści Pratchetta są bardzo charakterystyczne i od razu rzucają się w oczy na sklepowych półkach.
Pewnie wielu z was się zastanawia, dlaczego tak wysoko oceniłam „Straż! Straż!”, skoro tak zawzięcie ją krytykuję. Śpieszę z wyjaśnieniem. Wszystko to dlatego, że niesamowicie zżyłam się z bohaterami. Kreacja każdego z nich jest, według mnie genialna. Wszyscy są bardzo charakterystyczni i mają swój specyficzny styl bycia. Marchewę pokochałam od pierwszych stron powieści i można by powiedzieć, że zostałam jego fanką. W tym miejscu pokuszę się na wysnucie przypuszczenia, że być może to właśnie na niepowtarzalnych bohaterach opiera się cały fenomen twórczości tego Terrego Pratchetta.
Innym dziełom pióra tego autora z pewnością dam jeszcze szansę, gdyż mimo wszystkich moich skarg i zażaleń, o których napisałam, stworzył on fabułę, która rzeczywiście ma to „coś” i potrafi wciągnąć. Jestem ciekawa, którą część Świata Dysku wy  polecacie?

06:56

"Tam gdzie ty" - Jodi Picoult

Tytuł: Tam gdzie ty
Tytuł oryginału: Sing You Home
Autor: Jodi Picoult
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: styczeń 2012
Liczba stron: 568
Tematyka: Literatura piękna, współczesna, zagraniczna
Ocena: 5/10

Macierzyństwo jest głęboko zakorzenione w kobiecej psychice. Chęć posiadania dziecka jest szczególnie silna u pań, bezskutecznie starających się o spłodzenie potomka. Pomocna w tym przypadku jest nieustannie rozwijająca się nauka. Stosunkowo od niedawna stosowany zabieg in vitro, wzbudza wiele kontrowersji i spekulacji. Większość grup społecznych posiada już konkretne zdanie w tej kwestii, do którego stara się przekonać innych. Wiemy jednak, że człowiek kierując się pragnieniami, dąży do celu, nie zważając na środki i opinie innych.
Max i Zoe to, zdawać by się mogło, szczęśliwe małżeństwo z dziesięcioletnim stażem. Los był jednak dla nich bezlitosny. Oboje z przyczyn genetycznych nie mogą zostać rodzicami, a wszelkie próby zarówno naturalne jak i sztuczne kończą się niepowodzeniem. Żądza posiadania malca, przeradza się w obsesję głównej bohaterki, jej zainteresowania ograniczają się już tylko do tej jednej zasadniczej kwestii. Max uznawszy, że żona jest z nim tylko i wyłącznie ze względu na jego materiał genetyczny, decyduje się na rozstanie. Pozew rozwodowy jest dla Zoe ciężkim szokiem, ponieważ wciąż jeszcze przeżywa niedawne poronienie.
Zarówno muzykoterapeutka jak i właściciel niewielkiego, ogrodniczego przedsiębiorstwa szukają pocieszenia w tych trudnych chwilach. Mężczyzna odnajduje je w alkoholu, a kobieta w nowonawiązanej przyjaźni z homoseksualistką - Vanessą. Wkrótce też i Zoe odkrywa w sobie pociąg do osób tej samej płci. Między nią a jej znajomą rodzi się miłość, której wynikiem jest zawarcie małżeństwa.
Niebawem poruszona zostaje sprawa trzech zarodków pochodzących z poprzedniego związku głównej bohaterki z Maxem. Niedoszli rodzice stają do sądowej walki o prawo do nienarodzonego potomstwa. Zoe pragnie stworzyć przyszłemu dziecku, kochający dom pod okiem dwóch matek. Natomiast mężczyzna, który uległ nawróceniu i wstąpił do Kościoła Wiecznej Chwały, uważa nowe życie byłej żony za rozwiązłe i niemoralne. Sądzi, że lepsze warunki dla rozwoju potencjalnego dziecka stworzy jego brat wraz ze swoją partnerką.
Książka porusza bardzo aktualny współcześnie temat praw homoseksualistów. W powieści obie strony konfliktu kierują się całkiem innymi racjami i posługują się odmiennymi argumentami na ich potwierdzenie. Czytelnik bez problemu, może wybrać pogląd, z którym się utożsamia.
Lektura „Tam gdzie ty” to było moje pierwsze zetknięcie z twórczością osławionej już Jodi Picoult i mówiąc szczerze, zawiodłam się. Fabuła, na pierwszy rzut oka, może wydawać się zaskakująca, gdyż początek utworu kompletnie nie wskazuje na zaistniały obrót sprawy lecz punkt kulminacyjny, którym była rozprawa jest dość typowy i łatwo domyślić się jego finału. Dodatkowo narracja prowadzona przez trzy postacie, trochę mnie męczyła. Często nie przestawiałam się na zmianę osoby opowiadającej i gubiłam sens wypowiedzi przez co musiałam czytać niektóre fragmenty od początku. Nadmienię też, że nie zbyt rozumiem jak tytuł odnosi się do treści książki.
Mimo że powieść pozostawiła we mnie raczej negatywne odczucia, to jestem pewna, że dam jeszcze szansę twórczości pani Picoult.

07:42

"Samotność w sieci" - Janusz Leon Wiśniewski

Tytuł: Samotność w sieci
Autor: Janusz Leon Wiśniewski
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: czerwiec 2009
Liczba stron: 304
Tematyka: Literatura piękna, współczesna, polska
Ocena: 7/10

„Samotność to najgorszy rodzaj cierpienia”, ale czy w sieci tak naprawdę da się być samotnym? Internet jest pełen portali społecznościowych, komunikatorów i for. Można by rzec, że z każdej strony jesteśmy otoczeni przez ludzi. Cofnijmy się jednak zaledwie 10 lat wstecz, kiedy to komputery były nieporęczne, stacjonarne, a Internet dopiero zaczynał swoją wielką karierę.
Znajomość dwójki głównych bohaterów rozpoczyna się całkowicie przypadkowo. Romantycy mogliby wręcz powiedzieć, że parę połączyło przeznaczenie. Ona przytłoczona zbyt wieloma negatywnymi emocjami, nie wytrzymuje napięcia i postanawia wyżalić się przypadkowej osobie z sieci. Używając ICQ, wybiera losowego użytkownika i inicjuje rozmowę. Tym sposobem trafia na Jakuba, cenionego genetyka polskiego pochodzenia. Mimo że kobieta jest mężatką, rozpoczyna z mężczyzną wirtualny romans, jest nim całkowicie zafascynowana. Jej życie szybko zaczyna się kręcić wokół codziennych, intymnych rozmów z nieznajomym. On – wrażliwy, uczuciowy, inteligentny - wydaje się być ideałem. Jednak na podstawie przytoczonych opowiadań o jego wcześniejszych związkach, możemy stwierdzić, że bohaterowi do perfekcji jeszcze bardzo daleko. Spotkanie dwojga zakochanych nie przychodzi szybko. Dzielące parę kilometry stanowią główną przeszkodę w nawiązaniu prawdziwego kontaktu. Jakub, który w związku ze swoją pracą stale podróżuje po świecie, rzadko bywa w rodzimym kraju. Okazją do schadzki stają się Jej kilkudniowe wakacje w Paryżu, gdzie wśród romantycznej atmosfery miasta miłości dochodzi do spotkania. Bohaterowie wreszcie mogą cieszyć się prawdziwą bliskością. Ich radość jednak nie będzie długa, dni miną szybko, a zaraz po powrocie emocjonująca znajomość zostanie całkowicie zerwana.
Fabuła powieści jest bardzo schematyczna i przewidywalna. Z góry wiadomo, że bohaterowie się w sobie zakochają i będą chcieli zobaczyć się w realnym świecie. Właśnie na moment spotkania przez cały czas będzie czekał czytelnik i od razu dodam, że „troszkę” sobie poczeka. Autor jakby umyślnie odwleka owy punkt kulminacyjny, wplatając w powieść wiele wątków pobocznych i szczegółowych opisów. Mnie osobiście niezwykle te zabiegi irytowały.
Powieść Janusza Wiśniewskiego wzbudza wiele odmiennych emocji od zachwytu po złość i zdziwienie. Mimo że książka nie wywarła na mnie wielkiego wrażenia i niespecjalnie mnie wciągnęła, to uważam że obok tej pozycji nie da się przejść obojętnie. Dodatkowo opowiedziana historia jest całkowicie współczesna i realna. Temat internetowych miłości jest obecnie bardzo aktualny.
„Samotność w sieci” to prawdziwa skarbnica życiowych cytatów. Pod tym względem można porównać pana Wiśniewskiego do polskiego Paula Coelho. Na korzyść polskiego pisarza działa jednak fakt, że przytoczone sentencje nie wydają się być umieszczane na siłę.
Książkę poleciłabym wszystkim miłośniczkom romansów i osobom lubującym się w dość typowych i oklepanych miłosnych historyjkach.
Copyright © 2014 . . . Public - Reading . . . , Blogger