Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Romans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Romans. Pokaż wszystkie posty

11:09

"Maybe Someday" - Colleen Hoover

Tytuł:
Maybe Someday
Tytuł oryginału: Maybe Someday
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: kwiecień 2021
Liczba stron: 384
Tematyka: Literatura obyczajowa, romans
Średnia ocena: 5/10
 
Zakazane uczucia i trójkąty miłosne to bez wątpienia jedne z najpopularniejszych motywów w romansach. Colleen Hoover postanowiła połączyć oba te schematy w powieści „Maybe Someday”, przedstawiając historię Sydney i Ridge’a. Między bohaterami szybko rodzi się więź, która od samego początku wystawiona jest na ciężką próbę – Ridge ma już bowiem dziewczynę. Sydney szybko odkrywa jednak, że relacja między tymi dwoma jest o wiele bardziej zażyłą, niż mogłoby się początkowo wydawać.
 
Tym, co najbardziej rzuciło mi się w oczy podczas lektury, była niemal nieskazitelność głównych bohaterów. Sydney i Ridge zostali przedstawieni jako osoby niezwykle dojrzałe, wrażliwe i poukładane emocjonalnie. Mimo młodego wieku wykazują się ogromną odpowiedzialnością za swoje słowa i czyny. Choć to godne podziwu, chwilami trąciło sztucznością. Ciężko kupić to, że dwudziestolatkowie mają w sobie aż tyle życiowej mądrości i empatii. Według mnie ta psychologia postaci sprawdziłaby się o wiele lepiej, gdyby bohaterowie byli po prostu starsi.
 
Kolejną wątpliwość wzbudził we mnie muzyczny talent głównych bohaterów. Zarówno Sydney, jak i Ridge zostali przedstawieni jako niezwykle utalentowani kompozytorzy. Szczególnie niewiarygodna wydała mi się jednak historia Ridge’a, który tworzy melodie mimo utraty słuchu. Choć osoby niesłyszące mogą doświadczać muzyki poprzez rytm czy wibracje, to sposób przedstawienia tego procesu w książce wydał mi się mocno wyidealizowany. Może i prawdziwy świat zna takie przypadki, jednak mi bardzo ciężko było uwierzyć, że podobna historia mogłaby mieć miejsce w prawdziwym świecie.
 
Pod względem fabularnym „Maybe Someday” okazało się powieścią dość przewidywalną i momentami płaską. Nie oznacza to jednak, że lektura była nieudana. Wręcz przeciwnie, podobnie jak inne książki Colleen Hoover, tę również pochłania się w ekspresowym tempie. Autorka doskonale wie, jak budować napięcie i przykuć uwagę czytelnika. Dużym atutem tej historii jest humor. Relacje między współlokatorami Ridge’a wnoszą sporo lekkości, a ich żarty potrafią szczerze rozbawić, dzięki czemu postacie zyskują na autentyczności. Na plus zaliczam też sam punkt wyjścia fabuły, mimo wykorzystania znanych schematów, pomysł ten okazał się całkiem świeży.
 
Autorka wydała co prawda kontynuację tej historii pod tytułem „Maybe Now. Maybe Not”, jednak nie planuję po nią sięgnąć w najbliższej przyszłości. Samej Colleen Hoover dam jednak jeszcze szansę. Wierzę, że drzemie w niej znacznie większy potencjał, niż pokazała w tej konkretnej książce.

21:05

"Bridgertonowie 1. Mój książę" - Julia Quinn

Tytuł:
Mój książę
Tytuł oryginału: The Duke and I
Seria: Bridgertonowie, tom 1
Autor: Julia Quinn
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: styczeń 2021
Liczba stron: 480
Tematyka: Literatura obyczajowa, Romans
Średnia ocena: 6/10
 
Wraz z końcem miesiąca na platformie Netflix ma pojawić się kolejna odsłona piątego sezonu serialu Bridgertonowie. Jako wielka fanka tej produkcji z niecierpliwością czekam na dalsze losy bohaterów. W międzyczasie postanowiłam jednak wrócić do historii Daphne i Simona – mojej ulubionej ekranowej pary, której próżno już szukać w nowych odcinkach. Zamiast ponownie oglądać pierwszy sezon, sięgnęłam po cykl powieści, na podstawie którego powstał serial, by przekonać się, czy literacki pierwowzór dorównuje swojej ekranizacji.
 
Pierwszy tom serii, „Mój książę” autorstwa Julia Quinn, czyta się niezwykle szybko – przynajmniej na początku ponieważ wraz z rozwojem wydarzeń tempo akcji wyraźnie spowalnia. Ostatnie rozdziały są niemal całkowicie pozbawione dynamiki i skupione wyłącznie na cukierkowym uczuciu między Daphne a Simonem. W pewnym momencie można wręcz odnieść wrażenie, że fabuła zatrzymała się w miejscu. W przeciwieństwie do serialu, książka koncentruje się niemal wyłącznie na tej dwójce bohaterów. Pozostali członkowie rodziny oraz postacie drugoplanowe stanowią jedynie tło wydarzeń i nie odgrywają znaczącej roli w rozwoju akcji. Być może to właśnie ograniczenie perspektywy sprawia, że powieść momentami traci na dynamice. Nie ukrywam też, że świadomość tego, jak potoczą się losy głównych bohaterów, momentami odbierała element zaskoczenia.
 
Ponieważ czytałam książkę w oryginale, nie mogę odnieść się do jakości polskiego tłumaczenia. Osobom planującym lekturę po angielsku polecam jednak mieć pod ręką słownik. Choć mieszkam w Anglii od ponad dziesięciu lat i biegle posługuję się językiem, kilkukrotnie musiałam sprawdzić znaczenie słów wywodzących się z staroangielskiego. Nie było to jednak uciążliwe – przeciwnie, dodało historii autentyczności, szczególnie że akcja rozgrywa się na początku XIX wieku.
 
Z niemałym zaskoczeniem muszę przyznać, że ekranizacja wypada lepiej niż literacki pierwowzór. Netflix wiernie oddał główną oś fabularną, jednocześnie rozbudowując ją o dodatkowe wątki i bohaterów, dzięki czemu historia nabrała tempa i wielowymiarowości. W powieści próżno szukać rozbudowanych opisów kostiumów, balów czy wystawnych wnętrz, które w serialu budują niezwykły klimat. Co więcej, w serialowej adaptacji pojawia się istotna postać, która w książce zupełnie się nie pojawia – i to właśnie ona w dużej mierze nadaje wyrazu  całej historii.
 
Ciekawostką jest fakt, że „Mój książę” kończy się aż dwoma epilogami. Drugi z nich powstał na prośbę czytelników spragnionych dalszych losów Daphne i Simona. Początkowo był dostępny jedynie na oficjalnej stronie autorki, później jednak trafił również do wydań drukowanych. Jak się okazuje, podobne podwójne epilogi znajdziemy w każdym kolejnym tomie serii. Mam wobec tego rozwiązania mieszane uczucia. Z jednej strony to ukłon w stronę fanów, z drugiej – odbiera czytelnikom przestrzeń do własnych interpretacji. Co więcej, dla osób dopiero rozpoczynających przygodę z cyklem dodatkowe epilogi mogą stanowić niezamierzony spoiler, ponieważ zawierają odniesienia nie tylko do przyszłości Daphne i Simona, ale również innych bohaterów.
 
Podsumowując: choć „Mój książę” to lekka i przyjemna lektura, tym razem to adaptacja telewizyjna okazała się dla mnie bardziej angażująca. Być może jeszcze kiedyś dam szansę kolejnym tomom serii, jednak na ten moment trudno mi wyobrazić sobie, by dorównały one temu, co zobaczyłam na ekranie. 

13:04

"Stracona ziemia" - Clare Leslie Hall

Tytuł:
Stracona Ziemia
Tytuł oryginału: Broken Country
Autor: Clare Leslie Hall
Wydawnictwo: Książnica
Data wydania: kwiecień 2025
Liczba stron: 336
Tematyka: Literatura obyczajowa, zagraniczna, romans
Średnia ocena: 10/10
 
Płomienne uczucie między nastoletnią Beth a wysoko urodzonym Gabrielem rodzi się niespodziewanie i kończy się prawie tak samo szybko jak się zaczyna. Dziewczyna złamane serce leczy u boku przyjaciela Franka, który od lat zabiega o jej względy i któremu szybko udaje się namówić dziewczynę na ślub. Beth wiedzie szczęśliwe życie jako żona farmera na angielskiej wsi, z którym wspólnie wychowuje syna imieniem Bobby. Niestety spokojne życie pary przekreśla tragiczna śmierć chłopca, a niedługo później powrót do rodzinny stron mężczyzny, który lata temu złamał Beth serce.
 
Gdy w wielkich ogólnikach opisałam znajomemu o czym jest „Stracona Ziemia” spojrzał na mnie z niedowierzaniem i był pod wrażeniem że jakiś romans o tak „błahej” fabule może mi się podobać. Wiadomo, mężczyźni nie są wielkimi fanami romansów, więc nie mam mu tego za złe, jednak starałam się mu wytłumaczyć, że w przypadku tej powieści nie chodzi o samą historię, a o to jakie emocja ta historia wywołuje i jak przepięknym językiem jest napisana.

Od pierwszej strony zatopiłam się w tę atmosferę tęsknoty, smutku, którą tak magicznie opisuje Clare Leslie Hall i nie byłam w stanie się od niej oderwać dopóki nie dotarłam do ostatniej strony. Styl pisania autorki bardzo przypominał mi „Gdzie śpiewają raki?”, książki która zrobiła na mnie równie dobre wrażenie. Obie te powieści czytałam w oryginale, dlatego niestety nie mogę wypowiedzieć się na temat polskiego tłumaczenia. Na podstawie innych opinii jestem jednak w stanie wysnuć wniosek, że grupa tłumaczy pracująca nad tłumaczeniem tego utworu, sprostała zadaniu.

Jedyny aspekt „Straconej Ziemi” czy też „Broken Country”, którego nie rozumiem to tytuł. Za nic nie jestem w stanie pojąć jak ma on pasować do opisanej historii. Według mnie ani polski ani angielski tytuł ni jak ma się do treści utworu. Jeśli jest tu ktoś kto rozumie, dlaczego autorka zdecydowała się na taki właśnie tytuł lub znajduje jakiekolwiek logiczne nawiązanie do fabuły to bardzo proszę o podzielenie się tym ze mną.

„Stracona ziemia” to przepiękna historia, która pochłania czytelnika od pierwszych stron. To ile emocji i wzruszeń była w stanie wywołać we mnie wywołać zaskoczyło mnie samą. Nie jestem w stanie przestać zachwycać się wręcz mistrzowskim piórem autorki. Z całego serca polecam lekturę tej fascynującej powieści, gwarantuję, że się nie zawiedziecie. Ja sama już się szykuję do lektury kolejnych książek spod pióra Clare Leslie Hall. 

11:39

"It Starts with Us" - Colleen Hoover

Tytuł: It Starts with Us
Tytuł oryginału: It Starts with Us
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: pażdziernik 2022
Liczba stron: 336
Tematyka: Literatura zagraniczna, Romans
Ocena: 5/10

Poszłam za ciosem i od razu po przeczytaniu ‘It Ends with Us’ wzięłam się za kolejną książkę z serii mianowicie ‘It Starts with Us’. Collen Hoover przyznała, że nie planowała pisania kontynuacji ‘It ends with us’ jako, że według niej historia Lily skończyła się w odpowiednim momencie, i tu się zgodzę. Ta kontynuacja nie powinna powstać tylko ze względu na to, że fani autorki chcieli poznać dalesze losy bohaterów. Niestety, ale cała powieśc wygląda jakby była pisana tylko po to, żeby zadowolić oczekiwania czytelników, którym marzy się zobaczenie głównych bohaterów razem.
 
Atlas jest po prostu i d e a l n y: ma ciało greckiego Boga, genialnie gotuje i prowadzi dwie odnoszące sukcesy restauracje, a do tego ten charakter! Nic nie jest w stanie wytrącić go z równowagi, Lily jest dla niego całym światem, a on pomimo tego co przeszedł w dzieciństwie wyciąga pomocną rękę do swojej matki i brata. Przez ponad trzysta stron powieści Atlas nie popełnił żadnej gafy oraz ani razu nie podniósł głosu bez względu na to jakie emocje nim targały. Normalnie, żebym nie miała męża i żeby Atlas nie był postacią fikcyjną to sama bym sie zakochała.

Dla odmiany ta część serii jest pisania z perspetywy zarówno Lily jak i Atlasa. Ciekawym doświadczeniem było poznać punkt widzenia Atlasa i tym samym dowiedzieć się jak z jego perspektywy wyglądały początki jego znajomości z Lily. Dodatkowo, bardzo podobało mi się włączenie do akcji nowych bohaterów od strony Atlasa. Wydaje mi się, że gdyby autorka ponownie zdecydowała się na pisanie opowieści wyłączenie z perspektywy Lily to ta powieść byłaby praktycznie o niczym. Dodanie wątku brata Atlasa, ale też jego dalszej rodziny i przyjaciół ożywiło akcje i było w sumie jedynym co się działo w książce i czego nie można było do końca przewidzieć. Jak można się domyślić perspektywa Lily była bardzo płaska i nie wnosiła za wiele do powieści, prócz lamentów Lily i dylematów nad tym jak ma dalej pokierować swoim życiem.  

Podsumowując, odniosłam wrażenie, że autorka pisząc tę książkę nie postarała się tak bardzo jak w przypadku jej poprzedniczki, po prostu dała fanom to co chcieli, bo wiedziała, że książka i tak bardzo dobrze się sprzeda tak samo jak miało to miejsce w przypadku ‘It ends with us’. Nie zmienia to jednak faktu, że ja książkę pochłonęłam w jeden dzień.

12:10

'It Ends with Us' - Colleen Hoover

Tytuł: It Ends with Us
Tytuł oryginału: It Ends with Us
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: marzec 2021
Liczba stron: 368
Tematyka: Literatura zagraniczna, Romans
Ocena: 7/10

Jak można się domyślić po książkę Colleen Hoover 'It ends with us' sięgnęłam na fali popularności, jaka przyszła na tę powieść za sprawą ekranizacji. W kinie oczywiście byłam i pomimo, że film nie wywołał na mnie priorunującego wrażenia to i tak zdecydowałam się sięgnąć po jego pisany pierwowzór. Główną motywacją do tego były liczne opinie, które twierdziły, że film jest przekłamany i nie oddaje tego przez co musiała przechodzić główna bohaterka. Musiałam więc przekonać się na własnej skórze czy to prawda.

Tutaj muszę przyznać, że w pewnych momentach książka Colleen Hoover wydawała mi się zbyt podkoloryzowana. Spójrzmy na to: Lily otwiera kwiaciarnie, która oczywiście od razu staje się hitem, obiekt jej nastoletniej miłości choć kiedyś bezdomny, dziś prowadzi jedną z najlepszych restauracji w Bostonie, jej obecny partner nie dość że zabójczo przystojny to jeszcze neurochirurg z doskonałymi perspektywami na przyszłości, a kim jest najlepsza przyjaciółka Lily? No oczywiście milionerką. Trochę chyba tego za dużo jak na jeden raz. Jedyne co przychodzi mi na myśl to to że autorka mogła umyślnie nakreślić otoczenie Lily jako niemal idealne po to, aby pokazać, że nie ważne jak perfekcyjne może wydawać się czyjeś życie z zewnątrz za zamkniętymi drzwiami może wyglądać ono nieco inaczej.

Mimo że Ryle, gdy nie jest agresywny, rzeczywiście da się lubić i widać dlaczego Lily pokochała go praktycznie od pierwszego wejrzenia, ja zdecydowanie należę do team’u Atlas. Nosiło mnie po prostu gdy czytałam jak tych dwoje nie może na siebie trafić w odpowiednim momencie życia. Wszystko wskazuje, że są sobie pisani a mimo to nie dane jest im być razem.

Muszę pochwalić autorkę za doskonałe przedstawienie kompleksowości emocji jakich doświadczała Lily próbując zdecydować o przyszłości swojego związku. Osobom patrzącym na wszystko z boku łatwo jest wydawać osądy i dawać ‘cenne’ rady, podczas gdy tak niewiele wie się o tym, co dzieje się w głowie osoby faktycznie przeżywającej dane emocje i sytuacje. Mama autorki sama była ofiarą przemocy domowej, dlatego Colleen Hoover mogła czerpać informacje z pierwszej ręki.

Jakie jest jednak moje zdanie w tej kwestii tego czy film jest lepszy niż książka? Według mnie ekranizacja jest wiernym odzwierciedleniem powieści i nie licząc paru mało znaczących niuansów, które rózniły książkę od filmu m.in. inna nazwa restauracji Atlasa, to reżyser 'It ends with us' bardzo adekwatnie przeiósł akcję książki na kinowy ekran. Jeśli nie macie ochoty czytać książki, z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że pójście do kina niczego wam nie odbierze.

06:47

"Przypadki Callie i Kaydena" - Jessica Sorensen

Tytuł: Przypadki Callie i Kaydena
Tytuł oryginału: The Coincidence of Callie & Kayden
Autor: Jessica Sorensen
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: czerwiec 2015
Liczba stron: 368
Tematyka: Literatura młodzieżowa, zagraniczna, romans
Ocena: 8/10

O tym że chciałabym zobaczyć “Przypadki Callie i Kaydena” na półkach naszych rodzimych księgarni pisałam już w 2013 roku, czyli na dwa lata przed rzeczywistą polską premierą. Jak widać miałam nosa, bo książka jest tak dobra (a nawet jeszcze lepsza) jak sobie początkowo wyobrażałam.

Może i historia przedstawiona w książce nie jest nadzwyczaj wyszukana – ot cicha i wyobcowana dziewczyna zakochuje się w największym szkolnym przystojniaku, ale w tym przypadku najistotniejszą rolę pełnią postaci. Autorka postarała się, aby każda z nich miała swoją osobistą mroczną historię, która przyczynia się do ich obecnego zachowania. Callie w wieku dwunastu lat doświadczyła traumatycznego przeżycia (o którego detalach pisarka stara się mówić jak najmniej szczególnie w początkowej części książki – jakby czytelnik był na tyle głupi i sam się od razu się nie zorientował o czym jest mowa), a Kayden z kolei od dzieciństwa był bity i zastraszany przez własnego ojca, czego raz świadkiem była główna bohaterka. To właśnie przez te podobne doświadczenia między nastolatkami pojawiła się nić porozumienia, a później głębsze uczucie.

W „Przypadkach Callie i Kaydena” historię poznajemy z punktu wiedzenia obu tytułowych postaci. W głównej mierze bohaterowie relacjonują swoje aktualne uczucia oraz wydarzenia, choć czasem w częściach pisanych przez Callie znajdziemy fragmenty jej osobistego dziennika. Choć jak wyżej wspomniałam książka fabułę ma przeciętną to zachowania bohaterów nie są podobne do żadnej innej powieści tego typu, jaką miałam możliwość do tej pory przeczytać. W większości utworów nagminnie powtarza się schemat postaci doświadczonych przez życie, które później boją się własnego cienia i unikają wszelkich nowych sytuacji, które wydają im się „niebezpieczne”. Tutaj natomiast bohaterowie, mimo że posiadają pewne psychiczne ograniczenia to starają się je przezwyciężać i stawiać przed sobą nowe wyzywania. Potwierdzeniem tego jest na przykład lista „rzeczy do zrobienia”, stworzona przez Callie i jej przyjaciela Setha, którą każdego dnia wdrążają w życie.

Nie da się ukryć, że pierwsze co przyciąga do tej powieści to znakomita oprawa graficzna. Wydaje mi się, że nawet gdyby treść utworu nie wywarła na mnie dużego wrażenia (na szczęście tak się nie stało) to i tak zatrzymałabym go w swojej biblioteczce, chociażby po to żeby cieszyć oko tą przepiękną okładką. Ogromne znaczenie ma dla mnie również fakt, że zdjęcie znajdujące się na obwolucie nie tylko idealnie współgra z fabułą, ale ponadto jest dokładnym odzwierciedleniem jednego z wątków utworu. Nie można, więc zarzucić wydawnictwu chęci przyciągnięcia czytelnika (szczególnie wzrokowca) okładką, niemającą zupełnie związku z treścią.

Książka Jessicki Sorensen wciągnęła mnie na tyle, że zaraz po zakończeniu jej lektury zaczęłam momentalnie rozglądać się za kolejnym tomem serii. Jestem przekonana, że moja reakcja nie jest odosobniona i inni czytelnicy również będą zachwyceni historią, opisaną w książce i nie omieszkają sięgnąć po kolejny tom. 

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję portalowi Bookmaster:
Książki w BookMaster

22:58

"Miłość na wrzosowisku" - Anna Łajkowska

Tytuł: Miłość na wrzosowisku
Autor: Anna Łajkowska
Wydawnictwo: Damidos
Data wydania: kwiecień 2012
Liczba stron: 231
Tematyka: Literatura piękna, polska, współczesna, romans
Ocena: 6/10

Miłość zazwyczaj przychodzi nagłe, trafia nas jak grom z jasnego nieba i zaskakuje w zupełnie nieoczekiwanych momentach. Jej silny wpływ na człowieka zmienia często jego zachowanie czy sposób myślenia, skutkuje działaniami, na które wcześniej nawet byśmy się nie odważyli.
Basia, główna bohaterka książki, z którą mieliśmy już styczność w pierwszej części cyklu, zaczyna spełniać swoje marzenia. Zakłada własną kawiarnie w uroczym, klimatycznym miasteczku, wraz z rodziną przeprowadza się do nowego domu i stopniowo, coraz bardziej zaadaptowuje się w brytyjskiej rzeczywistości.
Jednak nad jej małżeństwem pojawiają się czarne chmury. Kobieta z wolna oddala się od swojego męża,. Nowe obowiązki zarówno jej jak i jego, skutkują tym, że para spędza wspólnie mniej czasu, a ich głównym tematem rozmów są tylko i wyłącznie dzieci. W tych trudnych chwilach w życiu Barbary znów pojawia się James. Ten niezwykle przystojny, urodziwy Anglik swoją życzliwością i chęcią niesienia pomocy, prędko zdobywa serce Polki. Jak się okazuje uczucia kobiety nie są jednostronne, między parą rodzi się namiętny romans.
Kochankowie zmuszeni są ukrywać swoje uczucie przed otoczeniem. Zarówno Basia jak i jej ukochany posiadają własne rodziny. W tej sytuacji kobieta całkowicie rozumie historie z życia swojej kuzynki Joli, która przez wiele lat ukrywała swoją miłość do drugiego mężczyzny. Jednak sytuacja bohaterki diametralnie się różni, ponieważ James proponuje jej wspólną przyszłość. Polka znajduje się w rozterce, nie jest bowiem w stanie od razu wyrzec się przeszłości, którą dzieliła przez dwadzieścia lat z Markiem, a także ich potomstwa, skądinąd swoją przyszłość widzi jedynie u boku Anglika.
Miałam duży problem z wystawieniem oceny tej książki, z jednej strony uważam, że akcja powieści była ciekawsza niż w „Pensjonacie na wrzosowisku”, jednak sporym minusem okazała się monotonia. Nie występowała ona oczywiście w całej powieści, aczkolwiek co jakiś czas zdarzały się momenty, w których miałam wrażenie, że autorka się powtarza. Również fabuła w dużej mierze skupiała się na codziennej rutynie głównej bohaterki, co poniekąd stawało się nużące.
Przyznam, że nie przepadam za romansami. Już samo określenie kojarzy mi się jedynie z małymi, różowymi książeczkami, które często widzimy w bibliotekach. Aczkolwiek książki pani Łajkowskiej w żadnym wypadku nie możemy porównywać z tego typu publikacjami. Powieść napisana przez czterdziestoparoletnią pisarkę naprawdę reprezentuje bardzo wysoki poziom, jeśli chodzi o literaturę miłosną. Nie jest to w żadnym wypadku płytka opowieść, w której bohaterowie kierują się jedynie pożądaniem. Co więcej autorka po raz kolejny prezentuje prosty i klarowny sposób narracji, a wszelkie zbliżenia kochanków opisuje w bardzo subtelny i zmysłowy sposób.
Chyba nie muszę po raz kolejny wychwalać okładki tej książki. „Miłość na wrzosowisku” ma równie fantastyczną oprawę graficzną co jej poprzedniczka i zdecydowanie świetnie ozdobi każdą domową biblioteczkę.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję wydawnictwu Damidos:

14:17

"Pensjonat na wrzosowisku" - Anna Łajkowska

Tytuł: Pensjonat na wrzosowisku
Autor: Anna Łajkowska
Wydawnictwo: Damidos
Data wydania: maj 2012
Liczba stron: 248
Tematyka: Literatura piękna, polska, współczesna, romans
Ocena: 7/10

Nowe miejsce zamieszkania niesie za sobą wiele zmian. Przeprowadzka do innego kraju jest często punktem zwrotnym w życiu osoby, która decyduje się na takie przedsięwzięcie. Oswojenie z odmienną kulturą i językiem wymaga czasu i cierpliwości.
Basia wraz z rodziną wyemigrowała do Wielkiej Brytanii kilka lat temu, wyjazd gwarantował jej mężowi lepszą pracę i wiele ciekawych perspektyw rozwoju. Z takiej szansy nie wolno było nie skorzystać. Jednak podróż wiązała się nie tylko z radością, bohaterka musiała zrezygnować ze swojej pasji, jaką było organizowanie wystawnych ślubów. Kobieta wkładała całe serce w pracę w swojej małej firmie, przygotowującej wesela. W Anglii jednak przejęła rolę typowej gospodyni domowej i zajęła się wychowywaniem dzieci.
Początkowo Barbara nie narzekała na nową sytuację. Wolny czas przeznaczała na zabawę z najmłodszym synem, czytanie książek czy naukę angielskiego. Szybko jednak zaczęła odczuwać znudzenie i codzienną monotonność. Ku zaskoczeniu reszty rodziny bohaterka zmienia dotychczasowe plany urlopu we Francji i postanawia wyjechać z Małym na samotne, tygodniowe wakacje do Haworth. Zabiera też ze sobą tajemnicze pudełko z nieznaną zawartością, które niegdyś należało do jej nieżyjącej już ciotki.
Na miejscu Basia jest zachwycona otaczającą ją przyrodą. Wzgórza i wrzosowiska robią na bohaterce niesamowite wrażenie. W zarezerwowanym wcześniej pensjonacie poznaje przesympatyczną Charoll, która w najbliższym czasie stanie się jej najlepszą przyjaciółką, a zarazem jedyną osobą, na której całkowicie będzie mogła polegać. Nieszczęśliwy wypadek zbliży polską emigrantkę nie tylko do właścicielki zajazdu, ale i pobliskiej okolicy a nawet sąsiada Jamesa.
Książka Anny Łajkowskiej pisana jest prostym i wciągającym językiem. Liczne opisy dają nam świetne wyobrażenie okolicy, w której rozgrywa się akcja. Dodatkowo możemy być pewni, że relacje są w całości prawdziwe, ponieważ autorka powieści, w każdym przedstawionym miejscu była w rzeczywistości!
„Pensjonat na wrzosowisku” to nie tylko dzieje Basi. Powieść mimo niewielkiej objętości porusza wiele innych, interesujących wątków. Poznajemy między innymi przeszłość opisaną w pamiętniku ciotki bohaterki, a także krótkie przedstawienie historii słynnych sióstr Bronte, które zamieszkiwały właśnie tę okolicę. Narracja utworu prowadzona jest głównie przez Basię, jednak pod koniec każdego rozdziału znajdujemy krótki, subiektywny komentarz jej męża, który wypowiada się na temat zaistniałych zdarzeń.
Na pochwałę zasługuje oprawa graficzna książki. Koło tak pięknej okładki zdecydowanie nie można przejść obojętnie. Fantastycznie dobrane kolory przyciągają wzrok i zachęcają do zapoznania się z treścią. Nie ukrywam, że powieść pod tym względem naprawdę pozytywnie się wyróżnia. W środku znalazło się parę literówek, lecz szczerze powiedziawszy nie zwróciłam na nie większej uwagi.
W najbliższym czasie możecie spodziewać się mojej opinii na temat kontynuacji debiutanckiego dzieła pani Ani Łajkowskiej. Myślę, że „Miłość na wrzosowisku” będzie równie wciągająca jak jego poprzedniczka, ale o tym wkrótce się przekonam na własnej skórze.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję wydawnictwu Damidos:
Copyright © 2014 . . . Public - Reading . . . , Blogger