Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Literackie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Literackie. Pokaż wszystkie posty

14:48

"Sztuka obsługi mężczyzny" - Andrzej Gryżewski

Tytuł:
Sztuka obsługi mężczyzny
Autor: Andrzej Gryżewski
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: październik 2025
Liczba stron: 416
Tematyka: Poradnik, literatura popularno-naukowa
Średnia ocena: 10/10
 
Kto z nas nie chciałby choć na chwilę zajrzeć do głowy swojego partnera? Zrozumieć, co nim kieruje, lepiej odczytywać jego potrzeby, wiedzieć, jak sprawić, by czuł się szczęśliwszy, a przede wszystkim jak skuteczniej się z nim komunikować? Andrzej Gryżewski, jeden z najbardziej cenionych polskich seksuologów i psychologów klinicznych, w swojej książce „Sztuka obsługi mężczyzny” uchyla rąbka tajemnicy na temat męskiej psychiki, emocji, relacji i seksualności.
 
O „Sztuce obsługi mężczyzny” dowiedziałam się dzięki podcastowi „Imponderabilia”, którego gościem był właśnie Andrzej Gryżewski. Autor opowiadał w nim o swojej nowej książce, a już sam sposób, w jaki mówił o poruszanych przez siebie tematach, bardzo mnie zainteresował. Wypowiadał się niezwykle elokwentnie, opierając swoje spostrzeżenia zarówno na wiedzy naukowej jak i doświadczeniach ze swojego gabinetu. Jednocześnie potrafił w bardzo przystępny sposób mówić o ludzkich emocjach, potrzebach i trudnościach. Szczególnie spodobała mi się jego lekkość w podejmowaniu tak wymagających tematów jak męska seksualność, emocje czy funkcjonowanie mężczyzn w związkach.
 
Książka spełniła wszystkie moje oczekiwania. Sposób, w jaki Andrzej Gryżewski przedstawia poszczególne zagadnienia, jest niezwykle przystępny, nawet dla osoby, która nie posiada specjalistycznej wiedzy. Autor nie ogranicza się wyłącznie do przedstawiania naukowych faktów czy historii swoich pacjentów. Wplata w treść ciekawe anegdoty, humor i przykłady z życia, dzięki czemu książkę czyta się naprawdę lekko i szybko. Szczególnie interesujące są testy, dzięki którym czytelnik może sam sprawdzić, w jakim stopniu dane zagadnienie dotyczy jego życia. To właśnie ta różnorodność sprawiła, że lektura nie była dla mnie jedynie kolejnym, nudnym poradnikiem.
 
Kolejną rzeczą, za którą bardzo doceniam tę książkę, jest brak kategorycznych osądów. Andrzej Gryżewski nie dzieli zachowań na dobre i złe, nie poucza ani nie piętnuje. Zamiast tego pokazuje, skąd mogą wynikać konkretne postawy i emocje. Okazuje się bowiem, że pod tym, co widoczne na pierwszy rzut oka, często kryje się coś zupełnie innego. Autor zachęca do głębszego spojrzenia i dostrzeżenia emocji stojących za ludzkimi działaniami. Udowadnia również, że każdy mężczyzna jest wartościowy, potrzebuje zrozumienia i w odpowiednich warunkach może się w pełni rozwijać.
 
Mimo że sama nie jestem mężczyzną, książkę uważam za niezwykle interesującą. Pozwoliła mi uchylić drzwi do męskiego świata emocji, potrzeb i sposobu myślenia. Co więcej, skłoniła mnie do refleksji również nad własnym zachowaniem i sposobem komunikowania się z partnerem. W czasach, gdy na rynku wydawniczym nie brakuje poradników skierowanych do kobiet, książka poświęcona mężczyznom i próbie zrozumienia ich perspektywy wydaje mi się czymś, czego zdecydowanie brakowało. Jestem przekonana, żę „Sztuka obsługi mężczyzny” to lektura wartościowa zarówno dla mężczyzn, jak i dla ich partnerek. Wiele kobiet może znaleźć w niej odpowiedzi na pytania: Dlaczego mój partner tak się zachowuje? Co stoi za jego reakcjami? Czy problem tkwi we mnie? W wielu przypadkach okazuje się, że kobiety biorą na siebie odpowiedzialność za zachowania partnera, których źródła należy szukać zupełnie gdzie indziej. Ta książka pomaga spojrzeć na takie sytuacje z większym dystansem i zrozumieniem.
 
Gorąco polecam „Sztukę obsługi mężczyzny” każdemu, kto chce lepiej zrozumieć siebie, swojego partnera i mechanizmy rządzące relacjami. Dla mnie była to bardzo wartościowa lektura, która otworzyła mi oczy na wiele kwestii i pomogła lepiej komunikować się z moim partnerem. Jestem przekonana, że jeszcze nie raz będę do niej wracać. Swojemu mężowi również podsunęłam ten tytuł z nadzieją, że w najbliższej przyszłości po niego sięgnie.

12:49

"Czarne skrzydła" - Sue Monk Kidd

Tytuł:
Czarne skrzydła
Tytuł oryginału: The Invention of Wings
Autor: Sue Monk Kidd
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: listopad 2023
Liczba stron: 448
Tematyka: Literatura piękna, zagraniczna
Średnia ocena: 6/10
 
Niewiele osób kojarzy historię sióstr Grimké – kobiet, które w XIX-wiecznych Stanach Zjednoczonych walczyły o zniesienie niewolnictwa oraz o równe prawa dla osób czarnoskórych. To właśnie ich losy stały się inspiracją dla Sue Monk Kidd do stworzenia powieści „Czarne skrzydła”. Autorka, opierając się na faktach, buduje własną, literacką opowieść o zamożnej rodzinie i ich niewolnikach. W centrum tej historii znajdują się Sara oraz Szelma – dwie bohaterki, których życia splatają się w sposób nierozerwalny.
 
„Czarne skrzydła” to kolejna książka Sue Monk Kidd, która porusza problem nierówności rasowej na terenach południowych stanów USA. „Sekretne życie pszczół”, z którymi miałam okazję zapoznać się przed laty również poruszało podobną tematykę i szczerze powiedziawszy jestem nieco zdziwiona, że autorka zdecydowała się na poruszenie tego samego zagadnienia ponownie. Owszem, tym razem cofamy się o ponad sto lat wstecz, ale problematyka pozostaje bardzo zbliżona. Osobiście lubię, gdy autorzy eksperymentują i wychodzą poza swoje utarte schematy, dlatego tutaj poczułam lekki niedosyt.
 
Akcja książki rozpoczyna się bardzo dynamicznie. Pierwsze strony przynoszą mnóstwo wydarzeń i skutecznie budują ciekawość czytelnika. Autorka wykreowała wyraziste postaci, które początkowo imponują uporem i determinacją w walce o swoje cele. Niestety, z czasem to wrażenie zaciera się wraz z tempem samej opowieści. W miarę rozwoju fabuły bohaterowie zdają się tracić zapał do obrony własnych racji, a akcja wyraźnie zwalnia. Momentami lektura dłużyła mi się na tyle, że poważnie rozważałam jej przerwanie. Sara, którą początkowo darzyłam sporą sympatią, szybko zaczęła mnie irytować swoimi niezrozumiałymi decyzjami. Podobnie rzecz miała miejsce w przypadku Szelmy – w pewnym momencie po prostu poddała się losowi, tracąc wolę walki, która wcześniej była jej znakiem rozpoznawczym.
 
Fabuła i bohaterowie „Czarnych skrzydeł” mieli ogromny potencjał, który niestety nie został w pełni wykorzystany. Odniosłam wrażenie, że gdyby autorka poprowadziła niektóre wątki w nieco innym kierunku, cała historia zyskałaby na wyrazistości i płynności. Choć rozumiem, że sytuacja osób czarnoskórych oraz kobiet w XIX wieku mocno ograniczała ich pole manewru, to uważam, że z tej opowieści dało się wycisnąć znacznie więcej.
 
Mimo że lektura tej książki nie w pełni mnie zachwyciła, w moich planach czytelniczych wciąż znajdują się inne powieści spod pióra Sue Monk Kidd – w szczególności „Księga tęsknot”. Z moich obserwacji wynika, że pozostałe utwory autorki nie poruszają już tematyki niewolnictwa, dlatego chętnie przekonam się, jak pisarka radzi sobie z nieco inną problematyką.

15:14

"Gdy powrócą kanarki" - Laura Barrow

Tytuł:
Gdy powrócą kanarki
Tytuł oryginału: Call the Canaries Home
Autor: Laura Barrow
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: czerwiec 2025
Liczba stron: 378
Tematyka: Literatura piękna, zagraniczna
Średnia ocena: 5/10
 
W upalne lato 1994 w miasteczku Muscadine w Luizjanie nad brzegiem jeziora bawią się cztery siostry z rodziny Guidry. Dziewczynki są pod nadzorem matki i babki, jednak w chwili ich nieuwagi dochodzi do zaginięcia jednej z bliźniaczek – Georgii. Policja i lokalni mieszkańcy przeczesują teren, jednak po dziewczynce nie ma ani śladu. Zrozpaczone stratą siostry, pozostałe dziewczynki zakopują na podwórzu kapsułę czasu, którą obiecują sobie odkopać po 25 latach, mając nadzieję, że zrobią już to w towarzystwie swojej odnalezionej siostry.
 
Książka pisana jest z perspektywy każdej z sióstr – Rayannah, Sue Ellen oraz Savannah, jak i z punktu widzenia ich babci - Marlynn. Daje to czytelnikowi szansę na lepsze poznanie każdej z bohaterek jak i tłumaczy emocje nimi kierujące, bo jak się okazuje działania każdej z kobiet są wywołane przez inne pobudki i każda z nich wydarzenia z przeszłości interpretuje na swój własny sposób.
 
W książce nie znalazłam zupełnie nic oryginalnego. Jest to po prostu kolejna opowieść o zaginięciu dziecka, z którym rodzina nie potrafi sobie poradzić i wciąż żyje nadzieją na odnalezienie zaginionej. Nie znajdziemy tutaj ani oryginalnej historii ani oryginalnych bohaterów (prócz jednego, ale o tym za chwilę), ani nadzwyczajnego stylu pisania. Tak się zastanawiam, czym kierowali się Ci wszyscy ludzie, którzy powieści dali maksymalną liczbę gwiazdek na portalu goodreads, o czym tak sumiennie przypomina okładka książki. Może po prostu byli to młodsi czytelnicy, którzy pierwszy raz zetknęli się z literaturą piękna z dodatkiem kryminału? Nie wiem.
 
Najbardziej pamiętliwą bohaterką okazała się babcia sióstr zwana też Bunią. Jako jedyna była prawdziwych charakterem tej powieści, a nie kolejną bohaterką, która nie wie, co począć ze swoim życiem po 25 latach od zaginięcia swojej wnuczki. Nie chcę tu wyjść na osobę cierpiącą na znieczulicę, bo rozumiem, że tak traumatyczne wydarzenie jak strata córki/wnuczki/siostry może mieć znaczący wpływ na życie i przyszłość całej rodziny, lecz jeśli po ćwierćwieczu, dalej nikt nie jest w stanie sobie z tym poradzić to jedyne co mogę powiedzieć to to, że czas najwyższy udać się na terapię, aby to wszystko przepracować.
 
„Kiedy powrócą kanarki” to powieść po której spodziewałam się znacznie więcej. Mimo że nie była zła, do najlepszych jej również nie mogę zaliczyć. Ot, takie czytadło, które na długo nie zostanie mi w pamięci. Zdecydowanie są lepsze powieści o podobnej tematyce, które są bardziej warte naszego czasu. 

11:21

"Prowadź swój pług przez kości umarłych" - Olga Tokarczuk

Tytuł: Prowadź swój pług przez kości umarłych
Autor: Olga Tokarczuk
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: czerwiec 2022
Liczba stron: 320
Tematyka: Literatura piękna, polska
Średnia ocena: 6/10
 
W mroźny zimowy wieczór w Kotlinie Kłodzkiej w jednej z leśnych chat w nietypowy sposób umiera jeden z mieszkańców. Niedługo później w jego ślad idą kolejne osoby, których działalność powiązana była z myślistwem. Samotna i podstarzała miłośniczka natury - Janina Duszejko snuje przypuszczenia, że za serią morderstw stać muszą dzikie zwierzęta, które zdecydowały się zbuntować przeciwko kłusownictwu i bezmyślnemu zabijaniu ich pobratymców.
 
„Prowadź pług swój przez kości umarłych” to utwór, który jest połączeniem kryminału i thilleru z jednoczesnym mocnym wydźwiękiem proekologicznym. Największą zaletą książki jest główna bohaterka. Podobała mi się jej dziwaczność i nietuzinkowość, a zarazem brak oporów przed wypowiadaniem na głos swoich niecodziennych opinii. Spodobało mi się również to, że Janina nadawała osobom ze swojego otoczenia swoje własne imiona, które według niej lepiej odzwierciedlały ich osobowość. Ponadto jej zafascynowanie astrologią tylko dodawało do tajemniczego i mrocznego klimatu książki. Niestety resztę postaci odebrałam jako nijaką. Być może dlatego, że pełniły one drugorzędną rolę w powieści i autorka nie pokusiła się o aż tak barwne opisy ich charakteru.
 
Początkowo tytuł książki wydawał mi się zanadto wyrafinowany, za długi i mało pasujący do fabuły. Później dopiero dowiedziałam się, że jest to cytat pochodzący z jednego z utworów Williama Blake’a, który był często wspominany w książce pani Olgi Tokarczuk. Mimo wszystko, wydaje mi się, że autorka zbyt mocno próbowała stworzyć książkę z silnym wydźwiękiem ideologicznym i każdy element książki począwszy od tytułu miał to czytelnikowi podkreślać.  Samo rozwiązanie zagadki morderstw nie było dla mnie jakoś szczególnie zaskakujące, bo od samego początku miałam swoje przypuszczenia, które na koniec tylko się potwierdziły.
 
Oczywiście nie można powiedzieć, że Olga Tokarczuk nie potrafi pisać, wręcz przeciwnie. Autorka znakomicie operuje słowem i genialnie potrafi wprowadzić czytelnika w atmosferę książki. Jednak, pomimo dobrego pióra i dosyć niecodziennej fabuły to książka i tak mnie nie wciągnęła. Gdy przerywałam lekturę, nie czułam przemożnej chęci powrócenia do niej i dowiedzenia się, co stało się dalej,  wręcz przeciwnie dosyć trudno było mi się zachęcić się do powrotu do lektury. Nie lubię, gdy książka wywołuje we mnie takie emocje, ponieważ często prowadzi to do dłuższych przestojów w moim czytelnictwie.
 
Jest to pierwsza książka autorstwa Olgi Tokarczuk, jaką przyszło mi czytać. Trudno mi powiedzieć czego się po niej spodziewałam. Na pewno sława autorki i fakt, że otrzymała ona nagrodę Nobla zrobił swoje. W tym przypadku dostałam powieść, która skłania do myślenia i niesie ze sobą głębsze przesłanie. Nie jestem tylko do końca przekonana, czy potencjał książki został w stu procentach wykorzystany. Mimo, że powieść ta nie będzie moją ulubioną to mimo wszystko nie zniechęciłam się do twórczości Olgi Tokarczuk i na pewno dam jej jeszcze szansę. 

15:00

"Światłoczułość" - Jakub Jarno

Tytuł: Światłoczułość
Autor: Jakub Jarno
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: październik 2024
Liczba stron: 271
Tematyka: Literatura piękna, polska
Średnia ocena: 6/10
 
Chyba mało jaka książka wzbudziła w ostatnim czasie tak wiele emocji na rynku czytelniczym co „Światłoczułość”. W szczególności, gdy w obieg poszła plotka że Jakub Jarno to tak naprawdę ukrywający się pod pseudonimem Remigiusz Mróz. Nikt plotki tej nie potwierdził, ani też jej nie zaprzeczył, a mi samej ciężko się do niej odnieść, bowiem do tej pory przeczytałam tylko jedną książkę autorstwa Remigiusza Mroza i nie byłabym w stanie stwierdzić, czy styl pisania obu panów jest na tyle podobny lub charakterystyczny, żeby móc stwierdzić, że jest to ten sam autor. Ale czy to robi jakąkolwiek różnicę, kto tak naprawdę powieść tę napisał? Dla mnie nie ma to najmniejszego znaczenia, bo książkę oceniam po treści, a nie po nazwisku autora.
 
Początkowo powieść zapowiadała się naprawdę dobrze. Podobały mi się tajemnicze dialogi i listy, jakie wymieniali między sobą główni bohaterowie – Witek i Żerka oraz atmosfera, jaką wokół ich relacji budował autor. Pozytywnie zaskoczyłam się też widząc, że „Światłoczułość” zawiera w sobie kolejną książkę – „Migotanie”. Szybko jednak cały mój zachwyt opadł. „Migotanie” mimo, że przedstawione zostało jak rzeczywista książka w książce, zawierająca nawet osobną datę publikacji, referencje, dedykację, okazała się raczej fragmentami książki przeplatanymi z przemyśleniami lub dialogami autora z nieznanym rozmówcą, aniżeli powieścią z prawdziwego zdarzenia. Wydaje mi się, że równie dobrze autor mógł kontynuować swoją powieść tak samo jak zaczął bez wplątywania niepotrzebnych udziwnień.
 
Nie wiem, jak duży research historyczny poczynił Jakub Jaro przed napisaniem tej książki, ale ja sama miałam wrażenie, że brakowało w niej autentyczności. Czułam jakby autor nie miał do końca pojęcia o tematyce wojennej, nie czuł się w niej dobrze i bał się poruszać po pewnych rejonach, których nie był pewny. Starał się trzymać tematów bezpiecznych i których wiarygodności ciężko byłoby zaprzeczyć, a mimo to udało mu się podpaść wielu historykom, którzy twierdzą, że Jakub Jarno pozmieniał lub nieadekwatnie przedstawił pewne fakty historyczne.
 
Akcja książki była bardzo niestabilna, albo działo się praktycznie nic, albo działo się wszystko na raz. Były momenty, w których nie mogłam się oderwać od książki, ale były też i momenty, kiedy musiałam się wręcz zmuszać do dalszego czytania. W pewnym momencie miałam trochę wrażenie, jakbym jedyne co robiła to czytała o kolejnych pobiciach głównego bohatera i gwałtach na dziewczynkach. Rozumiem, że książka starała się oddać, jak okropnym okresem była wojna i jak mało o swoim własnym losie miał do powiedzenia człowiek, jednak w przypadku Witolda Szczombrowskiego miałam wrażenie, że chłopak jest wręcz chodzącym magnesem na nieszczęście.  Na koniec to już nawet nie liczyłam, że coś dobrego Go w życiu spotka.
 
Jestem w stanie zrozumieć, dlaczego „Światłoczułość” wywołuje u wielu takie zachwyty. Jakub Jarno ma naprawdę znakomite pióro i wie jak obudzić w czytelniku głęboko ukryte emocje i empatię. Debiutantom raczej nieczęsto się to udaje. Swoim stylem pisania autor potrafi trudny wojny przekształcić w poetyckie uniesienia. Mnie jednak książka ta nie porwała. Może mam trochę inną wrażliwość niż inni czytelnicy, którzy w tej książce znaleźli jakieś literackie objawienie? Nie wiem, ale ja jako czytelnik poczułam się trochę napełniona obietnicami, z których żadna potem nie została spełniona. 

19:57

"Lustrzany świat Melody Black" - Gavin Extence

Tytuł: Lustrzany świat Melody Black
Tytuł oryginału: The Mirror World of Melody Black
Autor: Gavin Extence
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: styczeń 2016
Liczba stron: 316
Tematyka: Literatura współczesna
Ocena: 7/10

Wydawać by się mogło, że puszka pomidorów nie może wywrócić życia człowieka do góry nogami. A jednak! Abigail Williams jest tego doskonałym dowodem. Wyprawa dwudziestoparoletniej dziennikarki po brakujący składnik obiadu do mieszkającego po przeciwnej stronie Simona rozpoczyna jej długą drogę w dół. Odnalezienie zwłok sąsiada w pierwszej chwili nie wyzwala w kobiecie jakichkolwiek emocji, aczkolwiek stanowi punkt odniesienia do wszystkich jej późniejszych przemyśleń i zachowań.

Pierwsza część książki mnie zachwyciła. Gavin Extence oczarował mnie znakomitą narracją, kreacją bohaterów i odrobiną czarnego humoru. Akcja ze strony na stronę nabierała tempa i nie pozwalała czytelnikowi nawet na moment oderwać się od lektury. Jestem jednak nieco zdziwiona, dlaczego autor nadał książce taki a nie inny tytuł. Melody Black to postać poboczna, która pojawia się dopiero pod sam koniec powieści i pełni w niej raczej mało znaczącą rolę. Ponadto lustrzany świat, o którym wspomina bohaterka nijak ma się do Abigail, która prowadzi narrację oraz gra kluczową rolę w akcji utworu.

Za ogromny plus i wyraz odwagi należy uznać notatkę biograficzną, umieszczoną na samym końcu książki. Pisarz wyjaśnia w niej pobudki, które zainspirowały go do napisania owej powieści oraz uprzedza pytania na temat swoich osobistych problemów natury psychicznej. Dzięki temu, że książka została napisana przez osobę, która tak samo jak główna bohaterka zmaga się z zaburzeniami osobowości, jej treść nabiera bardziej prawdziwego przekazu. Wiemy, że stany emocjonalne, doświadczane przez Abby, nie są tylko fikcją literacką a rzeczywistym odzwierciedleniem tego, co siedzi w głowie osoby chorej.

Książki Gavina Extence poruszają kwestie bliskie każdemu współczesnemu człowiekowi. Poprzez problem eutanazji, co miało miejsce w przypadku powieści „Wszechświat kontra Alex Woods” po chorobę psychiczną i brak zrozumienia przez społeczeństwo, o czym czytamy w „Lustrzanym świecie Melody Black”. W obu tych powieściach młody brytyjski pisarz przedstawia poruszane zagadnienia w sposób pozwalający czytelnikowi na wyrobienie własnego zdania na dany temat. Właśnie z tego powodu zaskarbił sobie moją sympatię i uznanie.

„Lustrzany świat Melody Black” oceniłabym jeszcze wyżej, gdyby nie a) fakt, że po rekonwalescencji głównej bohaterki akcja staje się monotonna i odrobinę nużąca (po wcześniejszej dynamice nie pozostaje nawet ślad) b) tytuł jest mało adekwatny do treści książki c) zakończenie całkowicie mnie zawiodło. Wydaje mi się, że gdyby poprawić wyżej wspomniane mankamenty, książka byłaby w stanie powtórzyć sukces poprzedniej powieści autora „Wszechświat kontra Alex Woods”. 

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu  Literackiemu:
undefined

21:01

"Sekretne życie pszczół" - Sue Monk Kidd

Tytuł: Sekretne życie pszczół
Tytuł oryginału: The Secret Life of Bees
Autor: Sue Monk Kidd
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: marzec 2015
Liczba stron: 352
Tematyka: Literatura piękna, zagraniczna
Ocena: 8/10

Zaskakujące jak wiele możemy się nauczyć od pszczół. Te niewielkie owady w swoich koloniach tworzą idealne społeczeństwo, które choć podzielone na kasty funkcjonuje idealnie. Wszyscy pracują dla dobra ogółu i dają z siebie wszystko byleby tylko ul funkcjonował jak najsprawniej.
To właśnie w towarzystwie pszczół dorastająca bez matki Lily poszukuje swojego miejsca na ziemi i walczy z tkwiącym w niej żalem.

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy przy lekturze "Sekretnego życia pszczół" to zasługujący na oklaski talent autorki do kreowania bohaterów. W książce każda nawet najbardziej epizodyczna postać jest nadzwyczaj charakterystyczna i inna niż pozostałe, co więcej nawet zwyczajne pszczoły wydają się wyjątkowe. Osobiście największą sympatią obdarzyłam May, która urzekła mnie swoją wrażliwością i prostolinijnością. Lily, której oczami poznajemy całą historię, również polubiłam, jednak momentami koszmarnie mnie irytowało jej ciągłe rozmyślanie o zmarłej matce, przez co bardzo straciła w moich oczach.

Na przestrzeni zdarzeń w Lily zachodzą duże zmiany. Przy ostatnich stronach powieści aż trudno uwierzyć, że dziewczyna ma zaledwie czternaście lat. Jej dojrzałość i nastawienie sugerowałoby co najmniej, że jest na granicy dorosłości. Mimo że narracja w książce prowadzona jest przez tak młodą osobę, powieść porusza wiele istotnych kwestii takich jak: segregacja rasowa, ból po stracie bliskiej osoby, wiara czy też poczucie winy.

Książka byłaby idealna, gdyby autorka zdecydowała się nieco ożywić akcję. Początek powieści jest bardzo dynamiczny, główna bohaterka zmaga się z nieczułym ojcem, ucieka z domu, uwalnia czarnoskórą opiekunką, a raptem gdy Lily trafia do domu pszczelarek w Tiburon następuje stagnacja. Nastolatka przez jakieś sto pięćdziesiąt stron zastanawia się jak zatuszować, a później jak wyjawić, prawdę o sobie i swojej przeszłości "nowej rodzinie". Dopiero końcówka ponownie przynosi rozwój akcji.

Wielokrotnie spotkałam się z porównaniem książki Sue Monk Kidd do kultowych "Służących". Według mnie takie zestawienie jest zupełnie nie na miejscu, ponieważ mimo że obie te powieści rozgrywają się w podobnych latach to sposób przedstawienia czarnoskórych bohaterów diametralnie się różni. Podczas gdy Kathryn Stockett przedstawiła murzynów jako ludność żyjącą w strachu i całkowicie zależną od "białych", autorka "Sekretnego życia pszczół" pokazała, że w tak ciężkich czasach jak lata siedemdziesiąte ubiegłego wieku czarnoskórzy potrafili walczyć o swoją godność, a także prowadzili dobrze prosperujące biznesy.

"Sekretne życie pszczół" mimo swoich niewielkich mankamentów było dla mnie niebywale przyjemną lekturą. Na dwa dni całkowicie oderwałam się od rzeczywistości i w pełni przeniosłam do Południowej Karoliny w świat wykreowany przez Sue Monk Kidd. Przeczytanie innych powieści spod pióra tej amerykańskiej autorki jest dla mnie absolutną koniecznością.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu  Literackiemu:
undefined
---------------------------------------------------------------------------------
A w przyszłym tygodniu serdecznie zapraszam na KONKURS, w którym do wygrania KSIĄŻKA "SEKRETNE ŻYCIE PSZCZÓŁ" wraz z niezwykłą (przedstawiona poniżej) PODUSZKO-OKŁADKĄ NA KSIĄŻKĘ (ufundowaną przez Klio - Handmade)!!

10:39

"W butach Valerii" - Elísabet Benavent

Tytuł: W butach Valerii
Tytuł oryginału: En los zapatos de Valeria
Autor: Elísabet Benavent
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: luty 2015
Liczba stron: 432
Tematyka: Literatura współczesna, zagraniczna
Ocena: 8/10

Czy w długoletnich związkach miłość jeszcze istnieje? Czy może zastąpiła ją zwykła rutyna i przyzyczajenie do drugiej osoby? Valeria ma dopiero 27 lat, a od sześciu jest żoną Adama - swojej największej młodzieńczej sympatii. Przyjaciele twierdzą, że ich związek może stanowić wzór do naśladowania i po cichu zazdroszczą im szczęśliwego małżeństwa. Valeria jednak zauważa, że jej związek od pewnego czasu się wypala. Mąż nie zwraca na nią najmniejszej uwagi, nie ma ochoty na czułości, a większość czasu woli spędzać w pracy w towarzystwie młodej asystentki.

Dopiero impreza, na którą siłą wyciąga bohaterkę jedna z najlepszych przyjaciółek zmienia jej nastawienie do życia. Dzięki nowo poznanemu Victorowi, któremu wyraźnie wpadła w oko, kobieta dostrzega, że wciąż jest atrakcyjna i może podobać się facetom. Zamienia rozciągnięte, stare ciuchy, które ostatnio królowały w jej szafie na kobiece sukienki i dokreślające jej figurę zestawy. Szkoda tylko, że mąż wciąż nie dostrzega tej zmiany, ale Valerii i tak teraz bardziej zależy na opinii kogośc innego.

Napis na okładce głosi: “Namiętna historia, w której od pierwszego spojrzenia zakochało się ponad sto tysięcy hiszpańskich czytelniczek” i nie sposób się z tym nie zgodzć, bowiem historia staje się nawet bardzo namiętna, w szczególnośći po spotkaniu głównej bohaterki z Victorem, dodatkowo jestem przekonana, że czytelniczek zakochanych w książce było znacznie więcej – ja też między innymi się do nich zaliczam. Najbardziej w tej książce urzekło mnie poczucie humoru, komiczne sytuacje i teksty Loli, sprawiły że wielokrotnie pokładałam się ze śmiechu.

Nie raz i nie dwa spotkałam się z porównaniem debitanckiej powieści Elisabet Benavent do “Seksu w wielkim mieście”. Jak dla mnie podobieństwo nie jest wcale aż tak widoczne. Wszystko dlatego, że w przeciwieństwie do historii przedstawionej przez Candace Bushnell, “W butach Valerii” opisuje życie kobiet takich my, a nie takich, które latając z językiem na wierzchu za facetami, a w ciągu dnia obkupują się w salonach Prady oraz Versace. Jedyną rzeczą łączącą obie powieści jest fakt, że opisują one losy czterech przyjaciółek.

Kobietki powiem wam jedno - “W butach Valerii” to absolutny must-read tegorocznych wakacji! Bez względu na to, czy będziecie czytać tę książkę na domowym tarasie czy na egzotycznej plaży, będziecie się bawić równie dobrze Mam wielką nadzieję, że jeszcze w tym roku ukaże się kolejny tom przygód bohaterek, bo ja już nie mogę się doczekać poznania ich dalszych losów.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu  Literackiemu:
undefined

12:31

"Dla Ciebie wszystko" - Katarzyna Michalak

Tytuł: Dla Ciebie wszystko
Autor: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania:
Liczba stron:
Tematyka: Literatura współczesna, piękna
Ocena: 7/10

Co byłbyś w stanie zrobić dla miłości? Zataić prawdę, ukrywać przestępcę, wykraść nieswoje dziecko? Jak się okazuje człowiek zakochany jest zdolny do wszystkiego. Nawet do rzeczy, które w normalnych okolicznościach uznałby za nieodpowiednie czy nawet szalone. Ania Kraska, zwana również Anią z Jabłoniowego Wzgórza, jest świetnym przykładem tej reguły. Młoda lekarka, znana ze swojego logicznego myślenia i dojrzałości pod wpływem zauroczenia młodym oraz szeroko poszukiwanym hakerem dokonuje czynów, które są całkowicie niepodobne do tej uporządkowanej kobiety.

Powieści Katarzyny Michalak mają to do siebie, że wywołują w czytelniku wiele różnych emocji. W „Dla Ciebie wszystko” znajdziemy historię czteroletniego Piotrusia, która wręcz wyciska łzy w oczu, historię zrozpaczonej Danki, której trudno nie współczuć, a także trzymającą w napięciu historię Daniela van der Welta a także wiele innych. Ja osobiście najchętniej czytałam wątek poświęcony kiełkującej miłości Ani i jej „pacjenta”, która musiała stawić czoła wielu przeciwnościom losu. Nie będę wchodzić głębiej w szczegóły, aby nie zabierać wam przyjemności z czytania.

Jedyny mankament, który najbardziej przeszkadzał mi w lekturze książki to nieco wyolbrzymiona i przewidywalna fabuła, ale tylko pod pewnym względem. Mianowicie od samego początku było wiadome, że dwójka bohaterów się w sobie zakocha, a że stanowi to jeden z główniejszych wątków całej powieści to zabrało to historii istotną nutę niepewności. Ponadto, samo spotkanie poszukiwanego w wielu krajach hakera z delikatnie mówiąc „mało znaczącą lekarką” oraz ich wspólny wyjazd do Stanów i ciągłe podróżowanie wydaje się mało prawdopodobne. No cóż, czasami jednak czytelnik potrzebuje takich nieco nierealistycznych historii, aby uwierzyć, że wszystko jest możliwe.

„Dla Ciebie wszystko” to połączenie dwóch gatunków literackich: sensacyjnego i obyczajowego. Muszę przyznać, że owa fuzja bardzo się autorce udała. Cała fabuła stanowi spójna jedność. Jakby tego było mało, Katarzyna Michalak porusza bardzo istotny społeczny problem jakim jest zachowanie szpitalnej obsługi czy urzędowa biurokracja.

Mimo że najnowsza powieść Katarzyny Michalak wchodzi w skład Owocowej serii to można ją czytać bez znajomości wcześniej wydanych tomów (tutaj dodam konkretnie, że poprzedniczką owej powieści jest książka „W imię miłości”). Jestem przekonana, że każda książka z wyżej wymienionego cyklu przypadnie do gustu fankom typowej literatury kobiecej. Może nie są to arcydzieła, jednak mocno wciągają i zasługują na uwagę.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu  Literackiemu:
undefined
                  --------------------------------------------------------------------------
  Zapraszam również do udziału w URODZINOWYM LOSOWANIU!!

08:30

"W szpilkach na tropie" - Rebecca Jane

Tytuł: W szpilkach na tropie
Tytuł oryginału: The Real Lady Detective Agency. A True Story
Autor: Rebecca Jane
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: czerwiec 2014
Liczba stron: 348
Tematyka: Literatura współczesna
Ocena: 8/10

Czytając książki nie raz zdarza mi się sytuacja, że uosabiam się z główną bohaterką powieści. Lubię wyobrażać sobie siebie w różnych rolach. Byłam już wampirem, wilkołakiem, sierotą, superbohaterką itp. a dzięki Rebecce Jane przez krótki czas miałam okazję wcielić się w prywatnego detektywa.

Od samego początku pokochałam główną bohaterkę utworu “Szpilki na tropie” jak i jej przezabawne przyjaciółki. Dzięki nim odkryłam wszystkie zakamarki życia prywatnego detektywa. Zaczynając od zalet, do których można zaliczyć podróże, pełne przepychu przyjęcia oraz pobyty w luksusowych hotelach, kończąc na nocnych telefonach od klientów i dziesiątkach, nudnych godzin przesiedzonych w samochodzie. Muszę przyznać, że cała powieść jest niezwykle dobrze napisana. Akcja toczy się płynnie, język jest przystępny dla każdego czytelnika, a całość nadzwyczaj wciągająca.

Niezwykle spodobał mi się sposób, w jaki autorka oraz tym samym założycielka Damskiej Agencji Detektywistycznej, podeszła do swojej nowej pracy. Jej celem była przede wszystkim pomoc zdesperowanym klientom, a nie zdarcie z nich jak największej sumy pieniędzy za usługi. Do każdego problemu Rebecca podchodzi w indywidualny sposób, nie bagatelizuje nawet najbardziej “nieprawdopodobnej” historii. Bohaterka, bazując na osobistych doświadczeniach, wie, że nawet niewiarygodna opowieść może okazać się prawdziwa. A jej dochodzenia tylko to potwierdzają.

Najlepsze w całej powieści jest to, że bazuje ona na prawdziwych wydarzeniach! Każda zarówno zabawna jak i wzruszająca sytuacja opisana w książce miała miejsce w rzeczywistości. Ponadto akcja utworu toczy się w Wielkiej Brytanii, gdzie od ponad roku mieszkam, dlatego mogłam jeszcze bardziej wczuć się w fabułę. Jakby tego było mało, jedna z “misji” bohaterek odbywała się w mieście, w którym obecnie przebywam.

Lektura debiutanckiej powieści Rebeccki Jane mnie oczarowała, brytyjka pokazała, że kobiety potrafią śledzić równie dobrze (a nawet lepiej) niż mężczyźni. Z miłą chęcią zapoznałabym się z dalszymi losami autorki. Jestem ciekawa jak potoczyło się dalej jej życie, a także niezwykle interesują mnie dalsze losy całej organizacji jaką jest Damska Agencja Detektywistyczna. 

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu  Literackiemu:
undefined

17:02

"Wszechświat kontra Alex Woods" - Gavin Extence

Tytuł: Wszechświat kontra Alex Woods
Tytuł oryginału: The Universe Versus Alex Woods
Autor: Gavin Extence
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: kwiecień 2014
Liczba stron: 416
Tematyka: Literatura zagraniczna, współczesna
Ocena: 9/10

Na reszcie! Opłacało się czekać tak długo. W końcu po raz kolejny natrafiłam na powieść, która całkowicie mnie pochłonęła. Książka “Wszechświat kontra Alex Woods” z całą pewnością zostanie zaszufladkowana jako “ulubiona” oraz “warta ponownego przeczytania”. Drugiej tak fantastycznej powieści należy szukać ze świeczką w ręku.

Sięgając po nowy utwór z nakładu Wydawnictwa Literackiego przeczuwałam, że czeka mnie coś wyjątkowego, nie spodziewałam się jednak tak dopracowanego i wartościowego dzieła, jakie otrzymałam. Na pierwszy rzut oka zarówno okładka jak i sam tytuł nasuwały mi skojarzenia ze średniego typu literaturą młodzieżową z elementami fantasy. Aczkolwiek wstępne rozdziały szybko pokazały, że byłam w ogromnym błędzie.

Gavin Extence wykreował nie tylko świetną sylwetkę tytułowego bohatera, ale także otoczył go szeregiem innych, godnych uwagi postaci drugoplanowych. Prócz tego zaczynając lekturę, zupełnie nie spodziewałam się następującego przebiegu akcji. Byłam wręcz przekonana, że fabuła skupi się na Alexie oraz wydarzeniach związanych z uderzeniem mateorytu. Tymczasem wątek ten pełnił istotną rolę w utworze, ale nie był jej sednem.

Wydaje mi się, że najważniejszym elementem tej ksiażki jest przesłanie, jakie ona za sobą niesie. Angielski pisarz w swoim utworze porusza wiele interesujących i dyskusyjnych kwestii takich jak prawo do świadomej śmierci czy szkolna hierarchia uczniów. Jeśli chodzi o ten pierwszy temat to od zawsze popierałam tezę, przedstawioną przez Gavina Extence. Ponadto prócz spraw do przemyśleń autor poznaje też czytelnika z różnymi naukowymi zagadnieniami z najróźniejszych dziedzin.

Z wielką niecierpliwością czekam aż Gavin Extence napisze kolejną powieść. Jestem przekonana, że autor z tak niebywałym talentem oraz olbrzymią wyobraźnią stworzy jeszcze nie jedną fantastyczną historię.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu  Literackiemu:
undefined

13:40

"Zbyt wiele szczęścia" - Alice Munro

Tytuł: Zbyt wiele szczęścia
Tytuł oryginału: Too much happiness
Autor: Alice Munro
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: wrzesień 2013
Liczba stron: 416
Tematyka: Opowiadania, Literatura zagraniczna
Ocena: 7/10

Alice Munro to zdecydowanie jedna z moich ulubionych pisarek. To dzięki niej przekonałam się do opowiadań, do których wcześniej byłam dość negatywnie nastawiona i to dzięki jej historiom zainteresowałam się Kanadą, która w większość opowiadań jest głównym miejscem rozwoju akcji.

Cały czas się zastanawiam dlaczego Alice Munro nie zdecyduje się napisać pełnej powieści, a nie tylko krótkich opowiadań. Wyraźnie widać, że autorka ma bogatą wyobraźnie i fantastyczny styl pisania, więc stworzenie całej fabuły od początku do końca nie byłoby dla niej problemem. Jednak z drugiej strony, opowiadania mają w sobie coś magicznego. Nie jesteśmy pewni, co miało miejsce przed opisywanymi zdarzeniami, ani jak konkretnie potoczyły się losy bohaterów w przyszłości. Według mnie to właśnie tej tajemniczości kandyjska pisarka zyskała swoją popularność.

Niestety, ale muszę stwierdzić, że ze wszystkich książek autorstwa Alice Munro ten zbiór opowiadań podobał mi się najmniej. Nie dlatego, że styl pisania kanadyjskiej pisarki nagle znacznie się pogorszył, wręcz przeciwnie jej dobór słów i sposób nakreślania sytuacji dalej jest znakomity, jednak w przypadku “Zbyt wiele szczęścia” tematyka opowiadań niezbyt trafiła w mój gust. Historie zaprezentowane w tym utworze były dość … dziwne, pomysłowe ale dziwne.

Jeśli miałabym wybrać swoje ulubione opowiadanie z całego zbioru z pewnością byłaby to “Twarz”. Przedstawiona historia, początkowo wydawała mi się mało interesująca, jednak wraz z rozwojem akcji moje zaciekawienie wzrastało. Dodatkowo wydarzenia mające miejsce w życiu głównego bohatera tego opowiadania były bardzo wzruszające. Najmniej natomiast podobała ,o się historia zatytuowana “Las, która według mnie była zanadto wyolbrzymiona.

Jestem przekonana, że żaden fan twórczości Alice Munro nie przejdzie obojętnie koło tego zbioru opowiadań. Jednak osobom, które do tej pory jeszcze nie miały styczności z pisarką zwaną “kanadyjskim Czechowem” na sam początek poleciłabym jednak inny tom spod pióra tej autorki.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu  Literackiemu:
undefined
----------------------------------------
Bardzo dziękuję za wszystkie miłe komentarze i życzenia pod poprzednim postem. Egzamin już za mną, a wyniki za dwa tygodnie. Miejmy nadzieję, że udało mi się zdobyć wymaganą ilość punktów ;)

19:14

"Spacer w parku" - Jill Mansell

Tytuł: Spacer w parku
Tytuł oryginału: A Walk in the Park
Autor: Jill Mansel
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: październik 2013
Liczba stron: 528
Tematyka: Literatura współczesna, piękna, zagraniczna
Ocena: 8/10

Obecnie nastoletnie dziewczyny w ciąży nie są żadnym szczególnym zjawiskiem. Wydaje mi się, że większość z nas ma w swoim otoczeniu przynajmniej jedną taką nastolatkę, która pomimo młodego wieku odgrywa już rolę mamy. Kiedyś natomiast takie sytuacje były raczej rzadko spotykane, dlatego więc Lara Carson po osiemnastu latach nieobecności niechętnie wraca do rodzinnego miasta Bath. Bohaterka nie chce mieć nic wspólnego z miejscowością, w której nie przytrafiło się jej nic dobrego i nie podoba jej się myśl o konfrontacji ze starymi znajomymi. Jednak namowy jej córki przyczyniają się do tego, że kobieta decyduje się zamieszkać w odziedziczonym po śmierci ojca domu.

“Spacer w parku” to jedna z nielicznych książek, która pomimo dość typowej i raczej niewymyślnej fabuły niesamowicie mnie wciągnęła. Przeczytanie całej powieści zajęło mi zaledwie półtora dnia, a jestem przekonana, że gdyby nie fakt, że miałam jednego popołudnia wiele spraw do załatwienia, to lektura tego utworu zajęłaby mi około kilku godzin. Przyznam, że nie spodziewałam się, że ta dość błaha historia aż tak bardzo mnie zaciekawi. Dowodzi to jedynie temu, że Jill Mansel ma ogromny talent do przedstawiania nawet zwykłej opowieści w magiczny sposób. Jej styl pisania naprawdę zasługuje na uznanie.

Jill Mansel w swojej najnowszej książce nie skupiła się tylko i wyłącznie na opisie życia głównej bohaterki Lary Carson. „Spacer w parku” zawiera też historię paru innych, związanych z tą kobietą osób. Przykładem mogą być tutaj: Evie, którą nazywam w myślach „uciekającą panną młodą”, Gigi – wkraczająca w dorosłość córka Lary lub też Flynn – szkolna miłość bohaterki. Wszystkie te postacie wywarły przeogromny wpływ na życie i decyzje, które podejmowała Lara.

W powieści nie zabrakło również dobrego humoru. Niejednokrotnie śmiałam się z tekstów i zabawnych sytuacji, które spotykały Harrego. Ten wbrew pozorom poważny bohater mógł się poszczycić szeregiem niecodziennych przygód. Jednak trochę na wyrost wydał mi się wątek związany z amerykańskim celebrytą. Po prostu trudno mi uwierzyć w możliwość takiego niewiarygodnego zbiegu okoliczności i dodatkowo chęci nawiązania kontaktu gwiazdora ze zwykłymi, szarymi obywatelami.

Nigdy wcześniej nie słyszałam o żadnej powieści autorstwa Jill Mansel, jednak jak się okazało ta brytyjska pisarka ma już na swoim koncie nie jeden utwór. Od razu więc zaciekawiłam się innymi jej publikacjami. Z radością przyjęłam też informację o tym, że wydawnictwo literackie planuje w najbliższym czasie wydanie następnej książki pani Mansel. Jestem przekonana, że „Nie traćmy ani chwili” również wpadnie w moje ręce i będzie dla mnie kolejną wartościową lekturą.


Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu  Literackiemu:
undefined

12:37

"Przyjaciółka z młodości" - Alice Munro

Tytuł: Przyjaciółka z młodości
Tytuł oryginału: Friend of my Youth
Autor: Alice Munro
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania:  wrzesień 2013
Liczba stron: 436
Tematyka: Opowiadania, Literatura zagraniczna
 Ocena: 8/10

Twóczość Alice Munro zachwyciła mnie od samego początku.  Już pierwsza książka spod pióra tej kanadyjskiej literatki przekonała mnie o tym, że jej opowiadania będą należały do moich ulubionych i z wielką chęcią będę po nie sięgać w przyszłości. Autorka w swoich książkach porusza tematy znane każdemu człowiekowi, począwszy od miłości na śmierci i cierpieniu kończąc. Ponadto pisarka często zwraca uwagę na relacje międzyludzkie, dogłębnie je analizuje i  weryfikuje, co staje się  tematem do wielu refleksji oraz przemyśleń.

Każde z opowiadań autorki jest prawdziwym, małym dziełem sztuki.  W mgnieniu oka odbiorca przerzuca kolejne strony utworu i z zainteresowaniem śledzi losy coraz to nowych bohaterów.  Ich życie staje się na krótką chwilę życiem samego czytelnika, który odczuwa te same emocje i rozterki. Podkreślić należy fakt, że postacie, wykreowane przez autorkę, są nadzwyczaj realistyczne i można byłoby wręcz pokusić się o porównanie ich do „zwykłego, szarego Kowalskiego” . To własnie dlatego odbiorca  z taką łatwością wczuwa się w sytuacje osób, o których czyta.

Pierwsze i zarazem tytułowe opowiadanie zdecydowanie mogę nazwać swoim ulubionym. Historia dwóch sióstr Elli i Flory dogłębnie mną wstrząsnęła. Z oburzeniem śledziłam losy Roberta, który bez żadnych emocji czy wyrzutów sumienia, zmieniał swoje życiowe partnerki jak rękawiczki. W czasie lektury kolejnych dziewięciu opowiadań, jakie autorka zawarła w „Przyjaciółce z przeszłości”, również nie raz zdarzało mi się łapać za głowę z przejęcia czy też śmiać się razem z bohaterami.

Proza Alice Munro ma swój wyjątkowy, powtarzający styl. Na zaledwie kilkudziesięciu stronnicach autorka jest w stanie zawrzeć niezliczoną ilość przeżyć i uczuć. Ponadto pisarka w każdej ze swoich książek posługuje się prostym, zrozumiałym językiem, a akcja opowiadań jest statyczna i nieśpieszna, dzięki temu możemy bardziej wnikliwie poznać bohaterów i otaczającą ich rzeczywistość. 

Po lekturze „Przyjaciółki z młodości” wciąż czuję niedosyt i z niecierpliwością wyczekuję kolejnych polskich publikacji dzieł pani Munro. Z całą pewnością będą one stanowiły prawdziwe perełki w  mojej domowej biblioteczce.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu  Literackiemu:

09:36

"Lekcje Madame Chic" - Jennifer L.Scott

Tytuł: Lekcje Madame Chic
Tytuł oryginału: Lessons from Madame Chic
Autor: Jennifer L.Scott
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: lipiec 2013
Liczba stron: 296
Tematyka: Poradnik
Ocena: 6/10

Kobiety z którego kraju na świecie są najczęściej podziwiane i najchętniej naśladowane? Oczywiście z Francji! Ludzie zachwycają się ich nienagannymi figurami, wyrafinowanym stylem bycia i wykwintną kuchnią. Jennifer Scott, która znalazła się w Paryżu w wyniku wymiany studenckiej, również zachłysnęła się francuskimi obyczajami i wzorami zachowań. Jej pobyt w mieście miłości zaowocował nie tylko zmianami w jej osobistym życiu, ale i wydaniem użytecznego poradnika „Lekcje Madame Chic”.

Tytułowa Madame Chic to w rzeczywistości kobieta, w domu której zatrzymała się autorka w trakcie swojej zagranicznej podróży. Mając do czynienia przez ponad rok z zupełnie odmienną kulturą, autorka zauważyła wyraźną różnicę pomiędzy mentalnością Francuzek a swoich rodaczek. Przebywając pod jednym dachem z panią Chic i jej rodziną, Jennifer nauczyła się tego, jak wygląda życie prawdziwej damy i zasłużonej gospodyni. Nagromadziła duże ilości wytycznych, którymi teraz dzieli się z czytelnikami.

Owszem, w „Lekcjach Madame Chic” znajdziemy wiele pożytecznych rad, które możemy wykorzystywać w codziennym życiu, jednak są one powszechnie znane. Chyba nikomu nie jest obca informacja jakoby ruch na świeżym powietrzu był znacznie lepszym sposobem na utrzymanie szczupłej sylwetki niż podróżowanie samochodem. Prócz szeroko wiadomych faktów w książce znajdziemy również sporą liczbę powtórzeń, które wyraźnie rzucają się w oczy. Nie raz i nie dwa to samo zdanie pojawia się zaledwie parę linijek tekstu dalej, aby później przy podsumowaniu działu zostać powtórzone po raz kolejny.

Zgadzam się. Od Francuzek rzeczywiście możemy się sporo nauczyć, ale bez przesady! Nie popadajmy w skrajności. Jestem przekonana, że mieszkanki Francji wcale nie są „alfą i omegą” w każdej kategorii życia (a tak niestety zostały tu przedstawione). Na pewno i one mogłyby wynieść wiele dobrego z obserwowania innych kultur. W końcu nikt tak naprawdę nie jest idealny.

Wrócę jednak z powrotem do rodziny Chic. W czasie lektury tego poradnika ich życie wydawało się zwyczajnie nudne. Codzienna rutyna oraz niezmienne od lat nawyki na dłuższą metę mnie osobiście wprawiłyby w przygnębienie i marazm. Dodatkowo jestem przekonana, że niewiele francuskich rodzin dalej prowadzi taki dość staromodny styl życia, który jest opisany w powyższej książce. Jakby nie patrzeć, zjawisko „globalnej wioski” dosięga wszystkich.

Kogo przede wszystkim widziałabym przy lekturze „Lekcji Madame Chic”? Głównie świeże mężatki, które wraz z partnerem pragną stworzyć wyjątkowo klimatyczny i elegancki dom. Raczej trudno mi wyobrazić sobie nastolatki czerpiące garściami wiedzę z tej książki. 

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu  Literackiemu:

09:04

PRZEDPREMIEROWO "W imię miłości" - Katarzyna Michalak

Tytuł: W imię miłości
Autor: Katarzyna Michalak
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: 14 sierpień 2013
Liczba stron: 280
Tematyka: Literatura piękna, polska, współczesna
Ocena: 7/10

Dzieciństwo zazwyczaj kojarzone jest z beztroską, wesołą zabawą z przyjaciółmi i pysznymi obiadami, przygotowanymi przez mamę. Jednak dla Ani, głównej bohaterki najnowszej książki Katarzyny Michalak, ten błogi okres przynosi więcej smutków aniżeli radości. Porzucona przez ojca, nie mająca żadnej bliżej rodziny, dziesięcioletnia dziewczynka musi z dnia na dzień wydorośleć i przejąć na siebie praktycznie wszystkie domowe obowiązki. Wszystko po to, aby pomóc śmiertelnie chorej matce. Aczkolwiek, gdy jej rodzicielka w ciężkim stanie trafia do hospicjum, bohaterka za wszelką cenę chce uniknąć pobytu w sierocińcu, dlatego decyduje się na wizytę w domu dziadka, który siedem lat wcześniej bezpardonowo wyrzucił ją i jej matkę za drzwi.

„W imię miłości” to niezwykła historia, pełna emocji i niespodzianek. Nie da się ukryć, że lektura historii „Ani z Jabłoniowego Wzgórza” bardzo mnie poruszyła, a w moich oczach wielokrotnie pojawiały się łzy wzruszenia. Tylko dogłębnie nieczułej osoby nie ujmie ta niecodzienna opowieść o dziecku, które mimo wszelkich przeciwności losu nie załamuje się i trwale dąży do osiągnięcia wyznaczonych sobie celów.

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Katarzyny Michalak muszę przyznać za nadzwyczaj udane. Styl pisania autorki niesamowicie mnie zaskoczył. Dawno nie czytałam tak znakomicie skonstruowanej i przedstawionej polskiej powieści. Fantastyczni i nadzwyczaj realistyczni bohaterowie oraz niebywała atmosfera to jedne z wielu atutów książki. Dodatkowo rewelacyjne, ale co najważniejsze nie za długie opisy otaczającej przyrody, znacząco uprzyjemniały lekturę powieści.

W swojej recenzji nie mogę wręcz ominąć jednego, jedynego faktu, który zepsuł mi całą lekturę książki. A o co konkretnie chodzi? Jeśli nie wiadomo o co chodzi, w grę wchodzą oczywiście pieniądze. Nigdy nie uwierzę, że jeden z bohaterów był w stanie zapłacić tak ogromną kwotę, aby ratować życie matki Ani. Suma ta choć była niewyobrażalnie wysoka, została zdobyta praktycznie bez żadnych problemów. Myślałam, że po prostu „oczy wyjdą mi z orbit”, gdy o tym przeczytałam.

Muszę też przyznać, że porównanie powieści pani Michalak do książki „Ania z Zielonego Wzgórza” było bardzo pochopne i raczej nietrafne. Owszem obie bohaterki dzielą to samo imię, mają może nawet minimalnie podobny sposób bycia, jednak ich życiorys i motywy postępowania nie pokrywają się. Zresztą, co tu dużo mówić, utwór Lucy Maud Montgomery jest kultowy i jedyny w swoim rodzaju.

Mimo wszystko „W imię miłości” nie zawiodło mnie, a wręcz przeciwnie – pozytywnie zaskoczyło i pozostawiło uczucie niedosytu. Książkę tę z pewnością można określić mianem wartościowej i ujmującej. Jestem przekonana, że lektura innych powieści spod pióra Katarzyny Michalak mnie nie ominie.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu  Literackiemu:

08:06

"Kocham Nowy Jork" - Isabelle Lafléche

Tytuł: Kocham Nowy Jork
Tytuł oryginału: J'adore New York
Autor: Isabelle Lafléche
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: lipiec 2013
Liczba stron: 388
Tematyka: Literatura współczesna, zagraniczna
Ocena: 6/10

Praca to nieodłączny element ludzkiego życia. Zapewnia człowiekowi źródło utrzymania, życiową satysfakcję oraz bezpieczny byt. Nie zawsze jednak zawód, jaki wykonujemy, jest tym o którym marzyliśmy. Nie raz i nie dwa okazuje się, że podjęta profesja jest naszym przekleństwem i w żaden sposób nie daje nam spełnienia. Nawet jeśli początkowo wydaje nam się, że jest inaczej.

Zafascynowana modą trzydziestoletnia prawniczka z Paryża po sześciu latach pracy w lokalnej kancelarii wreszcie dostaje awans i zostaje przeniesiona do fili korporacji w Nowym Jorku. Tutaj Catherine ma szansę się wykazać umiejętnościami i zaangażowaniem, wszystko po to aby otrzymać nominację na „partnera”, wymarzoną posadę każdego prawnika. Jednak, aby tego dokonać bohaterka musi bezwzględnie poświęcić życie prywatne na korzyść kariery zawodowej. Czy jednak praca w pełnej przekrętów i intryg kancelarii jest tym, co Catherine zawsze chciała robić?

Choć z tyłu okładki znajdziemy wiadomość jakoby „Kocham Nowy Jork” można byłoby porównać do słynnego „Pamiętnika Bridget Jones” czy też znanego serialu „Ally McBell”, ja byłabym raczej zdystansowana do tego typu informacji. Rzeczywiście może występują drobne podobieństwa, na podstawie których wysunięto owe wnioski, jednak i tak bohaterka powieści Helen Fielding wciąż pozostaje bezkonkurencyjna. Isabelle Lafléche z pewnością musi jeszcze popracować nad swoich literackim warsztatem, ażeby osiągnąć poziom dorównujący jej angielskiej koleżance po fachu.

Początek książki dla przeciętnego czytelnika może wydawać się odrobinę nużący, występuje w nim bowiem typowy prawniczy żargon, który raczej nie należy do nadzwyczaj interesujących. Co więcej liczne fragmenty mówiące o tym, ile to czasu bohaterka nie spędza w swojej kancelarii, w pewnej chwili stały się wręcz usypiające. Całe szczęście w odpowiednim momencie akcja należycie się rozkręciła i wciągnęła mnie bez reszty. Dodatkowo całym sercem pokochałam przyjaciela i zarazem asystenta Catherine, Rikasha. Bohater ten wniósł do utworu wiele humoru i zabawnych wątków.

Sięgając po „Kocham Nowy Jork” byłam przygotowana na małą lekcję mody. W recenzjach, które dane mi było czytać, wielokrotnie spotykałam się z opiniami jakoby panujące trendy były jednym z głównych tematów, pojawiających się w książce. Tymczasem mody znajdziemy tu tyle co kot napłakał. Od razu widać, że autorka raczej nie jest na czasie z trendami. Inaczej z pewnością uraczyłaby czytelnika jakimiś wyszukanymi opisami ubrań bądź stylizacji bohaterki. Aczkolwiek jedyne przedstawienia stroju kobiety ograniczają się do określeń typu: „czerwony kostium Diora”, „turkusowa torebka” i oczywiście zachwytów innych postaci nad jej niezwykle gustowną aparycją. Cóż za bogata szczegółowość! Dodatkowo niesamowicie zirytował mnie fakt, że praktycznie wszystkie zapierające dech w piersiach kreacje, jakie już znajdziemy w powieści, musiały być kupione w sklepie Diora. Jakby na świecie nie było innych projektantów!

Mimo wszystko powieść Isabelle Lafléche jest bardzo absorbującą historią, która bez wątpienia umili nam nie jedno wakacyjne popołudnie. Nie pozostaje nam nic innego jak tylko położyć się z książką w promieniach słońca i oddać się przyjemnej lekturze.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu  Literackiemu:
 --------------------------------------------------------------------------   
Przypominam również o WAKACYJNYM LOSOWANIU !
Copyright © 2014 . . . Public - Reading . . . , Blogger