Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Science Fiction. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Science Fiction. Pokaż wszystkie posty

14:35

"Tuf Wędrowiec" - George R. R. Martin

Tytuł:
Tuf Wędrowiec
Tytuł oryginału: Tuf Voyaging
Autor: George R. R. Martin
Wydawnictwo: Zysk i S-Ka
Data wydania: październik 2014
Liczba stron: 460
Tematyka: Fantastyka, Science Fiction
Średnia ocena: 5/10
 
Przed tysiącem lat galaktyki przemierzały ogromne statki kosmiczne należące do Inżynierskiego Korpusu Ekologicznego. Te imponujące wehikuły nie tylko przechowywały na swoich pokładach niezliczone próbki materiałów genetycznych zwierząt, roślin, bakterii i wirusów, lecz również pełniły funkcje militarne. Wszystkie, jak powszechnie sądzono, zostały zniszczone wieki temu. Niespodziewanie prosty międzygalaktyczny kupiec, Haviland Tuf, wchodzi w posiadanie jednego z tych legendarnych statków, zwanego „Arką”. Za jego pomocą wyrusza w podróż po galaktyce, niosąc pomoc planetom w potrzebie… choć, rzecz jasna, nie czyni tego bezinteresownie.

Haviland Tuf to postać wyjątkowo nietuzinkowa, zarówno pod względem wyglądu, jak i osobowości. Ekscentryczny, elokwentny i obdarzony błyskotliwym umysłem, łączy w sobie cechy dyplomaty, naukowca i filozofa. Po przejęciu Arki szybko postanawia porzucić handel na rzecz nowej profesji - zostaje inżynierem ekologiem. Przyznam, że mam słabość do bohaterów obdarzonych inteligencją i ciętym językiem, dlatego Tuf od razu zdobył moją sympatię. Nie da się jednak ukryć, że momentami jego zachowanie potrafiło irytować,  szczególnie wtedy, gdy wydawał się postrzegać siebie jako istotę niemal boską, a innych traktował jak półgłówków.

„Tuf Wędrowiec” to zbiór opowiadań po raz pierwszy wydany w 1986 roku, czyli na długo przed pojawieniem się kultowej serii Pieśń Lodu i Ognia. Czytelnicy znający George’a R.R. Martina wyłącznie z „Gry o tron” mogą być więc zaskoczeni, gdyż “Tuf Wędrowiec” to zupełnie inna historia, zarówno pod względem stylu, jak i nastroju. Brakuje tu mroku, brutalności i politycznych intryg, z których słynie późniejsza twórczość autora. Zamiast tego otrzymujemy opowieść bardziej refleksyjną, miejscami humorystyczną, z elementami filozoficznej satyry.

Muszę przyznać, że choć książka nie jest zła, spodziewałam się po autorze czegoś więcej. „Gra o tron” to dzieło wręcz wybitne, podczas gdy o „Tufie Wędrowcu” mogę powiedzieć jedynie, że „jest w porządku”. Wciągnięcie się w fabułę zajęło mi trochę czasu , szczególnie pierwsze opowiadanie czytało mi się dość mozolnie. Niektóre rozwiązania fabularne również wydały mi się mało wiarygodne. Trudno mi było uwierzyć, że Tuf, posługując się wyłącznie słowami, potrafił wielokrotnie odeprzeć ataki na swój statek. Mimo tych zastrzeżeń, „Tuf Wędrowiec” pozostaje lekturą wartą uwagi, zwłaszcza dla miłośników science fiction oraz… kotów, które odgrywają w życiu bohatera niebagatelną rolę.

19:03

"Endgame. Wezwanie" - James Frey

Tytuł: Endgame. Wezwanie
Tytuł oryginału: Endgame. The Calling
Autor: James Frey, N. Johnson-Shelton
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Data wydania: październik 2014
Liczba stron: 512
Tematyka: Literatura młodzieżowa, Fantasy, Science Fiction
Ocena: 7/10

Koniec świata jest tematem często i chętnie poruszanym przez społeczeństwo. Wyznaczamy różne daty, które według nas mogłyby zwiastować nadchodzącą zagładę, a to rok 2000 - początek nowego milenium, a to rok 2012 - zakończenie kalendarza Majów, jednak do tej pory nikomu nie udało się ustalić konkretnego terminu. James Frey oraz Nils Shelton w swojej książce „Endgame”snują przed czytelnikiem wizję jakoby dzień ostateczny miał być poprzedzony serią meteorytów, której znaczenie zna tylko ograniczona ilość osób zwana Graczami. Gracze to grupa dwunastu osób w wieku od 13 do 19 z dwunastu różnych pierwotnych plemion, których zadaniem jest odnaleźć klucze Ziemi i … pozabijać się nawzajem. Zwycięzca czyli jedyna osoba, która przeżyję zapewni sobie i swojemu ludowi przetrwanie.

Przyznam szczerze, że „Endgame” nie wciąga od pierwszych stron, powieść od samego początku wydaje się jakaś taka … dziwna. Bohaterowie wydają się jakby z innej epoki, dodatkowo przypisane im są jakieś dziwne znaczki (których znaczenie do samego końca nie jest wyjaśnione) a jakby tego było mało książka zawiera niezrozumiałe ciągi cyfr czy też zupełnie niezwiązane z niczym (przynajmniej dla mnie) ilustracje. Jak się okazuje te niejasne elementy nie są takie przypadkowe. Jak czytamy z tyłu okładki: „Odszukuj wskazówki. Rozwiązuj łamigłówki” i bowiem osoba, która rozgryzie dane zagadki wygra 100 00 dolarów! Czyli naprawdę warto trochę pogłówkować i dać się wciągnąć do zabawy.

Mimo niezbyt ciekawego rozpoczęcia książki nie powinniśmy się do niej zniechęcać, ponieważ dalej jest już tylko lepiej i lepiej. Akcja nabiera takiego tempa, że nie sposób się od niej oderwać. Sama byłam zdziwiona jak bardzo chciałam dowiedzieć się „co będzie dalej?”, gdy nie byłam w stanie akurat kontynuować lektury. Wszystkie początkowe mankamenty i „dziwadła” przestały mi jawić się jako minusy, a zaczęły stanowić zalety powieści. To właśnie one bowiem sprawiają, że „Endgame” jest tak wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju.

Jak wyżej wspomniałam akcja powieści toczy się wokół aż 12 głównych bohaterów. Każdy z nich ma szanse przedstawić historię ze swojego punktu widzenia, jednak to Sara Alopay najczęściej pełni funkcję narratora. Osobiście, taki stan rzeczy bardzo mi odpowiadał, bo właśnie tę postać polubiłam najbardziej, chyba dlatego że była najmniej agresywna ze wszystkich. Jak możecie się domyślić inni Gracze byli wytrenowanymi i żądnymi krwi zabójcami. Co ciekawe, te bezwzględne jednostki były też zdolne do okazywania uczuć i w poszczególnych przypadkach niesienia pomocy.

Z twórczością Jamesa Freya spotkałam się już dobrych parę lat temu przy lekturze „Milionach małych kawałków”. Książka ta zrobiła na mnie niesamowite wrażenie i do tej pory jest jedną z najlepszych, jakie kiedykolwiek czytałam. „Endgame” w żadnym stopniu nie przypomina wyżej wspomnianej powieści. Odbiega od niej tematyką, stylem pisania, a także grupą odbiorców, do których jest adresowana. Gdybym nie wiedziała, że zarówno „Milion małych kawałków” jak i „Endgame” wyszło spod pióra tego samego autora, w życiu nie przyszłoby mi na myśl, że obie te powieści mogą być ze sobą w jakikolwiek sposób powiązane. Jest jednak jedna rzecz, która je łączy, mianowicie: obie są bardzo dobre!

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu SQN:

18:57

"Ender"- Lissa Price

Tytuł: Ender
Tytuł oryginału: Enders
Autor: Lissa Price
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 9 wrzesień 2015
Liczba stron: 400
Tematyka: Literatura młodzieżowa, Science fiction
Ocena: 6/10

Wydawać by się mogło, że koszmar Callie związany z udziałem w projekcie „wypożyczenia ciał” dobiegł końca wraz ze zburzeniem siedziby Prime Destination, jednak jak się okazuje szef firmy Brockman ma co do dziewczyny inne plany. Wciąż nawiedza ją w jej własnych myślach za pomocą wyjątkowego, zmodyfikowanego chipu, jaki nosi w sobie. Chce pozyskać zarówno urządzenie jak i Callie, aby wykorzystać ich do swojego nowego, mrocznego projektu.

Drugi tom serii autorstwa Lissy Price nie był aż tak emocjonujący jak pierwszy. Największych wrażeń dostarczała według mnie nowa postać - Hayden, który jak się okazało skrywa w sobie wiele tajemnic. Inni bohaterowie natomiast, w szczególności ci nowi, zostali potraktowani bardzo pobłażliwie. Nie chodzi tu tylko o opis ich charakteru czy wyglądu, ale i udział w wydarzeniach. Można by rzec, że w „Enderze” akcja toczy się jedynie wokół trzech postaci: Callie, Haydena i jego ojca. Cała reszta stanowi dla nich tylko tło.

Często zdumiewała mnie wręcz głupota głównej bohaterki. Wciąż powielała te same błędy i nie wyciągała żadnych wniosków ze swoich wcześniejszych doświadczeń. Dobrze wiedziała, że Stary Człowiek zastawia na nią liczne pułapki, namierza jej chipa, a ona mimo wszystko nie zachowywała żadnej ostrożności i to właśnie z jej nierozwagi wynikały wszystkie kłopoty, w jakie się pakowała. Z drugiej strony, gdyby nie jej bezmyślność, mało co by się w książce działo.

Charakterystyczną cechą serii jest surowość otoczenia, w którym rozgrywają się wydarzenia. Młodzież wychowuje się bez rodziców, żyje w nędzy, zamieszkuje pustostany i walczy o jedzenie, jedynie nieliczni cieszą się protekcją dziadów, dzięki czemu mogą sobie pozwolić na luksusy. Dysproporcja pomiędzy pierwszą i drugą częścią nastolatków jest przeogromna.

Tak samo jak w przypadku „Startera” - „Ender” może pochwalić się świetną srebrzystą oprawą graficzną, która idealnie pasuje do okładki części poprzedniej. Bądź co bądź „Ender” nie jest najgorszą kontynuacją i gdyby autorka zdecydowała się opisać dalsze przygody Callie w kolejnym tomie to jestem przekonana, że na pewno bym po niego sięgnęła. Liczyłabym wtedy na rozwinięcie wątku romantycznego pomiędzy Callie i Haydenem, ponieważ w tej części bohaterowie nie mieli zbyt wielu sposobności do rozwinięcia rodzącego się uczucia, ponadto schorzenie chłopaka skutecznie to utrudniało.  

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros:

12:35

"Starter" - Lisa Price

Tytuł: Starter
Tytuł oryginału: Starters
Autor: Lissa Price
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: kwiecień 2015
Liczba stron: 400
Tematyka: Literatura młodzieżowa, Science fiction
Ocena: 8/10

Ludzkość cały czas dąży do uzyskania wiecznej młodości. Do tej pory nie udało się odkryć żadnego magicznego eliksiru, który zapewniłby nam wiosnę życia na stałe. Społeczeństwo posiłkuje się zatem licznymi zabiegami upiększającymi oraz chirurgią plastyczną. Być może w przyszłości tego typu działania nie będą nam już potrzebne, powszechne zato stanie się tzw wypożyczanie ciał. Taką wizję roztacza przed nami Lissa Price w swojej debiutanckiej powieści. 

Callie wraz ze swoim bratem i najlepszym przyjacielem po epidemii, która uśmierciła nie tylko jej rodziców, ale i wszystkich cywili w wieku średnim, zmuszona jest żyć na ulicy, znajdując schronienie w opuszczonych budynkach. Bez pieniędzy, godnych warunków i opieki lekarskiej stan najmłodszego i zarazem jedynego żyjącego członka jej rodziny ulega pogorszeniu. Chcąc ratować braciszka, bohaterka godzi się na warunki, jakie stawia przed nią tajna organizacja o nazwie Prime Destinations. W zamian za trzy wypożyczenia swojego ciała na użytek ponad stuletnich obywateli, dziewczyna ma otrzymać sumę daleko przekraczającą jej potrzeby. Natolatka nie zdaje sobie jednak sprawy, że z Prime Destinations jeszcze nikt nie odszedł. 

Nigdy nie powiedziałabym, że “Starter” jest debiutancką powieścią amerykańskiej autorki, bowiem  książce brak jakichkolwiek mankamentów. Każdy szczegół jest dokładnie przemyślany, proces zamiany ciał dokładnie i rzetelnie wyjaśniony, a bohaterowie nadzywczaj realistyczni. Dodatkowo sam pomysł na historię jest bardzo innowacyjny. W żadnej innej powieści nie spotykałam się z takim pomysłem, na jaki wpadła Lissa Price.  Jeśli chodzi o treść to absolutnie nie mam się do czego przyczepić. Wiele osób natomiast zachwyca się okładką powieści. Nie mam pojęcia, skąd się biorą te zachwyty ponieważ mi osobiście okładka w ogóle się nie podoba. Srebna oprawa wygląda nieco tandetnie i sztucznie rzuca się w oczy. Uważam, że zagraniczne wydania są milsze dla oka.

Sięgając po “Starter” miałam duże oczekiwania i wszystkie z nich zostały spełnione. Powiem nawet więcej, zazwyczaj bardzo trudno mnie zaskoczyć, bo jestem w stanie przewidzieć, jak autor potoczy akcje książki. Tym razem jednak pisarka wielokrotnie mnie zdumiła. Nie spodziewałam się aż tylu zwrotów akcji i takiego toku wydarzeń. Za to należą się Lissie Price ogromne gratulacje. Na koniec mogę tylko powiedzieć, że wielką niecierpliwością oczekuję na wydanie kolejnego tomu z serii. 

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros:

21:29

"Monument 14. Niebo w ogniu" - Emmy Laybourne

Tytuł: Monument 14. Niebo w ogniu.
Tytuł oryginału: Monument 14. Sky on Fire.
Autor: Emmy Laybourne
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: sierpień 2014
Liczba stron: 280
Tematyka: Literatura młodzieżowa, Sciene fiction
Ocena: 6/10

Cierpienie dzieci zawsze wzbudza w człowieku największe emocje. Trudno jest patrzeć bądź też czytać jak to najmłodszych dotykają różnego typu nieszczęścia. Czternastkę uczniów zamkniętych w ogromnym hipermarkecie spotykają same przeciwności losu, oczywiście nie licząc jednego za to gigantycznego pozytywu, jakim jest bezpieczne i chyba najlepsze z możliwych schronienie.

Poprzednia część skończyła się na tym, jak uwięzieni w supermarkecie uczniowie podzielili się na dwie grupy. Pierwsza z nich ośmioosobowa grupa wyruszyła dopiero co naprawionym szkolnym autobusem w drogę do lotniska Denver, gdzie jak wierzą ich umierający przyjaciel otrzyma pomoc medyczną, a oni sami będą mogli wziąć udział w ogólnej ewakuacji ludności i sprowadzić wsparcie do towarzyszy pozostawionych w Greenwayu. W drugim tomie autorka zdecydowała się na podzielenie narracji pomiędzy dwóch bohaterów - Deana i jego brata Alexa. Według mnie był to bardzo udany pomysł, ponieważ dzięki temu czytelnik może poznać wydarzenia, które mają miejsce zarówno w supermarkecie jak i w stukilometrowej podróży do Denver.

W mojej opinii druga część powięści prezentuje się znacznie lepiej niż pierwsza. Przede wszystkim jest tu znacznie więcej akcji, a zdarzenia nie ograniczają się tylko do murów dość nudnego hipermarketu, a wychodzą znacznie dalej. Niemniej jednak seria wciąż ma w sobie sporą ilość niedomówień oraz sprzeczności. Autorka dalej nie wyjaśnia, w jaki sposób doszło do ekologicznej katastrofy, która tak naprawdę stanowi sedno całej sprawy.

Nie będę zdradzać zakończenia książki. Powiem tylko tyle, że jestem nieco zawiedziona, ponieważ myślałam, że Emmy Laybourne skusi się na znaczne przedłużenie wyprawy do Denver. Spodobała mi się natomiast przemiana wewnętrzna, jaka zaszła w bohaterach książki. Obudził się w nich prawdziwy duch braterstwa i solidarności – dzieci, które wcześniej były sobie całkowicie obce teraz stały się rodziną, gotową na największe poświęcenia dla każdego z jej członków. W czasach, gdy panuje ogólna nieufność wobec drugiego człowieka, zaufanie okazało się nieocenioną wartością.

Jeśli mam być całkowicie szczera to całą serię “Monument 14” nazywałabym serią przeznaczoną dla raczej młodszej młodzieży. Powiedzmy do lat 16, starszym czytelnikom, takim jak ja, cykl raczej będzie wydawał się nieco za bardzo dziecinny. Mimo wszystko, jeśli już się przeczytało poprzedni tom autorstwa Emmy Laybourne przeczytanie tego jest poniekąd koniecznością.  

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Rebis:

21:42

"Monument 14. Odcięci od świata" - Emmy Laybourne

Tytuł: Monument 14. Odcięci od świata
Tytuł oryginału: Monument 14
Autor: Emmy Laybourne
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania: czerwiec 2014
Liczba stron: 344
Tematyka: Literatura młodzieżowa, Sciene fiction
Ocena: 6/10

Co jest częstym zjawiskiem, gdy miasto dosięga kataklizm? O czym wspominają media w tym wyjątkowym okresie? Plądrowanie marketów, mówi wam to coś? Jedym z tego typu przypadków jest trzęsienie ziemii w Chile w 2010 roku. Wtedy też niektórzy ludzie zaczęli zajmować się wynoszeniem sklepowych towarów, akcesoriów oraz drogocennego sprzętu w czasie, gdy większość społeczeństwa zajęta była ratowaniem własnego życia. Można więc się domyślić, że duża większość obywateli uznałaby ogromne i co więcej dobrze zabarykadowane centrum handlowe za idealne schronienie przed katastrofą. Tego też “zaszczytu” doświadczyli bohaterowie najnowszej książki Emmy Laybourne.

Dzięki swojej odważnej opiekunce czternastka uczniów, która przeżyła kataklizm w Kolorado, zostaje uwięziona w wielkim centrum handlowym Greenway. Ogromny hipermarket daje im schronienie przez prawie tydzień, chociaż mógłby dawać im dach nad głową znacznie dłuzej. Jego półki były przecież zapełnione jedzeniem i innymi rzeczami niezbędnymi do życia. Jedyne czego tylko brakowało bohaterom to rozum, ponieważ często zapominali, że znajdują się w miejscu, gdzie jest absolutnie wszystko.

Początkowo “Monument 14” wywołał we mnie same pozytywne wrażenia, jednak wraz z lekturą książki mój entuzjazm stopniowo opadał. Każdy dzień dzieciaków wyglądał niemal identycznie. Byłam już znudzona czytaniem o tym, co serwowane jest na śniadanie, obiad, kolację, a platoniczna miłość głównego bohatera działała mi na nerwy. Co więcej, wszystkie postacie są niezwykle schematyczne: szkolna ciapa, licealny przystojniak i jego najlepszy kumpel, klasowa piękność, naukowiec itp. Jakby tego było mało autorka starała się ich wszystkich na siłę wydoraślać. Podkreślała ich samodzielność, pociąg do używek, a nawet umiejętność władania bronią.

Książka Emmy Laybourne z pewnością może poszczycić się wyjątkową i przykuwającą wzrok okładką. Zwróciłam już na nią uwagę jeszcze zanim dowiedziałam się, że powieść ta zostanie wydana w Polsce. Chciałam ją nawet umieścić w cyklu swojej serii “Kiedy polskie wydanie?”, jak widać wydawnictwo Rebis mnie wyprzedziło.

Z tego co się domyślam to kolejna część zapewne będzię podzielona na dwie części, a co za tym idzie dojdzie nam kolejny narrator. Nie widzę innego rozwiązania, ponieważ historia opisywana tylko z perspektywy osoby, która zdecydowała się na podróż do Denver bądź tylko z perspektywy bohatera, który został w Greenway'u byłaby niekompletna. Chętnie sięgnę po kontynuację “Monumetu 14”, ponieważ zakończenie pierwszego tomu było bardzo zaskakujące.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Rebis:

07:28

"Korzenie niebios" - Tullio Avoledo

Tytuł: Uniwersum Metro 2033. Korzenie niebios
Tytuł oryginału: Metro 2033 Universe: Le Radici del Cielo
Autor: Tullio Avoledo
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: maj 2013
Liczba stron: 574
Tematyka: Postapokalipsa, Science Fiction, Fantastyka
Ocena: 7/10

W mediach co jakiś czas da się słyszeć informacja, jakoby któreś z państw groziło użyciem niebezpiecznej i destrukcyjnej broni nuklearnej. Przeciętny, szary człowiek zazwyczaj takie wiadomości traktuje z lekkim dystansem i przymrużeniem oka, nie wierzy w możliwość spełnienia tych pogróżek. Myślałeś jednak kiedykolwiek o tym, co by się stało, gdyby wojna atomowa rzeczywiście nastała? Przecież wizja ta nie jest wcale tak nieprawdopodobna.

 Przenieśmy się teraz do roku 2033. Gdy dwadzieścia lat wcześniej na stolicę Włoch spadły pierwsze bomby, zniszczona została ogromna liczba budowli, wiekowych zabytków i ówczesnych cudów architektury. Nie oszczędzono nawet miasta wiary – Watykanu. Bazylika św. Piotra runęła, a   panujący papież poniósł śmierć. Jednak nawet pomimo zniszczenia wszelkich symboli religijnych katolicyzm przetrwał, a jego najwyższy zwierzchnik, tak jak i cała reszta społeczeństwa, ukrywa się w miejskich podziemiach. Świat zewnętrzny jest bowiem skażony, a promieniowanie słoneczne zabójcze. Właśnie w takich okolicznościach kardynał Albani powierza jedynemu żyjącemu przedstawicielowi Świętej Inkwizycji niebezpieczną i wręcz samobójczą misję. Ojciec Daniels wraz z kilkunastoma żołnierzami Gwardii Szwajcarskiej zostaje wysłany w pełną zagrożeń podróż w stronę Wenecji.

Korzenie niebios to szósta powieść wchodząca w skład Uniwersum Metro 2033, kultowego cyklu stworzonego przez Dmitra Glukhovskiego. Pierwsza nierosyjska książka z serii to nie tylko opowieść o niebezpiecznej wędrówce ojca Danielsa w kierunku Wenecji. Jest to również historia wiary, która z minutę na minutę coraz szybciej zanika. Odbiorca jest świadkiem tego, jak skrupulatny kapłan nabiera wątpliwości i obiekcji w wyznawaną przez siebie religię. Aczkolwiek pomimo tego, że książka wielokrotnie porusza różne tematy związane z chrześcijaństwem, z pewnością nie możemy powiedzieć, że wiodą one prym. W żaden sposób nie wpływają na przyjemną lekturę owej historii.

Ponadto każda z występujących w książce postaci ma oryginalną i nieschematyczną osobowość. Nie znajdziemy dwóch chociażby odrobinę podobnych bohaterów. Ja największą sympatią obdarzyłam sierżanta Brune’a, który swoim ciętym językiem i dość niewyszukanym żartem nie raz wywoływał uśmiech na mojej twarzy. Różnorodność świata przedstawionego niezwykle mnie zaintrygowała. Autor w bardzo plastyczny i obrazowy sposób zaprezentował wizję naszej planety po zagładzie. W realistyczny sposób opisał zagrażające człowiekowi stworzenia i niebezpieczne czynniki środowiska. Z pewnością wykreowanie tego wszystkiego wymagało od pisarza nie małej wyobraźni.

Książka Tullio Avoledo wciągnęła mnie już od pierwszych stron. Na jej lekturę poświęcałam praktycznie każdą wolną chwilę. Średnio czytałam ponad sto dwadzieścia stron dziennie. Biorąc pod uwagę fakt, że musiałam w tym czasie również pracować, mogę uznać tę liczbę za całkiem niezły wynik. Trzeba jednak przyznać, że wraz z rozwojem akcji powieść stawała się coraz bardziej nielogiczna. Zniknął również mój wcześniejszy zachwyt. Podczas gdy pierwsze zdarzenia przytrafiające się głównemu bohaterowi byłam w stanie bez najmniejszego problemu zrozumieć, to dalsze okazały się dla mnie niepojęte. Do tej pory nie jestem w stanie odpowiedzieć sobie na wiele pytań, które nasunęły mi się na myśl w czasie lektury.

Według mnie włoski pisarz wplótł w fabułę zbyt wiele postaci fantastycznych. Duża ich liczba została przedstawiona w sposób nieprzemyślany, przez co w trakcie lektury można spotkać się z wieloma nieścisłościami. Moje główne zastrzeżenie tyczy się koncepcji niektórych stworzeń, które w niewyjaśniony sposób są w stanie dokonywać rzeczy całkowicie irracjonalnych. Co więcej, niektóre fragmenty powieści „kłócą się ze sobą” i same sobie przeczą. Niestety, ale są to dość znaczące niedociągnięcia, których z pewnością nie można nie zauważyć.

Książka autorstwa Tullio Avoledo posiada wiele plusów, ale nie brak w niej też sporej liczby wad. Mimo wszystko akcja Korzeni niebios jest na tyle absorbująca, że warto przymknąć oko na pewne niedociągnięcia i w pełni cieszyć się lekturą tej niezwykłej historii.

Recenzja stworzona na potrzeby portalu www.nastek.pl

Copyright © 2014 . . . Public - Reading . . . , Blogger