Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 3/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 3/10. Pokaż wszystkie posty

11:13

"Opowieść podręcznej" - Margaret Atwood

Tytuł:
Opowieść podręcznej
Tytuł oryginału: The Handmaid's Tale
Autor: Margaret Atwood
Wydawnictwo: Wielka Litera
Data wydania: luty 2020
Liczba stron: 368
Tematyka: Literatura piękna, zagraniczna
Średnia ocena: 3/10
 
„Opowieść podręcznej” to książka, o której słyszał chyba każdy. Niewiele osób wie jednak, że powieść Margaret Atwood została wydana już w 1985 roku i początkowo nie spotkała się z entuzjastycznym odbiorem. Wiele osób zarzucało jej niemoralność oraz zbyt odważne wątki seksualne. Z tego powodu w niektórych stanach USA książka była cenzurowana, a nawet całkowicie zakazana. Ale o czym właściwie opowiada ta słynna dystopia?

Margaret Atwood kreśli przed czytelnikiem wizję totalitarnego państwa – Republiki Gilead – powstałego na gruzach Stanów Zjednoczonych. W tym świecie każda kobieta ma przypisaną konkretną rolę społeczną, a mężczyźni zdobywają status oraz „prawo” do kobiet wraz z awansem w hierarchii. Najważniejszym celem reżimu jest zwiększenie liczby narodzin w rzeczywistości dotkniętej kryzysem płodności spowodowanym promieniowaniem i zanieczyszczeniem środowiska.

Główną bohaterką jest Freda, kobieta zakwalifikowana do grupy Podręcznych, czyli nielicznych płodnych kobiet zmuszanych do rodzenia dzieci uprzywilejowanym rodzinom. Niestety, jako protagonistka zupełnie mnie nie przekonała. Wydawała mi się pozbawiona wyrazistości i charakteru, zarówno w obecnym życiu, jak i we wspomnieniach z przeszłości. Nie potrafiłam zbudować z nią żadnej więzi ani obdarzyć jej sympatią.
 
Największym problemem książki okazało się jednak tempo akcji. Przez pierwsze kilkaset stron dzieje się bardzo niewiele. Freda głównie wspomina dawne życie lub opowiada o szkoleniu na Podręczną. Brakuje konkretnych informacji dotyczących funkcjonowania Gileadu - kto zarządza całym systemem, jak on działa i jakie role odgrywają pozostali mieszkańcy tego świata. Czytelnik musi samodzielnie składać rzeczywistość z porozrzucanych fragmentów informacji, co dla mnie okazało się bardziej frustrujące niż intrygujące.
 
Nie pomagał również styl pisania Margaret Atwood, który momentami wydawał mi się chaotyczny i nierówny. Miałam wrażenie, że autorka chwilami sama nie wiedziała, w jakim kierunku chce poprowadzić historię, przez co część rozdziałów sprawiała wrażenie napisanych jedynie po to, by zapełnić kolejne strony. Co ważne, książkę czytałam w oryginale, więc nie mogę zrzucić winy na tłumaczenie.
 
Tym bardziej zaskakuje mnie fakt, że na podstawie tak krótkiej i mało dynamicznej powieści powstał aż sześciosezonowy serial. Trudno mi sobie wyobrazić, jak wiele twórcy musieli dopowiedzieć od siebie, by rozbudować historię do tak dużych rozmiarów. Sama książka sprawia bowiem wrażenie niedokończonej. Zakończenie, które przez wielu czytelników jest uznawane za genialne, dla mnie było raczej kolejną porcją niedopowiedzeń i niejasności niż satysfakcjonującym zwięczenień książki.

Sam pomysł na dystopię uważam za całkiem interesujący. W kontekście współczesnych problemów demograficznych wizja społeczeństwa obsesyjnie walczącego o wzrost liczby narodzin brzmi dość prawdopodobnie. Problem w tym, że sposób przedstawienia tego świata wydał mi się mało logiczny. Jak system mający ratować populację może działać skutecznie, skoro możliwość posiadania dzieci mają głównie najstarsze i najwyżej postawione osoby, które same prawdopodobnie są bezpłodne? Do tego dochodzą publiczne egzekucje, wszechobecna przemoc i fala samobójstw. W efekcie cała konstrukcja świata wydawała mi się niedopracowana i mało wiarygodna.

 
Nie rozumiem, dlaczego „Opowieść podręcznej” stała się ważnym tekstem kultury i dla wielu osób jest książką wręcz kultową. Ja kompletnie nie podzielam tych zachwytów. Powieść bardzo mnie rozczarowała i bez wahania mogę powiedzieć, że była to jedna z najsłabszych książek, jakie przeczytałam w tym roku. Lektura momentami zwyczajnie mnie męczyła i po tym doświadczeniu zdecydowanie nie planuję sięgać po jej serialową adaptację.

16:26

"Zanim powiesz żegnaj" - Reese Witherspoon, Harlan Coben

Tytuł:
Zanim powiesz żegnaj
Tytuł oryginału: Gone Before Goodbye
Autor: Reese Witherspoon, Harlan Coben
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: październik 2025
Liczba stron: 400
Tematyka: Thiller, Sensacja
Średnia ocena: 3/10
 
Maggie McCabe to ceniona chirurg plastyczna, która niedawno straciła ukochanego męża, Marca. Po jego śmierci jej świat dosłownie się zawalił — kobieta traci prawo do wykonywania zawodu, a wraz z nim sens dalszego działania w obozach dla uchodźców, gdzie wcześniej, wspólnie z mężem, niosła pomoc medyczną najbardziej potrzebującym. Wszystko zmienia się w momencie, gdy Maggie otrzymuje kuszącą, choć niezbyt legalną propozycję przeprowadzenia operacji dla zamożnego rosyjskiego oligarchy. Wkrótce wychodzi na jaw, że okoliczności śmierci Marca mogły wyglądać zupełnie inaczej, niż początkowo zakładano. Maggie postanawia za wszelką cenę poznać prawdę.
 
W przypadku powieści „Zanim powiesz żegnaj” każde kolejne zdarzenie wydawało się mniej prawdopodobne od poprzedniego. Momentami miałam wrażenie, że czytam książkę napisaną przez dziecko obdarzone niezwykle bujną wyobraźnią. Większość sytuacji przedstawionych w powieści jest tak mało realistyczna, że zaczęłam się zastanawiać, czy autorka nie jest całkowicie oderwana od rzeczywistości. Wszystko, co w tej historii mogło być „najlepsze”, faktycznie takie było: najlepsze apartamenty, najlepsze samochody, najwybitniejsze projekty naukowe, nad którymi pracowała główna bohaterka. Maggie — rzecz jasna — była nie tylko wybitną chirurg plastyczną, ale też najlepszą specjalistką w niemal każdej dziedzinie, a jej siostra okazała się nieprześcignionym informatycznym geniuszem. Rozumiem, czym jest fikcja literacka, jednak jako czytelniczka chciałabym choć przez chwilę mieć poczucie, że opisywana historia mogłaby wydarzyć się naprawdę.
 
Język książki jest prosty, a momentami wręcz infantylny. Widać, że autorka stara się nieustannie budować napięcie i przeciągać intrygę, jednak moim zdaniem efekt pozostawia wiele do życzenia. Są fragmenty, w których akcja pędzi w zawrotnym tempie, ale pojawiają się też długie momenty stagnacji, wypełnione głównie opisami luksusu i przepychu, jakiego doświadcza bohaterka w trakcie prowadzonej sprawy. Muszę jednak przyznać, że samo rozwiązanie zagadki śmierci Marca oraz zaginięcia Trace’a przypadło mi do gustu. Nie spodziewałam się takiego obrotu wydarzeń ani skali powiązań między bohaterami.
 
„Zanim powiesz żegnaj” to literacki debiut znanej aktorki Reese Witherspoon — co, niestety, czuć od pierwszych stron. Choć historia Maggie miała spory potencjał, nie został on w pełni wykorzystany. Dodatkowo trudno jednoznacznie ocenić rzeczywisty kunszt literacki aktorki, biorąc pod uwagę fakt, że książka powstała we współpracy z tak uznanym autorem jak Harlan Coben. Czytelnik nie ma możliwości rozróżnienia, które wątki i elementy fabuły są zasługą którego z nich. Osobiście nie miałam wcześniej styczności z twórczością Cobena, dlatego ciekawi mnie, na ile ta powieść przypomina jego inne książki i jak duże pole do popisu miała sama aktorka. Zdecydowanie pewniej czułabym się, oceniając utwór sygnowany nazwiskiem jednego autora. Muszę szczerze przyznać, że po lekturze tej książki nie czuję się zachęcona ani do sięgnięcia po inne powieści Harlana Cobena, ani po ewentualne kolejne literackie projekty Reese Witherspoon. 

12:03

"Sto lat samotności" - Gabriel Garcia Marquez

Tytuł: Sto lat samotności
Tytuł oryginału: Cien años de soledad
Autor: Gabriel Garcia Marquez
Wydawnictwo: Muza
Data wydania: listopad 2024
Liczba stron: 456
Tematyka: Literatura piękna, zagraniczna
Średnia ocena: 3/10
 
Zawsze waham się czy powinnam pisać recenzję powieści, która jest absolutnym klasykiem gatunku i o której mówi się w samych superlatywach, podczas gdy wiem, że moja opinia będzie zupełnie inna. Mimo że o „Stu latach samotności” słyszałam znacznie wcześniej to do jej przeczytania w głównej mierze zachęcił mnie mój znajomy, który jednym tchem stwierdził, że jest to jedna z najlepszych książek, jakie kiedykolwiek czytał. Cóż … przy najbliższych spotkaniu będę musiała mu wyznać, że niestety jego opinii nie podzielam.
 
Powieść Gabriela Garcii Marqueza jest kroniką rodu Buendiów, dzieje których rozpoczynają się od Joségo Arcadio i Ursuli, którzy mimo pokrewieństwa wspólnie zakładają rodzinę i miasteczko Macando. Pokolenie Buendiów szybko się powiększa i wygląda na to, że kolejni członkowie rodziny powielają schematy przez lata utarte przez starszyznę. Nad rodziną zdaje się ciążyć klątwa samotności, kazirodztwa, a także umiłowania do dosyć dziwnych hobby.  „Sto lat samotności” to klasyka realizmu magicznego, dlatego w fabule nie brakuje niecodziennych zdarzeń, które w normalnym świecie nie byłyby odbierane za normalne tak jak miało to miejsce w książce kolumbijskiego autora.
 
Czytając „Sto lat samotności” miałam wrażenie, że pisarz za wszelką cenę stara się na jednej stronie zawrzeć jak najwięcej wydarzeń i wplątać w nie jak najwięcej bohaterów. Śmiało mogę powiedzieć, że w tej książce na jednej stronie dzieje się więcej, niż w niektórych powieściach na pięćdziesięciu. W książce nie łatwo jest się połapać, biorąc pod uwagę ilość zdarzeń i ilość bohaterów o takich samych imionach. Ja czasami musiałam zdania czytać po parę razy, żeby poprawnie odczytać z kontekstu o kogo właściwie w danym momencie chodzi. Zdecydowanie nie jest to książka, którą można przeczytać za jednym posiedzeniem. Ja czytałam ją fragmentami i trudno było mi i tak znaleźć chęć, żeby do lektury powracać.  
 
Dla mnie osobiście najgorzej było przebrnąć przez tę część książki, w której panowała wojna między konserwatystami a liberałami. Przeraźliwie mi się wtedy powieść dłużyła i momentami nawet myślałam, żeby dać sobie z nią spokój. Nic co wtedy czytałam, nie miało dla mnie większego sensu. Kolejną rzeczą, która mi się w powieści nie podobała to ilość seksualnego wynaturzenia. Jestem zdziwiona, że ludzie chwalący tę powieść nie dostrzegają ile chorych schematów jest w niej opisanych. Mamy tutaj kazirodztwo, cudzołóstwo a nawet pedofilię.
 
Muszę jednak przyznać, że zakończenie zrobiło na mnie spore wrażenie i poniekąd wyjaśniło większość skomplikowanych aspektów książki. Gdyby jednak ktoś zapytał mnie, czy przeczytałabym tę książkę jeszcze raz tylko po to, żeby na ostatniej stronie dowiedzieć się,  że cała ta pogmatwana powieść miała jakiś większy sens, bez wątpienia odpowiedziałabym, że nie. Moim zdaniem nie warto było sobie zawracać głowy tą powieścią. Może nie odkryłam jej prawdziwego przesłania i nie jestem w stanie dostrzec tego, co autor miał na myśli, ale z drugiej strony też nie wiem czy jestem na siłach tego dociekać. 

11:26

"Butik na Astor Place" - Stephanie Lehmann

Tytuł:  Butik na Astor Place
Tytuł oryginału:  Astor Place Vintage
Autor:  Stephanie Lehmann
Wydawnictwo: Muza
Data wydania:  luty 2015
Liczba stron: 480
Tematyka: Literatura współczesna, zagraniczna
Ocena: 3/10

Muszę przyznać, że “Butik na Astor Place” to jeden z moich największych książkowych zawodów tego roku. Wysoka ocena zdecydowanie mnie w tym przypadku zmyliła i potwierdziła, że nie zawsze dobrze jest kierować się tym wyznacznikiem w poszukiwaniu książki. 

Po skończeniu powieści muszę też przyznać, że opis z tyłu książki również jest nieco mylący. Czytelnikowi obiecuje się powieść o dwóch kobietach, które łączy niezwykle silna więź, mimo tego że żyją w innych stuleciach. Ja żadnej więzi czy podobieństw w życiu czy nawet sposobie myślenia obu pań nie dostrzegłam. Jedyne co bez wątpienia można stwierdzić to to, że Amanda była niezwykle zafascynowana życiem Olivie i starała się dowiedzieć o jej losach jak najwięcej. Jednak nie powiedziałabym, że obie panie były ze sobą jakoś nadzwyczajnie związane.

Z przykrością też muszę stwierdzić, że historie zarówno Amandy jak i Olive (choć w jej przypadku jest nieco lepiej) są po prostu nudne. Amanda to mieszkanka współczesnego Nowego Jorku, która boryka się z problemami, ktore wydają się typowe dla ludzi zamieszkujacych to miasto: bezsenność, kłopoty z wynajmem lokalu i niespełniona miłość. Olive również zamieszkuje Nowy Jork ale na początku XX wieku, w czasie kiedy miasto przechodzi transformacje, a kobiety dopiero zaczynają uzyskiwać nowe prawa. Czytanie wątku Amandy było dla mnie niczym oglądanie kolejnej komedii romantycznej, na którą nie ma się wiekszego pomysłu, historia Olive była nieco bardziej ciekawa, jednak mimo wszystko jeśli czytało się wcześniej trochę książek, których akcja dzieje się w podobnych czasach to nie znajdujemy w "Butiku na Astor Place" nic wyjątkowego.

Ponadto autorka uznała, że dobrym pomysłem jest dodanie do powieści elementów realizmu magicznego czyt. pozornie realistyczną opowieść zakłócają pozornie niespójne i dziwaczne wydarzenia i zjawiska [Encyklopedia PWN]. Według mnie nie był to trafiony zabieg, a czytając niektóre z wątków, które owe elementy zawierały, czułam nutkę zażenowania, że autorka nie potrafiła w jakikolwiek inny sposób nadać akcji dynamiczności.  

Mnie osobiście książka Stephanie Lehmann nie porwała, jednak nie zmienia to faktu, że dużo innych czytelników ją sobie chwali. Niech więc moja opinia całkowicie nie zniechęca was do sięgnięcia po tę powieść, szczególnie jeśli jesteście fanami lekkich powieści i szukacie czegoś niezobowiozującego do czytania leżac na plaży w czasie wakacji.

09:41

"Czarownica" - James Patterson, Gabrielle Charbonnet

Tytuł: Czarownica
Tytuł oryginału: Witch&Wizard
Autor: James Patterson, Gabrielle Charbonnet
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: luty 2014
Liczba stron: 386
Tematyka: Fantastyka, Powieść młodzieżowa
Ocena: 3/10

Zdolności człowieka często nie są widoczne na pierwszy rzut oka, ktoś musi nam je wskazać bądź sami musimy je odkryć. Rodzeństwo Whit i Wisty o swoich nadzwyczajnych talentach dowiaduje się dopiero, gdy zostają porwani z własnego domu i oskarżeni o czarnoksięstwo. W pierwszej chwili zarzuty wydają się całkowicie bezpodstawne, ponieważ nastolatkowie przez całe swoje dotychczasowe życie nie wykazywali żadnych nadzwyczajnych zdolności, jednak szybko okazuje się, że rzeczywiście rodzeństwo posiada magiczne moce.

„Czarownica” to mieszanka kilku różnych gatunków literackich, które w ostatnim czasie biją rekordy popularności. Znajdziemy tutaj wątki podobne do tych z „Igrzysk śmierci”, gdzie system rządowy przejął całkowitą kontrolę nad obywatelami, motyw z „Monumentu 14”, ponieważ i w tej książce młodzież jest zdana na siebie, jednoczy się i stara się wspólnie przetrwać. Do tego, jak sama nazwa wskazuje, czytelnik może się spodziewać mnóstwa magii. Niestety, chociaż lubię czarodziejską tematykę w powieściach to w tym wypadku bardzo się zawiodłam, bowiem bohaterowie nie mieli żadnej, konkretnej i sprecyzowanej mocy – mogli robić wszystko o czym i się zamarzyło.

Muszę przyznać, że jak na pracę aż dwóch autorów to książka jest bardzo słaba i nijaka. Wydawać by się mogło, że co dwie głowy to nie jedna, w tym przypadku jednak to powiedzenie się nie sprawdza. Jedyne co zasługuje w tej książce na uwagę to ciekawe to oprawa graficzna. Jednak są okładką czytelnik się nie nacieszy.

Wszystkie wyżej wspomniane cechy spowodowały, że lektury „Czarownicy” nie wspominam jako zanadto przyjemnej. Wydaje mi się, że gdyby nie fakt, że książkę czytałam w trakcie długiej, całodziennej podróży to jeszcze długo leżałaby na półce do połowy nie przeczytana. Jeśli więc szukasz pochłaniającej czytelnika powieści to rozejrzyj się za czymś innym.  

        Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictwu Albatros:

18:46

"Mrówki w płonącym ognisku" - Teresa Oleś-Owczarkowa

Tytuł: Mrówki w płonącym ognisku
Autor: Teresa Oleś-Owczarkowa
Wydawnictwo: M
Data wydania: sierpień 2013
Liczba stron: 252
Tematyka: Literatura polska
Ocena: 3/10

Gdy jeszcze mieszkałam w Polsce, marzyłam o wyjeździe do innego kraju. Każde odmienne terytorium wydawało mi się o niebo lepsze od ojczystej ziemi. W naszym państwie nie widziałam nic pozytywnego. Z każdej strony widziałam wszechobecną nędzę i usilną pogoń za pieniądzem. Dopiero, gdy zdecydowałam się na emigracje i przeżyłam trochę czasu z dala od rodziny i Polski, zdałam sobie sprawę, jak ogromną wartością jest ojczyzna.

Powieść Teresy Oleś-Owczarkowej to pełna najrozmaitszych wspomnień opowieść autorki o Blanowicach – dzisiejszej dzielnicy Zawiercia, a niegdyś jednej z wielu polskich wsi. Pisarka cofa się myślami do czasów dzieciństwa, kiedy jako mała dziewczynka spędzała ogromne ilości czasu w domu swojej babci. To właśnie tam poznała miejscowe zwyczaje, mowę oraz sposób pojmowania rzeczywistości. Teraz, z perspektywy czasu, kobieta konfrontuje ówczesny wizerunek wsi z teraźniejszym, a także porównuje życie mieszkańców miast i małych miejscowości.

Muszę jednak z przykrością przyznać, że utwór „Mrówki w płonącym ognisku” zupełnie mnie nie zachwycił. Najbardziej raziła mnie przerażająca wręcz niespójność wypowiedzi. Raz autorka przedstawiała czytelnikowi historię wsi, a zaraz snuła jakieś filozoficzne rozważania, które zupełnie nie były powiązane ze wcześniejszym tematem. Co więcej w trakcie lektury powieści wielokrotnie natkniemy się na identyczne zdania czy powtarzające się myśli. W książce nie znajdziemy też poszczególnych rozdziałów. Utwór napisany jest jednym ciągiem z dodatkiem licznych akapitów.

Autorka zdecydowała się też zastosować stylizację językową. Bohaterowie, mieszkający na wsi, posługują się w powieści typową podmiejską gwarą, którą jednak nie tak trudno zrozumieć. Za duży plus tekstu pani Teresy można uznać liczne fragmenty dawnych piosenek, które występują tutaj bardzo często. Z pewnością nieco starsi czytelnicy będą pamiętać je ze swojej własnej młodości i wraz z autorką przeniosą się w przeszłe czasy.

Przed lekturą „Mrówek w płonącym ognisku” radziłabym dobrze przemyśleć ów wybór. Książka ta bowiem nie jest lekturą dla każdego. Może ona wywołać w czytelnikach różne emocje. Bez wątpienia na jednej osobie wywrze ona niesamowite wrażenie, podczas gdy drugiego zanudzi na śmierć. Dlatego też dobrze się zastanów, czy książka Teresy Oleś-Owczarkowej jest w stanie trafić w Twój czytelniczy gust.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Wydawnictu M:

11:28

"Przez burze ognia" - Veronica Rossi

Tytuł: Przez burze ognia
Tytuł oryginału: Under the Never Sky
Autor: Veronica Rossi
Wydawnictwo: Otwarte
Data wydania: styczeń 2013
Liczba stron: 368
Tematyka: Literatura młodzieżowa
Ocena: 3/10

„Przez burze ognia” to książka, po której naprawdę wiele się spodziewałam. Czytałam o niej dużo pozytywnych opinii, widziałam wysokie oceny na wielu serwisach literackich i zapoznałam się z wieloma, pełnymi zachwytu komentarzami na jej temat. Nie ma więc co się dziwić, że sięgając po powieść Veronici Rossi liczyłam na to, że po prostu rzuci mnie ona na kolana. Myślałam, że będę kolejną fanką, która zasili szeregi eterowych maniaków, tymczasem okazało się zupełnie odwrotnie.

W swojej debiutanckiej książce autorka roztacza przed czytelnikiem zupełnie nowy świat. Przedstawia rzeczywistość zamkniętą w kapsule, ludzi, którzy za pomocą specjalnych wizjerów potrafią przenosić się w najróżniejsze, wyimaginowane miejsca. W jednej z takich kapsuł, zwanej Reverie, żyje Aria – główna bohaterka utworu. Nastolatka w wyniku przykrego incydentu zostaje skierowana na pewną śmierć i udaje się do Umieralni. Tam wyrzucona ze swojego dotychczasowego, wirtualnego świata czeka na pewną zagładę. Jednak zupełnie niespodziewanie udaje jej się przetrwać. Wtedy też na swojej drodze napotyka Perry'ego, chłopaka który przedstawi jej prawdziwy świat.

Może i autorka miała ciekawy pomysł na fabułę książki, jednak według mnie był on zbyt zagmatwany. Veronica Rossi powinna spędzić nieco więcej czasu nad zastanowieniem się, w jaki sposób przelać swoje myśli na papier, tak aby czytelnik był w stanie zrozumieć akcję powieści. Mi na przykład niezwykle trudno było zobrazować sobie Sfery. Do tej pory nie wiem konkretnie, na czym polegało przebywanie w nich. Czy bohaterowie przenosili się tak ciałem czy tylko duchem? Jeśli w owym wyimaginowanym świecie przebywał tylko ich umysł, to co w tym samym czasie działo się z ich ciałem?

Powieść Veronici Rossi z całą pewnością możemy zaklasyfikować jako popularną w ostatnim czasie antyutopię. Znajdziemy tu motyw obezwładniającego systemu politycznego, któremu podporządkowani są mieszkańcy, buntu jednostki, a także nieznanego obywatelom, realnego świata, z którego są wykluczeni. Oczywiście nie mogło tutaj też zabraknąć wątku miłosnego, który niestety jest nadzwyczaj banalny i według mnie nieco dziecinny. Jest to typowy klasyk: spotyka się dwójka ludzi z dwóch całkowicie odmiennych światów i praktycznie od razu na zabój się w sobie zakochują. Wszystko jest tutaj przewidywalne i mało zaskakujące.

Po przeczytaniu pierwszej książki z serii o eterowym świecie, jestem całkowicie przekonana, że po dalsze tomy nie sięgnę. Chyba nie zachwycają mnie już powieści na siłę wzorowane na słynnych „Igrzyskach śmierci”, do których nawiasem mówiąc utworowi Veronici Rossi bardzo, bardzo daleko. 

19:01

"Trudna miłość" - Gabriela Gargaś

Tytuł: Trudna miłość
Autor: Gabriela Gargaś
Wydawnictwo: Damidos
Data wydania: lipiec 2013
Liczba stron: 352
Tematyka: Literatura współczesna, polska
Ocena: 3/10

Nie istnieje miłość prosta ani łatwa. Każde, nawet wydawać by się mogło najwspanialsze i idealne uczucie, przechodzi trudne okresy. Kłótnie, sprzeczki czy nieporozumienia nie omijają żadnej pary. Dodatkowo małżeństwa z długoletnim stażem muszą borykać się ze znudzeniem i stagnacją. W takich momentach często u jednej ze stron pojawia się myśl o zmianie swojego dotychczasowego stylu życia i znalezieniu nowego partnera.

Uczucie między trzydziestodziewięcioletnią Natalią a jej mężem Wiktorem wygasło już jakiś czas temu. Kobieta nie może pogodzić się z rutyną, w jakiej przyszło jej żyć. Nie akceptuje już dłużej swojej etykietki „kury domowej” i postanawia wreszcie zacząć realizować swoje pasje i zaległe marzenia.

„Trudna miłość” to książka na swój sposób wyjątkowa. Pierwsza połowa powieści nawet mnie wciągnęła. Tajemniczy kochanek, który pojawił się nagle w rzeczywistości głównej bohaterki, stanowił ciekawy element fabuły. Chętnie śledziłam coraz to liczniejsze spotkania owej pary. Jednakże w pewnym momencie autorka całkowicie mnie zaskoczyła i drastycznie zakończyła ten wątek. Muszę przyznać, że bardzo się wówczas zawiodłam, ponieważ odniosłam wrażenie jakoby ten fragment utworu został napisany całkowicie na marne. Co więcej druga część książki nie była już tak bardzo absorbująca.

Nieustanny element zdumienia jest tym, co charakteryzuje powieść Gabrieli Gargaś. Pisarka wielokrotnie wprowadza do fabuły nowe, zaskakujące wątki, które mają znaczący wpływ na bieg zdarzeń w utworze. Bardzo podobał mi się ten zabieg, ponieważ zazwyczaj bywa tak, że autor zasypuje czytelnika licznymi sytuacjami, które tak naprawdę nie odgrywają żadnej roli w akcji. Jednak na tym plusy „Trudnej miłości” się kończą. Inne elementy powieści pozostawiają wiele do życzenia. Największą wadą utworu jest jego zwyczajność i banalność. Książka nie porusza absolutnie żadnych nowych motywów, nie skłania do przemyśleń czy refleksji, a ponadto jest pisana prostym, oklepanym językiem.

Szczerze przyznam, że niespecjalnie zżyłam się z główną bohaterką powieści. Prawdopodobnie wynika to z dwudziestoletniej różnicy wieku, jaka istnieje między Natalią a mną, bądź też przyczyną naszej nie sympatii jest różnica charakterów. Nie da się ukryć, że pomimo tego, że rozumiałam pewne jej zachowania czy nastroje to zazwyczaj jej postępowanie pozostawało dla mnie wielką niewiadomą. Początkowo myślałam, że być może inne postacie, pojawiające się na łamach utworu, zniwelują złe wrażenie, które pozostawiła po sobie Natalia, jednak na moje nieszczęście inni bohaterowie okazali się tak samo bezwyrazowi i po prostu zwyczajni.

Czy poleciłabym komuś „Trudną miłość”? Wydaje mi się, że nie. Prócz długoletnich, znudzonych monotonią mężatek raczej nikt inny nie znajdzie w tej książce nic ciekawego czy nadzwyczajnego. Po lekturze tej książki już wiem, że dam sobie spokój z dalszym poznawaniem twórczości pani Gargaś.

 Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję wydawnictwu Damidos:

12:20

"Tajemnice Emmy: początki" - Natasha Walker

Tytuł: Tajemnice Emmy: początki
Tytuł oryginału: The Secret Lives of Emma. Beginnings
Autor: Natasha Walker
Wydawnictwo: Akurat
Data wydania: luty 2013
Liczba stron: 206
Tematyka: Literatura erotyczna
Ocena: 3/10

„Tajemnice Emmy: początki” to książka opowiadająca historię trzydziestodwuletniej Emmy, żony Davida Bensona z zaledwie rocznym stażem. Małżeństwo niby daje kobiecie spełnienie, jednak jej wymagająca osobowość i nieujarzmiona natura chcą coraz więcej i więcej, i nie ważne, w jaki sposób przyjdzie im to osiągnąć. Dlatego też gdy pewnego słonecznego dnia osiemnastoletni sąsiad kobiety pojawia się na jej podwórku, Emma dostrzega w nim kogoś znacznie więcej, niż tylko przeciętnego syna pary, mieszkającej obok. O dziwo, chłopak odwzajemnia jej uczucia i bez oporów poddaje się jej wdziękom.

Już od samego początku odniosłam wrażenie jakoby Emma miała coś nie tak z psychiką. Jej absolutny brak moralności wręcz budził we mnie zdumienie. Pierwsze co wydało mi się dużym odstępstwem od normy było liczenie przez bohaterkę dni, które minęły od jej ślubu aż do pierwszej zdrady. Co ciekawe kobieta stwierdza, że 69 dni, które wytrzymała z daleka od łóżka innego mężczyzny to niewyobrażanie dużo czasu. Potem jest już tylko gorzej. Nocny seks z młodszym mężczyzną, a raczej chłopaczkiem, na środku jej podwórka z mężem śpiącym w domu i rodzicami kochanka za płotem według bohaterki nie jest niczym krępującym. Dodatkowo perwersyjne fantazje, których wolę nie przytaczać, budzą głównie niesmak czytelnika.

W powieści nie znajdziemy wielu scen, w których dzieje się coś innego niż miłosne uniesienia. A jeśli już na taką się natkniemy zapewne będzie ona zawierać opisy fantazji bohaterki o „rzeczach”, które pragnie robić z młodym kochankiem. Zarówno Emma jak i Jamson przypominają dwie dzikie i nieokiełznane bestie, kierujące się wręcz zwierzęcymi instynktami. Początkowo nieśmiały i nawet uroczy Jason, pod wpływem „lekcji” udzielanych przez sąsiadkę szybko traci swoje wcześniejsze zahamowania i odkrywa ciemniejszą stronę swojej natury.

Autorka książki musiała się chyba zainspirować fabułą „Pięćdziesięciu twarzy Greya”, ponieważ cała przedstawiona przez Natashę Walker historia wydaje się być opisem wcześniejszych przygód Szarego, a mianowicie jego związku ze starszą od siebie kobietą, od której zaczerpnął wszystkie swoje obecne, seksualne wymagania. Najbardziej chyba zaszokował mnie jednak fakt, że autorka zadedykowała swoją powieść ukochanemu. Przyznam, że zrobiło mi się go odrobinę szkoda. Ja wolałabym, aby zadedykowano mi jakąś piękną, poruszającą i budzącą emocje historię aniżeli mało wybitny i tandetny erotyk.

Do książki Natashy Walker pasowałoby określenie „tanie porno”, które znalazło się na sklepowych półkach, jedynie dzięki obecnie panującej modzie na powieści erotyczne. Z drugiej jednak strony opis na tylnej okładce wyraźnie informuje: „Jedna z najmocniejszych książek erotycznych, jakie kiedykolwiek trafiły do szerokiej dystrybucji.”, dlatego też każdy czytelnik sięgający po ową powieść, wie czego może się spodziewać. Osoby, którym „Tajemnice Emmy” przypadną do gustu z pewnością sięgną też po kolejne powieści z serii o Emmie Benson, inni natomiast będą omijać tę książkę szerokim łukiem.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję wydawnictwu Muza:

00:01

"Kolor magii" - Terry Pratchett

Tytuł: Kolor magii
Tytuł oryginału: The colour of magic
Autor: Terry Pratchett
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: styczeń 2002
Liczba stron: 204
Tematyka: Fantastyka
Ocena: 3/10

To pierwsze części kultowych sag zbierają najwięcej fanów i to właśnie one zachęcają ich do sięgnięcia po następne tomy. Niech więc ktoś mi wytłumaczy, jakim cudem „Świat dysku” zyskał tak wielką popularność, skoro „Kolor magii” - książka rozpoczynająca cały cykl, poziomem, bardzo delikatnie mówiąc, nie zachwyca?
Akcja utworu skupia się w głównej mierze wokół postaci Rincewinda. Mężczyzna ten jest „magiem”. Właśnie magiem, ale w cudzysłowiu, ponieważ swoją czarodziejską edukacje zakończył z wielkim hukiem już po pierwszym roku nauki. Poznanie jednego z Ośmiu Wielkich Zaklęć, zamknęło jego umysł na inne uroki. Co ciekawe mimo że bohater zna zakazaną formułę, nie ma pojęcia, czego ona konkretnie dotyczy i jakie będą skutki wypowiedzenia jej na głos.
W międzyczasie w Ankh-morpork pojawia się pierwszy turysta – Dwukwiat. Bogaty oraz ciekawski zwiedzający podróżuje wraz ze swoim magicznym, wielonożnym Bagażem, który podąża za bohaterem krok w krok. Naiwność przybysza jest jednak tak ogromna, że staje się on łatwym celem dla potencjalnych wyłudzaczy pieniędzy. Rincewind decyduje się na wcielenie w rolę przewodnika i oprowadzenie Dwukwiata po mieście. Los jednak kieruje bohaterów dużo dalej i trafiają oni aż na sam kraniec Dysku. Podróż jest wielkim wyzwaniem i próbą charakteru. Dwukwiat i Rincewind spotykają na swojej drodze wszelakie magiczne kreatury, zaczynając od gadającego miecza, kończąc na wyimaginowanych smokach.
Cieszę się, że nie rozpoczęłam mojej przygody z twórczością Pratchetta w kolejności chronologicznej. Gdybym nie przeczytała wcześniej powieści „Straż! Straż!” jestem pewna, że już nigdy więcej nie dałabym się przekonać do przeczytania którejkolwiek, innej części Świata Dysku.
Ta zaledwie dwustustronicowa książka wymęczyła mnie bardziej niż jakakolwiek szkolna lektura. Początek to kompletny kosmos, że się tak wyrażę, w zupełności nie miałam pojęcia, o czym czytam. Dopiero później fabuła nabrała kształtów, aczkolwiek dalej była zbyt chaotyczna. Na szczęście w powieści nie ma tylu przypisów, które tak skutecznie mnie irytowały poprzednim razem. Jestem jednak osobą, która zawsze się do czegoś przyczepi, więc w „Kolorze magii” znalazła się inna rzecz, która działała mi na nerwy, mianowicie bezsensowne "wypowiedzi"? Nawet nie wiem jak to nazwać, ponieważ jak mam zinterpretować cytaty: „- ! - powiedział obcy” czy „? - zapytał obcy”?
Sytuację, w pewnym stopniu, ratuje zdolność pisarza do tworzenia niezwykle charakterystycznych postaci. Każda z osób, występujących w książce jest nietuzinkowa i nie do podrobienia. Tak jak w przypadku „Straży! Straży!” pokochałam Marchewę, tak tu zostałam fanką Śmierci. Jest to jedyny bohater, który był w stanie wywołać chociażby uśmiech na mojej twarzy, bo o śmiechu w przypadku tej książki, mówić nawet nie można. Autor w wielu przypadkach posługiwał się grą słów, która miała rozbawić czytelnika, weźmy np. po- lisa tu-bez-pieczni. Ha, ha, ha. Boki zrywać.
Mimo że w ostatnim czasie coraz częściej i chętniej sięgam po fantastykę, to książki Terrego Pratchetta wciąż nie są w stanie w ciągnąć mnie na tyle, abym dała się wciągnąć.

Zapraszam też do udziału w jubileuszowym KONKURSIE :)

12:31

"Numery. Czas uciekać" - Rachel Ward

Tytuł: Numery. Czas uciekać
Tytuł oryginału: Numbers
Autor: Rachael Ward
Wydawnictwo: Wilga
Data wydania: wrzesień 2009
Liczba stron: 320
Tematyka: Literatura młodzieżowa
Ocena: 3/10

Wszyscy bez wyjątku kiedyś umrzemy. Mimo że nie znamy konkretnej daty kresu naszego życia to każdy dzień, godzina, a nawet sekunda przybliża nas do tego wydarzenia. Na ogół jednak nie zaprzątamy sobie tym głowy, myślimy, że wiele czasu jeszcze minie, zanim jako starsi ludzie pożegnamy się z tym światem.
Piętnastoletnia Jem posiada niezwykłą zdolność, wystarczy krótki spojrzenie w oczy drugiej osoby, aby poznała ona datę jej śmierci. Dar, który trzyma w ukryciu przed światem, jest dla nastolatki wielkim ciężarem. Sprawia, że dziewczyna izoluje się od reszty społeczeństwa i preferuje samotność, a wszystko dlatego, aby nie być stale otoczoną przez cyfry oraz świadomość śmierci.
Zupełnie niespodziewanie w życie Jem wkracza Pająk. Ten wysoki, czarnoskóry chłopak jako jedyny nawiązuje z nastolatką bliższą relację. Wszystko natomiast psuje fakt, że jego nowa znajoma wie, że chłopakowi pozostał jedynie miesiąc życia.
Jednego dnia bohaterowie wybierają się pod London Eye, jednak gdy Jem dostrzega, że daty śmierci wszystkich otaczających ją turystów są identyczne, para jak najszybciej oddala się z zagrożonego miejsca. Już wkrótce okazuje się, że było to słuszne posunięcie, gdyż część wagonów, z których składa się ta słynna konstrukcja, wybuchła. Służby szybko podjęły poszukiwania dwójki osób, które chwilę przed wypadkiem, w pośpiechu opuszczały teren budowli. Pająk i Jem decydują się na wyjazd i ukrycie się przed ścigającymi ich organami władzy. Co ciekawe babcia chłopaka, mimo że jest grudzień, jak najbardziej popiera zamiar nastolatków i pomaga im w przygotowaniach. Para kradnie samochód oraz pieniądze, po czym oddala się. Wyprawa okazuje się nadzwyczaj ciężka i każe bohaterom zmierzyć się z ekstremalnymi warunkami. Sprawi też, że staną się oni sobie jeszcze bardziej bliscy.
Fabuła powieści jest według mnie niewyobrażalnie wyolbrzymiona. Jestem jeszcze w stanie pojąć atak na London Eye, budynek ten rzeczywiście może być ciekawym celem dla terrorystów. Rozumiem też zainteresowanie policji dwoma uciekającymi osobami. Jednak za nic nie jestem w stanie pojąć sensu ukrywania się bohaterów. Było to przedsięwzięcie zupełnie nielogiczne i nieprzemyślane. Jakby nie spojrzeć, bardziej opłacalne było dla nich stawienie się na komendzie i wyjaśnienie całej sytuacji. Czy naprawdę bohaterowie myśleli, że ucieczka wszystko załatwi i nikt ich nie odnajdzie?
Czytając wcześniej tak wiele pozytywnych opinii na temat książki pani Rachel Ward, spodziewałam się czegoś godnego uwagi i sporo ciekawszego. Ostatecznie zawiodłam się na całej linii. Być może już wyrosłam z powieści przeznaczonych dla nastolatków, bo gdy pomyślę sobie, że ta książka jest przeznaczona dla osób również młodszych to się zastanawiam, jak będzie wyglądać przyszłe pokolenie, które swoją psychikę kształtuję na utworach tej kategorii.
Jedyna rzecz, która w „Numerach” przypadła mi do gustu to zakończenie. A konkretniej ostatnie zdanie, które mnie na tyle zaciekawiło, że w pierwszej chwili zechciałam sięgnąć po kolejny tom tej serii, lecz teraz wiem, że prawie na pewno się tego nie podejmę.
Jeśli jednak miałabym pokrótce podsumować nie tylko tę powieść, ale i inne książki tego typu, wszystko ujęłabym w zdaniu: literatura młodzieżowa schodzi na psy.
Copyright © 2014 . . . Public - Reading . . . , Blogger