Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 4/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 4/10. Pokaż wszystkie posty

14:40

"Dziennik Reni Spiegel" - Renia Spiegel

Tytuł:
Dziennik Reni Spiegel
Autor: Renia Spiegel
Wydawnictwo: Poradnia K
Data wydania: kwiecień 2026
Liczba stron: 416
Tematyka: Pamiętnik
Średnia ocena: 4/10
 
Patrząc wstecz na swoje życie, większość z nas z nostalgią wspomina dzieciństwo i lata nastoletnie. To czas pierwszych przyjaźni, pierwszych miłości i stopniowego wchodzenia w dorosłość. Jak jednak wyglądało dorastanie w rzeczywistości wojennej, gdy codzienne życie wyznaczały kolejne okupacje i niepewność jutra? Odpowiedź na to pytanie możemy znaleźć w "Dzienniku Reni Spiegel". Dziewczyna w sposób całkowicie niezamierzony pozostawiła po sobie niezwykłe świadectwo swoich czasów. Od 1939 roku skrupulatnie prowadziła dziennik, dokumentując swoją codzienność, marzenia, rozterki i doświadczenia. Dzięki staraniom jej młodszej siostry, która po latach odzyskała rękopis, również współcześni czytelnicy mogą zajrzeć do świata żydowskiej nastolatki mieszkającej w Przemyślu okupowanym najpierw przez Związek Radziecki, a następnie przez Niemców.
 
Już od pierwszych stron wyraźnie czuć, że mamy do czynienia z pamiętnikiem młodej dziewczyny. Renia pisze przede wszystkim o szkole, znajomych, pierwszych uczuciach oraz ogromnej tęsknocie za matką. Wojna jest obecna w tle tych wydarzeń, ale początkowo nie dominuje całkowicie jej codzienności. To właśnie ten aspekt okazał się dla mnie najbardziej interesujący. Dotychczas miałam kontakt głównie z literaturą obozową, skupioną na okrucieństwie wojny i walce o przetrwanie. „Dziennik Reni Spiegel” pokazuje natomiast inną perspektywę – życie, które mimo wojennej rzeczywistości wciąż toczyło się dalej. Młodzi ludzie chodzili do szkoły, spotykali się z przyjaciółmi, zakochiwali się i uczestniczyli w zabawach. Było to dla mnie bardzo odświeżające spojrzenie na ten okres w dziejach naszego kraju.
 
Nie sposób nie wspomnieć także o talencie literackim autorki. Renia była niezwykle uzdolnioną poetką, która już jako nastolatka zdobywała nagrody w konkursach literackich. Jej dziennik pełen jest wierszy, które tworzyła z zadziwiającą łatwością. Czasami miałam wręcz wrażenie, że potrafiła zamienić w poezję niemal każde wydarzenie ze swojego życia. Skoro już w tak młodym wieku przejawiała wybitny talent, trudno mi sobie wyobrazić, co osiągnęłaby, gdyby dożyła dorosłości i miała szansę dalej rozwijać swoją pasję. Dodatkową wartością książki jest język. Czytając zapiski Reni, można zauważyć, że choć polszczyzna sprzed ponad osiemdziesięciu lat jest w wielu aspektach podobna do współczesnej, niektóre sformułowania i znaczenia słów brzmią dziś zupełnie inaczej. Dzięki temu lektura staje się ciekawą podróżą językową.
 
Jednocześnie nie wszystkie elementy lektury przypadły mi do gustu. Renia często przeżywa gwałtowne zmiany nastroju, co oczywiście jest całkowicie zrozumiałe w przypadku nastolatki. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy znaczna część dziennika zaczyna koncentrować się niemal wyłącznie na jej uczuciach do Zygmunta. Początkowo obserwowanie rodzącej się miłości jest urocze i autentyczne, jednak z czasem kolejne rozważania na temat tego samego chłopaka zaczęły mnie zwyczajnie nużyć. Dodatkowo ich relacja rozwija się bardzo powoli, przez co tempo narracji momentami wyraźnie spada. Sam Zygmunt również nie wzbudził mojej sympatii. Z relacji Reni wynika, że lubił wzbudzać zazdrość i wystawiać jej uczucia na próbę, flirtując z innymi dziewczynami.
 
Mam również pewne wątpliwości co do szczerości samego dziennika. Renia wielokrotnie wspomina, że pamiętnik jest jej najbliższym powiernikiem, jednak jednocześnie zdarza jej się pomijać niektóre wydarzenia lub opisywać je bardzo enigmatycznie. Czasami używa jedynie określenia „to”, innym razem otwarcie przyznaje, że nie chce czegoś zapisywać z powodu wstydu. Być może wynikało to z faktu, że pozwalała innym czytać swoje zapiski. Jako Osoba również prowadząca pamiętnik odniosłam wrażenie, że nieco kłóci się to z ideą całkowitej szczerości wobec samego siebie i samą ideą pamiętnika.
 
Najbardziej mieszane uczucia wzbudziła we mnie jednak młodsza siostra Reni, która po latach przyczyniła się do publikacji dziennika. Już na początku książki zamieściła własny wstęp, w którym znalazło się sporo informacji zdradzających późniejsze wydarzenia. Co więcej, miałam wrażenie, że momentami stara się przedstawić siebie w korzystniejszym świetle niż siostrę. Podkreśla swoją podobność do matki, opisuje własną popularność i wyrazisty charakter, jednocześnie zestawiając się z Renią. Być może nie taki był jej zamysł, jednak odebrałam to jako dość niestosowne.
 
Mimo moich zastrzeżeń uważam, że „Dziennik Reni Spiegel” jest książką niezwykle wartościową. To poruszające świadectwo codzienności młodej Żydówki żyjącej w okupowanej Polsce, a jednocześnie zapis zwyczajnego dorastania w niezwyczajnych czasach. Choć sama nie czerpałam z tej lektury takiej przyjemności, jakiej się spodziewałam, jestem przekonana, że wielu czytelników odnajdzie w niej coś wyjątkowego. Jeśli interesują Was wojenne pamiętniki, historia widziana oczami zwykłych ludzi lub po prostu szukacie mniej oczywistej literatury dotyczącej II wojny światowej, zdecydowanie warto dać tej książce szansę.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Poradnia K:

07:59

"The Bright Years" - Sarah Damoff

Tytuł:
The Bright Years
Autor: Sarah Damoff
Wydawnictwo: Simon & Schuster
Data wydania: sierpień 2025
Liczba stron: 288
Tematyka: Literatura obyczajowa, zagraniczna
Średnia ocena: 4/10

„The Bright Years” to literacki debiut 38-letniej Sarah Damoff, który bardzo szybko stał się hitem w Stanach Zjednoczonych. Powieść opowiada historię rodziny Brightów – Lillian, Ryana oraz ich córki Georgette, zwanej Jet – którzy zmagają się z traumami i skrywanymi przez lata sekretami. Lillian ukrywa przed mężem fakt, że ich pierworodne dziecko nie jest w rzeczywistości jej pierwszym. Ryan z kolei obsesyjnie próbuje prześcignąć swojego ojca, a w konsekwencji, podobnie jak on, popada w alkoholizm. Na przestrzeni lat małżeństwo pary doświadcza wzlotów i upadków, a wszystkiemu temu przygląda się dorastająca Jet.

Akcja powieści przedstawiona jest z perspektywy każdego członka rodziny Bright. Przyznam, że rozpoczynając lekturę książki, nie spodziewałam się narracji wieloosobowej. Gdy po raz pierwszy nastąpiła zmiana punktu widzenia, byłam niemało zaskoczona, szczególnie że przejście nastąpiło dość nagle. W jednej chwili narracja, która przez ponad sto stron prowadzona była oczami Lillian, niespodziewanie przeszła w ręce jej nastoletniej córki. Ostatecznie jednak ten zabieg wyszedł powieści na korzyść, ponieważ historia, która wcześniej – mimo upływu wielu lat w świecie przedstawionym – toczyła się w dość powolnym tempie, nabrała dynamiki.

Aby lepiej zobrazować specyficzne tempo tej książki, warto wspomnieć, że przez większą część powieści akcja koncentruje się na pojedynczych dniach rozrzuconych pomiędzy rokiem 1958 a 2019. Przez co najmniej dwie trzecie książki dostajemy wycinki – jeden dzień z życia rodziny co kilka, a czasem kilkanaście lat. W praktyce oznacza to, że całe dzieciństwo Jet zostało ukazane przez pryzmat zaledwie jednego czy dwóch dni z okresu, gdy była małą dziewczynką. Dopiero gdy zaczyna dorastać i przejmuje narrację, historia staje się bardziej ciągła, a wydarzenia następują bliżej siebie.

Niestety, nie zdołałam zapałać sympatią do żadnego z bohaterów „The Bright Years”. Najbardziej irytowała mnie Lillian, gdyż jej decyzje i zachowania w wielu momentach wydawały się po prostu nieracjonalne, co sprawiło, że przez pierwszą część powieści brnęłam dość mozolnie. Z kolei Jet została przedstawiona jako dość typowa nastolatka, a później dorosła kobieta, która niczym szczególnym nie wyróżnia się na tle innych literackich bohaterek. Największy potencjał dostrzegałam w Ryanie. Autorka próbowała sportretować go jako człowieka pogrążonego w zaawansowanym alkoholizmie, jednak tej kreacji zabrakło psychologicznej głębi. Nie zostały wystarczająco jasno ukazane ani przyczyny jego uzależnienia, ani motywacje stojące za podejmowanymi przez niego decyzjami. Gdyby postać Ryana została bardziej dopracowana, mogłaby wnieść do historii rodziny znacznie więcej emocjonalnej intensywności. Tymczasem najwięcej miejsca poświęcono bohaterom, którym przynajmniej w moim odczuciu, zabrakło wyrazistości.

Po raz kolejny sięgnęłam po książkę nominowaną w plebiscycie Goodreads w kategorii najlepszy debiut i po raz kolejny się rozczarowałam. Coraz częściej mam wrażenie, że nominacje nie zawsze idą w parze z literacką jakością, a raczej z popularnością i marketingiem. Jestem też przekonana, że „The Bright Years” wkrótce ukaże się również i w Polsce, gdyż wiele tytułów wyróżnionych przez Goodreads trafia później na nasz rynek i pojawia się także w zestawieniach portalu LubimyCzytać. Mam jednak nadzieję, że w tym przypadku wydawcy postawią na inny debiut – taki, który rzeczywiście wniesie coś świeżego i poruszającego do literatury obyczajowej.

11:23

"Nietuzinkowy sklep całodobowy" - Kim Ho-Yeon

Tytuł:
Nietuzinkowy sklep całodobowy
Tytuł oryginału: 불편한 편의점
Autor: Kim Ho-Yeon
Wydawnictwo: Literanova
Data wydania: marzec 2024
Liczba stron: 304
Tematyka: Literatura piękna, zagraniczna
Średnia ocena: 4/10

Kiedy emerytowana nauczycielka proponuje bezdomnemu mężczyźnie pracę na nocnej zmianie w swoim sklepie całodobowym, nikt prócz samej pani Yeom nie sądzi, że jest to dobry pomysł … nawet sam zainteresowany. Jednak cierpiący na alkoholową amnezję Dokko, szybko okazuje się genialnym dodatkiem do kadry sklepu, a od jego pojawienia się sprzedaż zaczyna stopniowo rosnąć. Co takiego ma w sobie Dokko, że przyciąga ludzi do niewielkiego sklepiku pani Yeom? Odpowiedź na to pytanie poznacie, sięgając po powieść Kim Ho-Yeona.

„Nietuzinkowy sklep całodobowy” to książka, która przypomina, jak ważne jest, by nie oceniać drugiego człowieka po pozorach. Uczy również, że czasem naprawdę niewiele trzeba, by odmienić czyjś los — wystarczy drobny gest, szczere słowo czy odrobina empatii. Każdy rozdział to osobna historia jednej z osób, które Dokko spotyka podczas swoich nocnych zmian w sklepie sieci Always. Bohaterowie, których poznaje, zmagają się z codziennymi trudnościami, problemami rodzinnymi czy poczuciem życiowego zagubienia. Dokko staje się dla nich wsparciem, a jednocześnie oni nieświadomie, pomagają mu w procesie wewnętrznego uzdrowienia.

Muszę jednak przyznać, że trudno było mi się wciągnąć w fabułę tej powieści. Zaczęłam ją czytać w poczekalni u lekarza i po pierwszym rozdziale stwierdziłam, że ksiązka ta musi poczekać na lepszy moment. Dopiero niedawno postanowiłam do niej wrócić, lecz i tym razem lektura nie porwała mnie na tyle, bym chciała pochłaniać ją jednym tchem. Przeczytanie pozostałych 250 stron zajęło mi niemal dwa tygodnie. Tempo to wydaje się nader powolne, jak na osobę, która potrafi tyle przeczytać w dwa dni.

Po każdym odłożeniu lektury trudno było mi znaleźć powód, by ponownie po nią sięgnąć. Nie zżyłam się z bohaterami, a ich problemy często wydawały się często błahe, wynikające głównie z braku komunikacji i wzajemnego zrozumienia. Liczyłam, że chociaż opisy Seulu czy samej Korei Południowej wprowadzą mnie w ten egzotyczny klimat, niestety, i w tym aspekcie czekało mnie rozczarowanie. Opisów jest w książce jak na lekarstwo, a czytelnik zmuszony jest samodzielnie odmalowywać w wyobraźni świat przedstawiony, opierając się na jego ledwie zarysowanych fragmentach. Powieść nie przybliżyła mi również kultury kraju, no może poza wzmianką o tym, co Koreańczycy lubią jeść na lunch.

Największym zawodem okazał się jednak sam Dokko, który od początku kreowany był na postać tajemniczą, niosącą w sobie wiele sekretów, zapowiadał się na bohatera z potencjałem. Jego utrata pamięci była jednym z niewielu elementów, które skłaniały mnie do dalszej lektury. Chciałam poznać prawdę o tym, co sprawiło, że człowiek tak uprzejmy i poukładany trafił na ulicę i stał się bezdomnym. Niestety, rozwiązanie tej zagadki rozczarowało mnie, ujawniając bohatera o znacznie słabszej psychice, niż mogłoby się wydawać.

W „Nietuzinkowym sklepie całodobowym” pokładałam duże nadzieje. Wysoka ocena i urocza, pastelowa okładka zrobiły swoje. Ponadto, rzadko sięgam po powieści koreańskich autorów, więc uznałam, że może to być ciekawa odmiana. Niestety nie była. Nie chcę jednak zostawiać was z przekonaniem, że książka Kim Ho-Yeona jest zła, bo nie jest. Jest po prostu nie dla mnie. Wierzę, że wielu czytelników odnajdzie w niej coś dla siebie i pozwoli się oczarować atmosferze sklepu pani Yeom. Ja jednak do tego grona nie należę. 

15:01

"Lato '69" - Elin Hilderbrand

Tytuł: Lato '69
Tytuł oryginału: Summer of ‘69
Autor: Elin Hilderbrand
Wydawnictwo: Poradnia K
Data wydania: maj 2023
Liczba stron: 350
Tematyka: Literatura obyczajowa, zagraniczna
Średnia ocena: 4/10
 
Końcówka lat 60tych to czas, w którym miejsce miało wiele przełomowych wydarzeń takich jak lot na Księżyc czy wojna w Wietnamie. Był to także okres wzmożonej walki o prawa kobiet i prób zniesienia dyskryminacji rasowej w Stanach Zjednoczonych. W tych właśnie czasach kobietom z rodziny Foley-Levin a konkretniej Kate wraz z jej trzema córkami, przyjdzie spędzić lato w letniej rezydencji swojej matki Exalty na jednej z wysp w stanie Massachusetts.
 
Przedział wiekowy narratorek książki to pomiędzy 13 a 49 lat i każda z nich pamiętnego lata 1969 roku przeżywa jakieś miłosne uniesienia bądź snuje wspomnienia na temat swojego życia miłosnego na przestrzeni lat. Wydaje mi się, że tym sposobem autorka próbowała dotrzeć do większego grona odbiorców, dając tym samym szanse na znalezienie w książce czegoś dla siebie przez zarówno nastolatki jak i młode i dojrzałe kobiety. Nie jestem przekonana, czy był to jeden z najlepszych pomysłów autorki, ponieważ według mnie tym sposobem część powieści była dosyć infantylna, a druga część zbyt poważna.
 
Elin Hilderbrand należą się jednak brawa za wręcz perfekcyjne oddanie atmosfery lat 60tych. Miałam wrażenie, że każdy najmniejszy szczegół poczynając od gum do żucia, jakie dostawała najmłodsza bohaterka, do kanałów telewizyjnych i lokalnych wydarzeń politycznych był dogłębnie przez autorkę sprawdzony i zweryfikowany jako adekwatny do tamtych czasów. Ponadto, nazwa każdego z rozdziałów jest tytułem piosenki z lat 60tych. Ja wielką fanatyczką muzyki nie jestem, dlatego większość tytułów mi mówiła mi zbyt wiele, a w trakcie lektury nie chciało mi się odrywać, żeby jakiegoś konkretnego utworu posłuchać. Jestem jednak pod podważeniem tego, że autorka nie dość, że poświęciła tyle czasu na badanie realiów lat 60tych to jeszcze znalazła czas na szukanie odpowiedniego utworu z tej dekady, który idealnie pasowałby do danego rozdziału powieści.
 
Mimo wszystko w „Lecie ‘69” nie ma ani nic zaskakującego, oryginalnego ani niczego, co wyróżniałoby ten utwór na tle innych powieści. Jest to po prostu opis zwyczajnego lata przedstawiony z perspektywy czterech kobiet z tej samej rodziny, jedyna dygresja to fakt, że akcja nie dzieje się współcześnie, a w latach 60tych ubiegłego wieku.  Ponadto jest jeszcze jedna rzecz, która niezwykle mnie irytowała w trakcie lektury, mianowicie było to ciągłe podkreślanie przez autorkę faktu jak gruba w trakcie ciąży jest jedna z bohaterek. Każdy czytelnik już na samym początku zrozumiał, że kobieta jest w bliźniaczej ciąży i to oznacza, że jest większa od pozostałych ciężarnych. Nie sądzę, żeby konieczne było pisanie o jej wadze i tuszy więcej niż raz czy dwa, tymczasem Elin Hilderbrand zrobiła z tego poniekąd cechę charakterystyczną bohaterki i wspominała o tym jaka jest „wielka” absolutnie za każdym możliwym razem.
 
„Lato ‘69” kończy się krótką notą od autorki, która zdradza nam skąd wzięła pomysł na swoją książkę. Okazuje się, że historia jest inspirowana poniektórymi wydarzeniami z życia jej własnej rodziny i to właśnie Elin Hilderbrand jest jednym z powieściowych bliźniąt, które przyszły na świat w lecie 1969r. Autorka również zamieściła parę zdjęć ze swojego rodzinnego albumu z tego właśnie okresu. Czy sprawiło to, że na książkę zerknęłam życzliwszym okiem? No nie. Jeśli miałabym jednym zdaniem określić „Lato ‘69” to powiedziałabym, że jest to typowa powieść obyczajowa, z niestety mało barwnymi postaciami i która na pewno nie wniesie do waszego literackiego życia nic nowego. 

11:00

"Czwartkowy Klub Zbrodni" - Richard Osman

Tytuł: Czwartkowy Klub Zbrodni
Autor: Richard Osman
Wydawnictwo: Agora
Data wydania: sierpień 2023
Liczba stron: 440
Tematyka: Kryminał
Średnia ocena: 4/10

Klub emerytów w ekskluzywnym domu starości w każdy czwartek zbiera się, żeby wspólnie szukać rozwiązania niewyjaśnionych wcześniej spraw kryminalnych. Wszystko toczy się powolnym rytmem dopóki w bliskim otoczeniu klubu nie dochodzi do nie jednego a dwóch morderstw. Staruszkowie zaczynają więc pracować nad rozwikłaniem zagadki śmierci dwóch mężczyzn, a w zbieraniu dowodów pomaga im dwójka policjantów, którzy oficjalnie badają sprawę.


Fabułę już z grubsza znamy, zajmijmy się teraz nieprawdopodobnymi jej elementami. Zastanawiać moglibyście skąd grupa staruszków posiada zarchiwizowane akta spraw? Ano, jedna z mieszkanek owego kompleksu – była policjantka po prostu je sobie skopiowała przed przejściem na emeryturę. Inna kwestia, dlaczego para śledczych zdradza szczegóły dochodzenia przypadkowym emerytom? Ano, bo w czym może im zaszkodzić grupa niewinnych staruszków! Tak, wiem czym jest fikcja literacka, ale przeczytajcie jeszcze raz ten akapit i sami zdecydujcie, jak bardzo prawdopodobne są przedstawione wydarzenia, na których jakby nie patrzeć bazowana jest cała fabuła książki.
 
Akcja powieści toczy się wolno, a pierwsze sto stron można uznać za całkowicie zbędne. Jest tutaj mnóstwo niepotrzebnych wątków i postaci, stworzonych chyba tylko po to, żeby autor miał czym zapełnić strony powieści. Sami główni bohaterowie, którzy na okładce książki nazwani zostali „ekscentrycznymi”, według mnie niczym nie wyróżniają się z tłumu. Jedynie jedna postać oddziela się na tle reszty i jest to Elizabeth, jednak w tym przypadku jej sposób bycia mimo że oryginalny, jest miejscami wręcz irytujący.
 
Jako że akcja „Czwartkowego Klubu Zbrodni” dzieje się w Wielkiej Brytanii, w książce znajdziemy mnóstwo odniesień do angielskiej kultury i tradycji. Ja, jako że mieszkam w tym kraju od wielu lat, nie miałam problemu ze zrozumieniem tych odniesień, jednak wydaje mi się, że osoba mieszkająca w Polsce czy jakim innym kraju może mieć trudność ze odgadnięciem nawiązań np. do pewnego rodzaju ciast z sieci sklepów Marks&Spencer. Dla fanów polskości w książkach zdradzę tylko, że w powieści znajdziemy trochę polskich akcentów, albowiem jeden z kluczowych bohaterów jest polskiego pochodzenia.
 
Znacie to uczucie, kiedy czytacie dobrą powieść i w ciągu dnia już nie możecie się doczekać, kiedy znów będziecie mogli ją czytać i dowiedzieć się dalszego ciągu wydarzeń? W trakcie czytania książki Richarda Osmana takie uczucie się u mnie zupełnie nie pojawiło, a „Czwartkowy Klub Zbrodni” męczyłam bardzo długo. Mimo że książka nie jest aż tak zła to czasami wręcz musiałam się zmuszać do jej czytania. Widać, że autor naprawdę się starał sprawić, żeby akcja była wciągająca, momentami zabawna, a bohaterowie dający się lubić, jednak według mnie nie do końca się mu to udało, dlatego po kolejne tomy z serii na pewno nie sięgnę.

18:23

"Ktoś taki jak ty" - Sarah Dessen

Tytuł: Ktoś taki jak ty
Tytuł oryginału: Someone like you
Autor: Sarah Dessen
Wydawnictwo: Harper Collins
Data wydania: 16 marzec 2016
Liczba stron: 256
Tematyka: Literatura młodzieżowa
Ocena: 4/10

Jedne wakacje potrafią wiele zmienić. W przypadku Scarlett zmieniają absolutnie wszystko. Szesnastoletnia dziewczyna zachodzi w ciążę z chłopakiem, który dzień po namiętnie spędzonej nocy ginie w tragicznym wypadku. Pozostawiona sama sobie zmaga się z niedojrzałą matką, która usilnie próbuje przekonać nastolatkę do aborcji bądź oddania dziecka rodzinie zastępczej. Jej jedyną podporą w tym trudnym okresie jest najlepsza przyjaciółka Halley.

Powyższy akapit zawiera w sobie praktycznie wszystko, co znajdziemy w książce. Dodajmy jeszcze tylko pierwszą “prawdziwą” miłość Halley oraz trudne relacje z rodzicami, a po powieść “Ktoś taki jak ty” nie musimy nawet sięgać. Nic więcej bowiem się tam nie dzieje. No chyba, że kogoś interesuje powtarzające się czytanie o chodzeniu do szkoły czy wymykaniu się z domu, aby pojeździć ze szkolnym ciachem po mieście. Do ostatniej strony żyłam nadzieją, że być może za moment nastanie coś spektakularnego, coś co wywróci akcję do góry nogami. Aczkolwiek na nadziejach się skończyło. Autorka nie dość, że niczym mnie nie zaskoczyła to jeszcze w żaden sposób nie urozmaiciła życia bohaterów. Wydaje mi się, że uznała, że zajście szesnastoletniej dziewczyny w ciążę jest wystarczającym szokiem, aby czytelnik żył tym jednym wątkiem do samego końca książki.

Do tego momentu zastanawiam się, co autorka chciała przekazać czytelnikom, pisząc ten utwór? Rozważałam już różne scenariusze począwszy od “prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”, “nawet przy pierwszym razie można zajść w ciążę” (eureka!) czy też “nie idź do łóżka z facetem zanim nie wyzna Ci miłości” kończąc na “wyjście na szkolny bal w zaawansowanej ciąży może skończyć się na porodówce”. Jednak zważywszy na to, że większość identycznych porad znajdziemy w co drugim młodzieżowym czasopiśmie (bądź też we własnej głowie jeśli mamy chodź odrobinę pomyślunku) tworzenie dodatkowo książki na ten temat wydaje mi się nieco zbyteczne.

Zostawmy już monotonną i bezbarwną fabułę w spokoju, a skupmy się na bohaterach. W pierwszej kolejności powiem, że byłam nieco zdziwiona faktem, że Sarah Dessen zdecydowała się opisać zaistniałe wydarzenia z perspektywy cichej przyjaciółki Scarlett aniżeli jej samej. W mojej opinii narracja prowadzona z punktu widzenia nastoletniej przyszłej matki byłaby o wiele ciekawsza. Na szczęście Halley (mimo swojej nieśmiałości i pewnego odosobnienia) jest bardzo pozytywną bohaterką i z łatwością można ją polubić. Oczywiście widać, że jest jeszcze nieco zagubiona i wciąż poszukuje własnego ja, jednak jest to jak najbardziej naturalne w jej wieku.

Na polskim rynku wydawniczym znajdziemy jeszcze parę innych książek autorstwa Sarah Dessen, które tak samo jak “Ktoś taki jak ty” zbierają dość wysokie noty. Ja jednak zanim sięgnę po którąkolwiek z nich przemyślę to dwa razy. Lektura kolejnej powieści tego typu nie jest tym, o czym marzę. 

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Harper Collins:

14:18

"7 razy dziś" - Lauren Olivier

Tytuł: 7 razy dziś
Tytuł oryginału: Before I Fall 
Autor: Lauren Olivier
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: luty 2011
Liczba stron: 384
Tematyka: Literatura młodzieżowa
Ocena: 4/10

Oglądałeś kiedyś “Dzień świstaka”? Film, w którym głowny bohater grany przez Billa Murray'a, wciąż budzi się, aby na nowo przeżyć ten sam dzień. Dodatkowo jest to najgorszy dzień, jakiego kiedykolwiek doświadczył. Jeśli tak, to już wiesz, o czym będzie przedstawiona przeze mnie książka. A jeśli nie, to nic nie szkodzi, bowiem poznasz coś, co będziesz musiał unikać szerokim łukiem.

Fabuła “7 razy dziś” opiera się na tej samej powtarzającej się akcji jak w “Dniu świstaka”. Jedyną różnicą jest to, że Lauren Olivier stworzyła z powyższej opowieści historię typowo młodzieżową. Główną bohaterką jest Samantha Kingston, która jest oczywiście gwiazdą szkoły, duszą towarzystwa, ma najprzystojniejszego chłopaka i w ogóle jest och, ach. Nic jej jednak z tego całego dobrobytu skoro w piątek dwunastego lutego umiera. A może i nie?

Szczerze przyznam, że po książkę sięgnęłam tylko i wyłącznie dlatego, że napisała ją Lauren Olivier. Wcześniej czytałam “Delirium”, które praktycznie od samego początku pokochałam, więc pomyślałam sobie, że tak dobra pisarka musi mieć w swoim literackim dorobku inne fantastyczne pozycje. Wyszło jednak na to, że się poważnie myliłam. 

“7 razy dziś” to w mojej opinii totalna klapa. Powieść nie ma w sobie ani orginalnej fabuły, ani ciekawych bohaterów, ani wciągającej akcji, no po prostu niczego, co mogłabym pochwalić. Nawet okładka nie przypadła mi do gustu. Jednym słowem wynudziłam się przy tej książce niesamowicie.  Gdybym wiedziała wcześniej czego się spodziewać po debiutanckiej powieści Lauren Olivier z absolutną pewnością bym po nią nie sięgnęła.

11:17

PRZEDPREMIEROWO "Dziwni" - Stefan Bachmann

Tytuł: Dziwni
Tytuł oryginału: The Peculiars
Autor: Stefan Bachmann
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 11 październik 2013
Liczba stron: 284
Tematyka: Fantastyka
Ocena: 4/10

Czy człowiek byłby zdolny do dzielenia swojej życiowej przestrzeń z istotami całkowicie odmiennymi od siebie? Stefan Bachmann roztacza przed czytelnikami właśnie taką wizję, w której ludzie zmuszeni są współegzystować tuż obok feyrów, magicznych stworzeń zadziwiających swoim wyglądem i zachowaniem. Jednostki te zostały w pewien sposób „usidlone” przez człowieka i choć posiadają podobne prawa, muszą respektować i poddawać się ludzkiej władzy. 

„Dziwni” to książka pisana z perspektywy dwóch różnych bohaterów. Wydawać by się mogło, że nastoletni podmieniec Bartholew, mieszkający w zaniedbanej, ubogiej dzielnicy Old Crow Alley, nie ma nic wspólnego z panem Jellibym, jednym z członków parlamentu. Tymczasem losy obu tych postaci niespodziewanie się splatają. Przyczyną tego są makabryczne zbrodnie dokonywane na dzieciach, będących potomkami zarówno ludzi jak i feyrów. Bartholew twierdzi, że może być on kolejną ofiarą nieznanego mordercy. Młody urzędnik natomiast przypadkowo zostaje naprowadzony na trop napastnika i postanawia rozwiązać tą osobliwą zagadkę. W tle wszystkich tych wydarzeń znajduje się również tajemnicza dama w śliwkowej sukni, która stanowi nową łamigłówkę.

Akcja utworu rozgrywa się w Anglii, dlatego też czytelnik będzie miał możliwość ujrzenia dobrze znanych sobie miast takich jak: Londyn, Bath czy Birmingham w zupełnie innym, fanstastycznym świetle. Normą tutaj są magiczne rzeczy, które w normalnym świecie budziłyby niemałe zdumienie. Ponadto ograniczona ilość bohaterów pomaga w nadążaniu za wartkim i żywym tempem powieści. Dość charakterystyczną cechą książki jest też występowanie poszczególnych, ważniejszych słów czy zwrotów napisanych wielkimi literami.

Niestety muszę przyznać, że wydarzenia przedstawione w powieści amerykańskiego autora wydały mi się odrobinę nielogiczne, niespójne i źle przedstawione. Przede wszystkim od samego początku nie wiadomo zbyt wiele o głównych postaciach, występujących w utworze. Znamy jedynie podstawowe fakty na ich temat, kim są, jak wyglądają, gdzie mieszkają i czym się zajmują. To wszystko. Ja natomiast jestem zwolenniczką dogłębnego poznania bohaterów, dzięki czemu mam okazję zżyć się z nimi i zsympatyzować. Ponadto czytelnikowi nieznane są również przyczyny poszczególnych zachowań postaci. Sprawia to, że bardzo łatwo pogubić się w akcji.

Stefan Bachmann zaczął pisać swoją debiutancką książkę „Dziwni” w wieku zaledwie szesnastu lat, dlatego nie ma co się dziwić, że w powieści występuje dość spora ilość niedociągnięć. Jednak mimo wszystko autor mimo tak młodego wieku wykazał się świetnym pomysłem i dowiódł, że ma szansę na znakomitą literacką karierę w przyszłości.

21:56

"Wyspa z mgły i kamienia" - Magdalena Kawka

Tytuł: Wyspa z mgły i kamienia
Autor: Magdalena Kawka
Wydawnictwo: MG
Data wydania: lipiec 2013
Liczba stron: 288
Tematyka: Literatura polska, współczesna
Ocena: 4/10

Jedni z nas, aby uciec od szarej codzienności, potrzebują jedynie chwili odpoczynku, krótkich wakacji czy po prostu paru chwil więcej spędzonych w rodzinnym gronie. Dla drugich natomiast pokonanie monotonii wiąże się z całkowitą odmianą swojego obecnego życia o sto osiemdziesiąt stopni. To do tej właśnie grupy należy Julia, główna bohaterka „Wyspy mgły i kamienia”. Pięćdziesięcioletnia kobieta, kolokwialnie mówiąc, rzuca wszystko, aby spełnić swoje marzenie i zamieszkać na gorącej, egzotycznej Krecie.

Na pierwszy rzut oka historia przedstawiona w najnowszej książce Magdaleny Kawki wydaje się odrobinę nieprawdopodobna. Trudno jest uwierzyć, że dorosła, odpowiedzialna kobieta opuszcza rodzinę, ojczyznę i rusza w nieznane. Ciężko jest też zrozumieć, dlaczego bohaterka nie chce się podjąć żadnej pracy zarobkowej, wątpliwe jest to, aby pieniądze ze sprzedaży odziedziczonej po babce kamienicy, wystarczyły zarówno na kupno domu na dalekiej wyspie jak i codzienne życie. Z drugiej jednak strony jej postawa jest godna podziwu i co więcej, wydaje mi się, że ówcześnie coraz więcej ludzi podejmuje właśnie takie dość ryzykowne, ale zarazem ekscytujące decyzje.

Jeśli chodzi o samą główną bohaterkę Julię to wywołała ona we mnie dość sprzeczne odczucia. Choć była sympatyczna, rozsądna i inteligentna to zupełnie się z nią nie zżyłam. Ceniłam ją za pozytywne strony charakteru, jednak motywy jej postępowania w pewnych momentach pozostawały dla mnie całkowicie nieznane.

Szczerze powiedziawszy zupełnie nie rozumiem, w jakim celu owa książka została napisana. Przedstawiony w powieści schemat wyjazdu był już wielokrotnie powtarzany w szeroko dostępnej literaturze, dodatkowo jako taki wątek kryminalny albo raczej dochodzenie, które przeprowadza główna bohaterka, nie jest w żaden sposób intrygujący ani absorbujący. Jakby tego było mało autorka całkowicie zepsuła zakończenie utworu. Nie będę zdradzać żadnych szczegółów, aby nie odbierać przyjemności osobom, które jednak zdecydują się na przeczytanie „Wyspy z mgły i kamienia”, ale muszę z przykrością stwierdzić, że bardzo się pod tym względem zawiodłam.

Jedyne co mnie w tej książce zaciekawiło to wątek historyczny, mówiący o II Wojnie Światowej. Przyznam, że dzięki powieści Magdaleny Kawki dowiedziałam się wielu ciekawych faktów z tego okresu, o których wcześniej nawet nie miałam pojęcia. Jednak czy ten jedyny plus tej powieści jest na tyle silny, abym mogła polecać cały utwór innym osobom? Zdecydowanie nie. W fabule dzieła wyraźnie dominuje nuda i brak emocji. Co więcej, okładki „Wyspy mgły i kamienia” również nie zaliczyłabym do nadzwyczaj udanych. Czuję, że gdybym zobaczyła tę obwolutę na półce w księgarni, nawet nie zwróciłabym na nią uwagi. Hmmm.... może to i lepiej?

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu MG: 

20:56

"Rekonstrukcja" - Krzysztof Bielecki

Tytuł: Rekonstrukcja
Autor: Krzysztof Bielecki
Wydawnictwo: Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości
Data wydania: grudzień 2012
Liczba stron: 210
Tematyka: Opowiadania
Ocena: 4/10

Czym kierujemy się przy wyborze książki, gdy nie znamy o niej żadnych opinii? Oczywiście krótkim streszczeniem na tylnej okładce. W przypadku „Rekonstrukcji” to właśnie ono zaintrygowało mnie w takim stopniu, że zechciałam natychmiast sięgnąć po najnowsze dzieło autorstwa Krzysztofa Bieleckiego.

Wszystkie sześć opowiadań, na które zawiera się książka, poprzedzonych jest wstępem, w którym pisarz zwięźle zapoznaje czytelnika z główną istotą swojego utworu. We wprowadzeniu imię „John Johnson” powtarza się wystarczającą ilość razy, aby mnie porządnie zirytować. Dowiadujemy się, że w pewnym momencie mężczyzna zniknie, zdarzenie to wyjaśni cały sens powieści i będzie zarazem punktem kulminacyjnym . Ok. Fakt ten dotarł do mnie już za pierwszym razem. Naprawdę nie trzeba mi o tym przypominać w najbliższych kilkunastu zdaniach.

Po nieco drażniącym wstępie przystąpiłam do lektury kolejnych rozdziałów. Pierwsze opowiadanie wręcz wbiło mnie w ziemię. Nie, nie z zachwytu. Byłam absolutnie zszokowana nie tylko kompletnym brakiem jakiejkolwiek logiki ale i niektórymi wypowiedziami głównego bohatera, który nawiasem mówiąc zwie się X. Żeby upewnić się, czy tylko dla mnie co poniektóre fragmenty jawią się nadzwyczaj ekscentrycznie, skonsultowałam się z przyjaciółką. Przedstawiłam jej kilka cytatów z „Rekonstrukcji” i okazało się, że jednak nie tylko ja uważam tekst za dziwny a w niektórych momentach nawet żenująco zabawny. Stwierdzam szczerze, że byłam pewna wątpliwości, czy aby na pewno uda mi się dobrnąć do końca tej książki. O dziwo, następne rozdziały były całkowicie odmienne i w porównaniu do drugiego o niebo lepsze. Miałam wrażenie jakby pisała je zupełnie inna osoba.

Przyznam, że niezupełnie znajdowałam sensu w owych opowiadaniach. Trudno mi było też umieścić je w jakichkolwiek ramach czasowych. Nie widziałam w nich spójności, a jedynie szereg kontrastów, jednak wmawiałam sobie, że wszystko stanie się jasne, gdy wspomniany już John Johnson zniknie. I oto w ostatnim rozdziale owy bohater faktycznie wręcz rozpływa się w powietrzu. Po kilkunastu stronach następuje rozwiązanie zagadki a moje reakcja to jedynie: aha, więc o to właśnie chodziło? To właśnie miało mnie zaszokować? To wymagało takiej rozległej zapowiedzi?

Co wyróżnia tę książkę na tle innych to innowacyjność. Każde z sześciu opowiadań opisuje inną historię, poruszającą inny problem i tematykę. Rozdziały możemy czytać w dowolnej kolejności. Chcesz zacząć od końca? Nie ma problemu, w niczym nie przeszkadza to w (nie)zrozumieniu tej niesamowicie nietypowej książki. „Rekonstrukcja” to powieść projekcyjna. Oznacza to, że każdy może ją zinterpretować na swój własny, osobisty sposób.

Bez wątpienia tekst z tyłu okładki zachęca do bliższego zapoznania się z treścią książki. Każdy z moich znajomych, który miał okazję przeczytać słowa zawarte na odwrocie, był zainteresowany tą publikacją. Ja jednak otwarcie i bez zbędnych epitetów mówię, że owych opowiadań nie polecam. Być może mają one jakiś ukryty sens, który kogoś zachwyci i zaszokuje, ja jednak owego sedna nie odnalazłam i jestem przekonana, że większość czytelników podzieli moje spostrzeżenia.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję autorowi - Krzysztofowi Bieleckiemu :)

17:42

"Klątwa tygrysa" - Colleen Houck

Tytuł: Klątwa tygrysa
Tytuł oryginału: Tiger's Curse
Autor: Colleen Houck
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: marzec 2012
Liczba stron: 360
Tematyka: Literatura młodzieżowa
Ocena: 4/10

Jesteś za pewne przekonany, że Twój futrzany pupil rozumie wszystkie wypowiadane przez Ciebie słowa, ale czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, czy nie jest on zaklętym w zwierzęcą skórę człowiekiem, na którego wieki temu została rzucona klątwa? 
 
Kelsey, główna bohaterka książki, zdecydowanie nie zdawała sobie sprawy, że tygrys, nad którym sprawuje opiekę, jest w rzeczywistości indyjskim księciem. Myślała też, że dorywcze, wakacyjne zatrudnienie w cyrku będzie tylko nic nieznaczącym epizodem w jej życiu, podczas gdy ta praca całkowicie odmieniła otaczającą ją rzeczywistość. Nastolatkę spotkała historia niczym ze znanej wszystkim bajki o królewiczu zaklętym w żabę.

Zacznijmy jednak od początku. Osiemnastoletnia Kelsey Hayes kończy edukację w liceum i załapuje się na dwutygodniowy angaż w pobliskim cyrku. W tym krótkim czasie zaprzyjaźnia się z Renem, wyjątkowo łagodnym tygrysem, który stanowi główną cyrkową atrakcję. Jednak na ich drodze staje tajemniczy pan Kadam. Chce on kupić ulubieńca publiczności i przetransportować go na teren Indii do specjalnego rezerwatu. Widząc silną więź, która łączy nową pracownicę ze zwierzęciem, mężczyzna proponuje Kelsey odpłatną opiekę nad Dhirenem w czasie podróży na inny kontynent. I już w tym momencie mamy do czynienia z niezwykłą, aż ciśnie się na usta słowo, głupotą autorki książki, ponieważ bohaterka pracę przyjmuje. Zatrzymajmy się tu przez chwilę i zastanówmy, czy to logiczne, że dziewczyna, która dopiero co skończyła szkołę, z tygrysem miała do czynienia przez nieco ponad tydzień i co najważniejsze w zupełności nie jest przekonana, czy pan Kadam jest osobą godną zaufania, dostaje pozwolenie od opiekunów na wyjazd nie tylko do innego kraju, ale i na inny kontynent?!

Przebolejmy jednak ten brak logiki i przejdźmy dalej. Po locie ekskluzywnym samolotem znajdujemy się wreszcie w Indiach i co się tu okazuje? Że pan Kadam wykiwał naiwną Kesley i pozostawił ją i tygrysa na pastwę losu, oh biedulka, nie ma to jak bezgraniczne zaufanie nieznajomym. Ale nie martwicie się, dziewczyna ma przy sobie dzikiego tygrysa, który na pewno zna drogę przez dżunglę i uratuje ją z opresji. Ciekawe tylko, czy bohaterka dotrwa do końca podróży skoro czekoladowymi batonikami, jedynym pożywieniem zresztą jakie ma, woli karmić zwierzę niż samą siebie. 
 
W dalszej części książki dowiadujemy się, że Kesley jest wybranką mitologicznej bogini Durgi, dzięki czemu jest w stanie uwolnić Rena od ciążącej nad nim klątwy. Musi tylko pomóc mu w znalezieniu paru magicznych przedmiotów, których zdobycie będzie stanowiło nie lada wyzwanie.

Wydaje mi się, że już zdaliście sobie sprawę jak wiele rzeczy w tej książce mnie irytowało. Nielogiczne zdarzenia, dziecinna i nijaka główna bohaterka, dodajmy do tego jeszcze wyidealizowanego z każdej strony Dhirena, urywanie kluczowych przygód w samym środku akcji, bądź też hiperbolizowanie ich znaczenia i co otrzymujemy z tej mieszanki? Kompletny gniot? Ależ nie! Światowy bestseller!

Zejdźmy jednak troszkę z tonu. W końcu książka to nie tylko same minusy, przecież czwórkę musiałam jej za coś postawić. Colleen Houck ma całkiem przyjemny styl pisania, a wplecenie w akcje mitologii indyjskiej było ciekawym pomysłem. Wydawca uraczył nas też urzekającą okładką. Jednak w tym wypadku plusy wypadają bardzo blado w zestawieniu ze wszelkimi, przedstawionymi wcześniej niedociągnięciami i mankamentami. 
 
„Klątwa tygrysa” to pozycja wręcz obowiązkowa dla wszystkich fanów cnotliwych opowiastek i nijakich bohaterek w stylu Belli. Poleciłabym ją także każdej osobie o skłonnościach masochistycznych, która lubi znęcać się nad samą sobą. Lektura tej powieści z pewnością sprawi takiemu człowiekowi przyjemność.

00:21

"Nie opuszczaj mnie" - Kazuo Ishiguro

Tytuł: Nie opuszczaj mnie
Tytuł oryginału: Never let me go
Autor: Kazuo Ishiguro
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: luty 2011
Liczba stron: 320
Tematyka: Literatura piękna, współczesna, zagraniczna
Ocena: 4/10

Internat Hailsham to placówka nietypowa, pełna tajemnic i zagadek. Przebywający tam uczniowie są na pozór normalnymi nastolatkami, jednak coś ich różni od rówieśników. Wszyscy wychowankowie ośrodka nie mają rodzin, nazwisk, ani możliwości kontaktu ze światem zewnętrznym. Nauczyciele większą wagę przykładają do utrzymania dzieci w korzystnej kondycji zdrowotnej, aniżeli pozyskiwania przez nich prawdziwie istotnej wiedzy. Duży nacisk kładzie się także na zajęcia z rysunku. Co jakiś czas do Hailsham przybywa Madame, która wybiera najlepsze prace plastyczne i zabiera je do słynnej Galerii. Po co to jednak robi? Nie wiadomo.
Wychowankowie do pewnego czasu żyją w błogiej nieświadomości, nie wiedzą, co przygotowała im przyszłość. Jednak pewnego dnia za sprawą jednej z opiekunek, wszystko się zmienia i wychodzi na jaw, jaki los jest z góry pisany uczniom. Słowo „dotacje” nabiera prawdziwego znaczenia, mieszkańcy ośrodka uświadamiają sobie, że hodowani są tylko i wyłącznie po to, aby w przyszłości zostać dawcami organów. Aczkolwiek zanim to nastąpi, czeka ich jeszcze pobyt w Chałupach.
Narracja prowadzona jest przez główną postać - Kathy. Trzydziestokilkuletnia kobieta, obecnie pracująca jako opiekunka, wspomina wydarzenia mające miejsce wiele lat temu w czasie jej dzieciństwa, jak i te całkowicie aktualne. Praktycznie wszystkie jej działania nieodłącznie związane są z dwójką najlepszych przyjaciół – Ruthy i Tommym.
Od samego początku bohaterowie nie przypadli mi do gustu. Uderzała mnie ich naiwność i łatwowierność. Kiedy nastolatkowie uwierzyli w zasłyszaną plotkę o możliwości przesunięcia terminu dotacji tylko z powodu miłości, zaczęłam się zastanawiać, czy oni w ogóle potrafią logicznie myśleć. Irytowało mnie też ich podejście do seksu. Jako, że wychowankowie Hailsham nie mieli zdolności prokreacji można by rzec hulali sobie na prawo i lewo.
Kolejną z drażniących rzeczy w „Nie opuszczaj mnie” jest fakt, że w pewnym momencie autor zaczyna przedstawiać ramy czasowe poprzez zestawianie konkretnych wydarzeń z pierwszą rozmową Kathy i Tommego. Wygląda to mniej więcej tak: „Miało to miejsce na dwa lata przed spotkaniem moim i Tommego” albo „Wydarzyło się to prawdopodobnie zaraz po naszej pierwszej rozmowie”. Nie są to idealnie skopiowane cytaty z książki, ale możecie mi uwierzyć, że część tekstu właśnie tak się prezentuje. Ponadto w narracji Kathy aż roiło się od sformowań typu „dokładnie nie pamiętam”. Co więcej jedna myśl jest cały czas przerywana przez inną, przez co książka jest całkowicie niespójna i trudna do zrozumienia. Nawet po zapoznaniu się z całą jej treścią nie jestem w stu procentach zdolna do tego, aby dokładnie wytłumaczyć, jak przebiegał proces dotacji. Wszystko jest aż za bardzo pogmatwane i zawiłe.
Następny problem wynika z trudności osadzenia akcji utworu w konkretnym czasie. Z jednej strony tekst porusza kwestię klonowania, które jest zagadnieniem dość nowym, jednak skala, w jakiej zjawisko to występuje w powieści, jest dość duża, z tego można wywnioskować, że wydarzenia mają miejsce w przyszłości. Z drugiej strony Kazuo Ishiguro w taki sposób opisał świat przedstawiony, że ja obstawiałabym, że fabuła obsadzona jest w niedalekiej przeszłości.
„Nie opuszczaj mnie” to powieść pełna emocji. Niestety głównie tych negatywnych. Wszelkie wspomnienia głównej bohaterki rodzą w czytelniku smutek i współczucie. Pisarz stworzył historię niesamowicie melancholijną i skłaniającą do refleksji. Skierowana jest ona w głównej mierze do osób, które potrafią się skupić na tekście i które bez problemu poradzą sobie ze wszelkimi zawiłościami fabuły.

13:01

"Czysta jak łza" - Charlaine Harris

Tytuł: Czysta jak łza
Tytuł oryginału:Shakespeare's Landlord
Autor: Charlaine Harris
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: maj 2011
Liczba stron: 264
Tematyka: Literatura piękna, thriller/sensacja/kryminał
Ocena: 4/10

Istnieją tacy autorzy, których twórczość, choćby nie wiem jak była dobra czy popularna, kompletnie do nas nie trafia. W moim przypadku tyczy się to pióra pani Charlaine Harris. Sięgając po pierwszą część jej nowej serii, byłam pełna nadziei. Choć poprzedni cykl o Sookie Stackhause, powszechnie znany dzięki serialowi „Czysta krew”, był co tu dużo ukrywać – głupi i bezmyślny, widziałam pewne światełko w tunelu i myślałam, że być może tym razem uda się pisarce wymyślić jakąś lepszą fabułę, w końcu chyba o to nie trudno, bo co może być gorszego od historii wampirów pijących syntetyczną krew? Jak się okazało tragicznie nie było jednak lepiej też nie.
Lily Bard – trzydziestoletnia kobieta po przejściach, na co dzień pomoc domowa zajmująca się głównie sprzątaniem mieszkań, pewnej nocy jest świadkiem nietypowego zdarzenia. Mianowicie dostrzega jak ciemna postać, używając jej wózka na śmieci, przewozi zwłoki jednego z mieszkańców Shakespeare do pobliskiego parku. Anonimowo alarmuję o tym swojego sąsiada, zatrudnionego na okolicznym komisariacie, a następnie stara się trzymać od całej sprawy z daleka. Nie jest to jednak takie proste, gdyż zamordowanym okazuje się Pardon Albee, właściciel większości z domostw, w których jet zatrudniona.
Bohaterka stanowi idealny przykład kobiety stworzonej według schematu „w przeszłości wiele wycierpiałam, ale teraz nikt mi nie podskoczy”. Pisarka przedstawia nam losy Lily sprzed czterech lat, kiedy to była ofiarą niezwykle okrutnej napaści, wskutek której kobieta zmieniła nie tylko miejsce zamieszkania, ale i wygląd a dodatkowo zaczęła pobierać lekcje sztuk walki. Oczywiście i zarazem typowo w karate osiągnęła perfekcję i rozkłada na łopatki nawet mężczyzn.
Spotkałam się z porównaniem Lily Bard do Lisabeth Salander. Muszę przyznać, że stwierdzenie to mną wstrząsnęło! Głównej bohaterce powieści Charlaine Harris brakuję milionów lat świetlnych do jakiegokolwiek podobieństwa do kultowej postaci z trylogii „Millenium”.
W książce nie zabrakło również gorącego romansu, jednak tak naprawdę w powieści nic się nie dzieje! Przez wszystkie strony czekałam na jakąś konkretną akcję, a tu nic. Niby jest prowadzone jakieś tam tajemnicze śledztwo, niby jest wątek miłosny, ale powieść wieje nudą na kilometr. Mogłyby to jeszcze w jakikolwiek sposób uratować interesujące postacie, ale nie! Jak już wspomniałam Lily to kobieta bardzo schematyczna i na pewno nieoryginalna, a reszta postaci jest po prostu mdła oraz nijaka. Bohaterowie nie wywołali we mnie absolutnie żadnych emocji, ani negatywnych ani pozytywnych.
Podsumowując, Charlaine Harris dostała u mnie kolejną szansę, jednakże całkowicie ją zaprzepaściła. Jestem przekonana, że już nigdy więcej nie sięgnę po żadną powieść tej autorki, choćby nie wiem jak dobre opinie o niej słyszała.

10:36

"Pałac Północy" - Carlos R. Zafon

Tytuł: Pałac Północy
Tytuł oryginału: El Palacio de la Medianoche
Autor: Carlos Ruiz Zafon
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: kwiecień 2011
Liczba stron: 288
Tematyka: Literatura piękna, młodzieżowa
Ocena: 4/10

Gwarantuję, że praktycznie każdy z was miał w dzieciństwie swoją tajną, sekretną kryjówkę, którą dzielił z przyjaciółmi i potocznie nazywał „bazą”. Zazwyczaj był to miejsce ukryte w lesie, na polanie bądź nawet zwykły namiot, stworzony z koców. Bohaterowie powieści Zafona, tworzący niewielki, siedmioosobowy klub Chowbar Society swoim oficjalnym punktem zgromadzeń uczynili budynek starego i opuszczonego domu, okrzykniętego przez nich Pałacem Północy. Nazwa wzięła się od pory dnia, w której odbywali swoje narady. Idea towarzystwa polegała na wzajemnej pomocy i edukacji.
Cała książka rozpoczyna się od retrospekcji. Cofamy się o szesnaście lat wstecz i jesteśmy świadkami dramatycznej ucieczki młodego oficera. Mężczyzna późną nocą przemierza ulice Kalkuty, z dwójką niemowląt w ramionach. Wie, że ścigający go prześladowcy, wkrótce go dopadną, dlatego jak najszybciej stara się znaleźć bezpieczną kryjówkę dla bliźniąt. Praktycznie w ostatniej chwili udaje mu się powierzyć dzieci pod opiekę ich babki.
Kobieta decyduje się na rozdzielenie rodzeństwa. Chłopca podrzuca do sierocińca St. Patrick's, prowadzonego przez jej dawnego znajomego, a dziewczynkę zabiera ze sobą w długą podróż po kraju.
Bena, głównego bohatera, poznajemy w noc, w której Chowbar Society ma zostać rozwiązane. Wszyscy jego członkowie w najbliższym czasie prawnie wkroczą w dorosłość i będą zmuszeni opuścić sierociniec. Jednak tego wieczoru ma też miejsce zdarzenie, które już na zawsze pozostanie w pamięci przyjaciół. Przywódca grupy poznaje swoją siostrę i oboje dowiadują się o przerażającym człowieku, który lata wcześniej poprzysiągł sobie, pozbawienie życia bliźniąt. Mniej więcej wyjaśnia to większość dziwnych i przerażających wydarzeń, które ostatnio działy się wokół znajomych. Rozpoczynają się trudne i straszne chwile, podczas których całe stowarzyszenie włączone jest w pomoc i wsparcie dla Bena i Sheere.
Fabuła owiana jest tajemnicą, której rozwiązanie zna tylko babka bliźniąt. Wie ona kim jest sprawca, jednak początkowo ukrywa swoją wiedzę przed ponownie połączoną rodziną. Staruszka zdaje sobie sprawę, że prawda jest druzgocząca i nieprawdopodobna.
Losy bohaterów opisane są w podwójny sposób. Z jednej strony mamy do czynienia z narracją trzecioosobową, a z drugiej: z historią opisywaną przez jednego z chłopców – Iana. Obie te formy występują naprzemiennie, podczas gdy ta druga jest dużo krótsza i mówi głównie o uczuciach, daje ona również możliwość spojrzenia w przyszłość, występujących w powieści postaci.
Przyznam, że było to moje pierwsze rozczarowanie powieścią pana Carlosa, którego twórczość ze względu na pamiętny „Cień wiatru” czy „Grę Anioła”, bardzo cenię. Historia mnie ani nie wciągnęła, ani nie zaskoczyła, momentami wydawała mi się nawet bezsensowna i co tu dużo ukrywać – głupia. Jedynym usprawiedliwieniem może być fakt, że była to dopiero druga powieść owego pisarza i jak na wstępie czytamy: przeznaczona typowo dla młodzieży.
Copyright © 2014 . . . Public - Reading . . . , Blogger