2 kwietnia 2026

"Czarne skrzydła" - Sue Monk Kidd

Tytuł:
Czarne skrzydła
Tytuł oryginału: The Invention of Wings
Autor: Sue Monk Kidd
Wydawnictwo: Literackie
Data wydania: listopad 2023
Liczba stron: 448
Tematyka: Literatura piękna, zagraniczna
Średnia ocena: 6/10
 
Niewiele osób kojarzy historię sióstr Grimké – kobiet, które w XIX-wiecznych Stanach Zjednoczonych walczyły o zniesienie niewolnictwa oraz o równe prawa dla osób czarnoskórych. To właśnie ich losy stały się inspiracją dla Sue Monk Kidd do stworzenia powieści „Czarne skrzydła”. Autorka, opierając się na faktach, buduje własną, literacką opowieść o zamożnej rodzinie i ich niewolnikach. W centrum tej historii znajdują się Sara oraz Szelma – dwie bohaterki, których życia splatają się w sposób nierozerwalny.
 
„Czarne skrzydła” to kolejna książka Sue Monk Kidd, która porusza problem nierówności rasowej na terenach południowych stanów USA. „Sekretne życie pszczół”, z którymi miałam okazję zapoznać się przed laty również poruszało podobną tematykę i szczerze powiedziawszy jestem nieco zdziwiona, że autorka zdecydowała się na poruszenie tego samego zagadnienia ponownie. Owszem, tym razem cofamy się o ponad sto lat wstecz, ale problematyka pozostaje bardzo zbliżona. Osobiście lubię, gdy autorzy eksperymentują i wychodzą poza swoje utarte schematy, dlatego tutaj poczułam lekki niedosyt.
 
Akcja książki rozpoczyna się bardzo dynamicznie. Pierwsze strony przynoszą mnóstwo wydarzeń i skutecznie budują ciekawość czytelnika. Autorka wykreowała wyraziste postaci, które początkowo imponują uporem i determinacją w walce o swoje cele. Niestety, z czasem to wrażenie zaciera się wraz z tempem samej opowieści. W miarę rozwoju fabuły bohaterowie zdają się tracić zapał do obrony własnych racji, a akcja wyraźnie zwalnia. Momentami lektura dłużyła mi się na tyle, że poważnie rozważałam jej przerwanie. Sara, którą początkowo darzyłam sporą sympatią, szybko zaczęła mnie irytować swoimi niezrozumiałymi decyzjami. Podobnie rzecz miała miejsce w przypadku Szelmy – w pewnym momencie po prostu poddała się losowi, tracąc wolę walki, która wcześniej była jej znakiem rozpoznawczym.
 
Fabuła i bohaterowie „Czarnych skrzydeł” mieli ogromny potencjał, który niestety nie został w pełni wykorzystany. Odniosłam wrażenie, że gdyby autorka poprowadziła niektóre wątki w nieco innym kierunku, cała historia zyskałaby na wyrazistości i płynności. Choć rozumiem, że sytuacja osób czarnoskórych oraz kobiet w XIX wieku mocno ograniczała ich pole manewru, to uważam, że z tej opowieści dało się wycisnąć znacznie więcej.
 
Mimo że lektura tej książki nie w pełni mnie zachwyciła, w moich planach czytelniczych wciąż znajdują się inne powieści spod pióra Sue Monk Kidd – w szczególności „Księga tęsknot”. Z moich obserwacji wynika, że pozostałe utwory autorki nie poruszają już tematyki niewolnictwa, dlatego chętnie przekonam się, jak pisarka radzi sobie z nieco inną problematyką.

20 marca 2026

"Cały ten błękit" - Melissa Da Costa

Tytuł:
Cały ten błękit
Tytuł oryginału: Tout le bleu du ciel
Autor: Melissa Da Costa
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: maj 2025
Liczba stron: 640
Tematyka: Literatura piękna, zagraniczna
Średnia ocena: 8/10

Ludzie, którzy stają w obliczu terminalnej diagnozy, często reagują na dwa skrajne sposoby. Jedni chwytają się każdej możliwej terapii, licząc na wyzdrowienie lub choćby przedłużenie życia. Inni decydują się odpuścić i pozwolić naturze przejąć kontrolę. Emile, bohater powieści Melissy Da Costy, należy właśnie do tej drugiej grupy. Gdy dowiaduje się, że cierpi na wczesne stadium Alzheimera, zamiast podjąć się eksperymentalnego leczenia, wybiera coś zupełnie innego – wyrusza w podróż po Pirenejach. Kupuje kampera i spontanicznie zamieszcza ogłoszenie, szukając towarzysza swojej ostatniej wyprawy. Nie spodziewa się odzewu, a jednak odpowiada mu tajemnicza Joanne, która decyduje się do niego dołączyć.

„Cały ten błękit” to książka, którą miałam na swojej liście już od dawna. Widziałam mnóstwo pozytywnych opinii, które rozbudziły moje oczekiwania – i na szczęście tym razem się nie zawiodłam. To poruszająca historia, pełna pięknych opisów krajobrazów i jednocześnie bardzo intymna podróż w głąb siebie. To jedna z tych powieści, które potrafią zatrzymać na chwilę i skłonić do refleksji nad własnym życiem. Niewykluczone, że po lekturze ktoś z Was zapragnie zwolnić tempo, a może nawet sięgnąć po medytację, by lepiej zrozumieć siebie i świat wokół.

Ogromnym atutem tej książki są bohaterowie. Autorka stworzyła niezwykle wiarygodne i poruszające portrety Emile’a i Joanne. Ich relacja rozwija się stopniowo, ale bardzo naturalnie – z czasem zaczynają się rozumieć, wspierać i wydobywać z siebie to, co najlepsze. To także opowieść o przemianie: Emile pod wpływem Joanne przechodzi głęboką zmianę wewnętrzną, a ona sama odzyskuje chęć do życia mimo trudnej przeszłości. Ich wspólna podróż jest pełna emocji i momentów, które zostają w pamięci na długo.

Nie oznacza to jednak, że książka jest pozbawiona wad. To dość obszerna powieść – ponad 600 stron – i niestety momentami można odczuć jej długość. Nie wszystkie opisy podróży są równie angażujące, zdarzały się fragmenty, podczas których czekałam, aż akcja ruszy dalej. Również zakończenie nie było dla mnie dużym zaskoczeniem – dość wcześnie domyśliłam się, w jakim kierunku zmierza historia. Dodatkowo niektóre sceny wydały mi się nieco zbyt idealistyczne, a momentami wręcz mało realistyczne.

Mimo tych drobnych zastrzeżeń „Cały ten błękit” to książka, którą zdecydowanie warto przeczytać. To piękna, emocjonalna i refleksyjna historia, która potrafi poruszyć i skłonić do zatrzymania się na chwilę. Nie zrażajcie się jej objętością – przy tak wciągającej opowieści strony naprawdę przelatują niepostrzeżenie. A kiedy dotrzecie do końca, bardzo możliwe, że – tak jak ja – będziecie mieć ochotę na więcej. Ja z niecierpliwością czekam na kolejną powieść autorki – „Co przyniesie jutro”, której premiera jest planowana na maj tego roku. 

11 marca 2026

"Sprawa Hoffmanowej" - Katarzyna Zyskowska

Tytuł:
Sprawa Hoffmanowej
Autor: Katarzyna Zyskowska
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: Literatura piękna, polska
Liczba stron: 416
Tematyka: lipiec 2025
Średnia ocena: 7/10
 
„Sprawa Hoffmanowej” to powieść inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, które rozegrały się w Tatrach w dwudziestoleciu międzywojennym. Rodzina Kaszniców wybrała się na pieszą wędrówkę przez Dolinę Jaworową i Lodową Przełęcz. Choć szlak nie należał do szczególnie wymagających, okazał się trudny dla mało wysportowanej głowy rodziny, a dodatkowo warunki pogodowe nie sprzyjały wędrówce. W wyniku nie do końca wyjaśnionych zdarzeń z górskiej wyprawy wróciła jedynie Zofia Kasznicowa. Jak sugerują doniesienia, kobieta spędziła wcześniej dwie doby przy ciałach zmarłych. Ta tajemnicza historia stała się dla Katarzyny Zyskowskiej inspiracją do stworzenia powieści i nadania całej sprawie nowego, fabularnego wymiaru.
 
Akcja książki rozwija się raczej powoli. Przeszłość przeplata się z teraźniejszością, a czytelnik stopniowo odkrywa kolejne fragmenty życia głównej bohaterki. Trzeba przyznać, że Katarzyna Zyskowska stworzyła niezwykle przekonujący portret psychologiczny tej postaci. Mira Hoffmanowa, znana również jako Mira Mey – tak bowiem brzmiał jej estradowy pseudonim – to kobieta, która jak na swoje czasy uchodziła za symbol wyzwolenia i niezależności. Opinia publiczna oraz osoby z jej otoczenia miały jednak na jej temat dość jednoznaczne zdanie i rzadko dopuszczały do siebie myśl, że zachowanie Miry może mieć głębsze, bardziej złożone przyczyny. Podczas opisów maniakalnych epizodów bohaterki w domu psychiatrycznym w Kamienicy czytelnik ma okazję zajrzeć w głąb jej psychiki i zrozumieć, co tak naprawdę kierowało nią, gdy była jeszcze na wolności. Mira próbuje uciec od traumatycznych doświadczeń z przeszłości, jednak te nieustannie powracają i w dużej mierze determinują jej życie oraz podejmowane decyzje.
 
Niestety zakończenie powieści nieco mnie zawiodło. Podobnie jak w rzeczywistości – w XX wieku nie udało się jednoznacznie wyjaśnić zagadki śmierci w Tatrach – tak również w książce nie otrzymujemy wielu konkretnych odpowiedzi. Finał pozostaje otwarty i to czytelnik musi sam spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie, co tak naprawdę wydarzyło się na Lodowej Przełęczy oraz kim był dla Miry, a raczej co właściwie jej zrobił, ukochany Juliusz. Zazwyczaj nie mam nic przeciwko otwartym zakończeniom, jednak tym razem wolałabym, gdyby autorka pozostawiła nam nieco więcej wskazówek.
 
„Sprawa Hoffmanowej” to już trzecia książka Katarzyny Zyskowskiej, którą miałam okazję przeczytać, i muszę przyznać, że jej warsztat literacki jest naprawdę uzależniający. Bardzo podoba mi się mroczna, nieco niepokojąca atmosfera, którą autorka potrafi stworzyć z ogromną lekkością. To właśnie ona sprawia, że czytelnik bez trudu zanurza się w tej historii i chce poznawać ją dalej. Jestem przekonana, że wkrótce ponownie sięgnę po kolejną książkę spod pióra tej znakomitej polskiej pisarki.

1 marca 2026

"The Bright Years" - Sarah Damoff

Tytuł:
The Bright Years
Autor: Sarah Damoff
Wydawnictwo: Simon & Schuster
Data wydania: sierpień 2025
Liczba stron: 288
Tematyka: Literatura obyczajowa, zagraniczna
Średnia ocena: 4/10

„The Bright Years” to literacki debiut 38-letniej Sarah Damoff, który bardzo szybko stał się hitem w Stanach Zjednoczonych. Powieść opowiada historię rodziny Brightów – Lillian, Ryana oraz ich córki Georgette, zwanej Jet – którzy zmagają się z traumami i skrywanymi przez lata sekretami. Lillian ukrywa przed mężem fakt, że ich pierworodne dziecko nie jest w rzeczywistości jej pierwszym. Ryan z kolei obsesyjnie próbuje prześcignąć swojego ojca, a w konsekwencji, podobnie jak on, popada w alkoholizm. Na przestrzeni lat małżeństwo pary doświadcza wzlotów i upadków, a wszystkiemu temu przygląda się dorastająca Jet.

Akcja powieści przedstawiona jest z perspektywy każdego członka rodziny Bright. Przyznam, że rozpoczynając lekturę książki, nie spodziewałam się narracji wieloosobowej. Gdy po raz pierwszy nastąpiła zmiana punktu widzenia, byłam niemało zaskoczona, szczególnie że przejście nastąpiło dość nagle. W jednej chwili narracja, która przez ponad sto stron prowadzona była oczami Lillian, niespodziewanie przeszła w ręce jej nastoletniej córki. Ostatecznie jednak ten zabieg wyszedł powieści na korzyść, ponieważ historia, która wcześniej – mimo upływu wielu lat w świecie przedstawionym – toczyła się w dość powolnym tempie, nabrała dynamiki.

Aby lepiej zobrazować specyficzne tempo tej książki, warto wspomnieć, że przez większą część powieści akcja koncentruje się na pojedynczych dniach rozrzuconych pomiędzy rokiem 1958 a 2019. Przez co najmniej dwie trzecie książki dostajemy wycinki – jeden dzień z życia rodziny co kilka, a czasem kilkanaście lat. W praktyce oznacza to, że całe dzieciństwo Jet zostało ukazane przez pryzmat zaledwie jednego czy dwóch dni z okresu, gdy była małą dziewczynką. Dopiero gdy zaczyna dorastać i przejmuje narrację, historia staje się bardziej ciągła, a wydarzenia następują bliżej siebie.

Niestety, nie zdołałam zapałać sympatią do żadnego z bohaterów „The Bright Years”. Najbardziej irytowała mnie Lillian, gdyż jej decyzje i zachowania w wielu momentach wydawały się po prostu nieracjonalne, co sprawiło, że przez pierwszą część powieści brnęłam dość mozolnie. Z kolei Jet została przedstawiona jako dość typowa nastolatka, a później dorosła kobieta, która niczym szczególnym nie wyróżnia się na tle innych literackich bohaterek. Największy potencjał dostrzegałam w Ryanie. Autorka próbowała sportretować go jako człowieka pogrążonego w zaawansowanym alkoholizmie, jednak tej kreacji zabrakło psychologicznej głębi. Nie zostały wystarczająco jasno ukazane ani przyczyny jego uzależnienia, ani motywacje stojące za podejmowanymi przez niego decyzjami. Gdyby postać Ryana została bardziej dopracowana, mogłaby wnieść do historii rodziny znacznie więcej emocjonalnej intensywności. Tymczasem najwięcej miejsca poświęcono bohaterom, którym przynajmniej w moim odczuciu, zabrakło wyrazistości.

Po raz kolejny sięgnęłam po książkę nominowaną w plebiscycie Goodreads w kategorii najlepszy debiut i po raz kolejny się rozczarowałam. Coraz częściej mam wrażenie, że nominacje nie zawsze idą w parze z literacką jakością, a raczej z popularnością i marketingiem. Jestem też przekonana, że „The Bright Years” wkrótce ukaże się również i w Polsce, gdyż wiele tytułów wyróżnionych przez Goodreads trafia później na nasz rynek i pojawia się także w zestawieniach portalu LubimyCzytać. Mam jednak nadzieję, że w tym przypadku wydawcy postawią na inny debiut – taki, który rzeczywiście wniesie coś świeżego i poruszającego do literatury obyczajowej.

17 lutego 2026

"Bridgertonowie 1. Mój książę" - Julia Quinn

Tytuł:
Mój książę
Tytuł oryginału: The Duke and I
Seria: Bridgertonowie, tom 1
Autor: Julia Quinn
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: styczeń 2021
Liczba stron: 480
Tematyka: Literatura obyczajowa, Romans
Średnia ocena: 6/10
 
Wraz z końcem miesiąca na platformie Netflix ma pojawić się kolejna odsłona piątego sezonu serialu Bridgertonowie. Jako wielka fanka tej produkcji z niecierpliwością czekam na dalsze losy bohaterów. W międzyczasie postanowiłam jednak wrócić do historii Daphne i Simona – mojej ulubionej ekranowej pary, której próżno już szukać w nowych odcinkach. Zamiast ponownie oglądać pierwszy sezon, sięgnęłam po cykl powieści, na podstawie którego powstał serial, by przekonać się, czy literacki pierwowzór dorównuje swojej ekranizacji.
 
Pierwszy tom serii, „Mój książę” autorstwa Julia Quinn, czyta się niezwykle szybko – przynajmniej na początku ponieważ wraz z rozwojem wydarzeń tempo akcji wyraźnie spowalnia. Ostatnie rozdziały są niemal całkowicie pozbawione dynamiki i skupione wyłącznie na cukierkowym uczuciu między Daphne a Simonem. W pewnym momencie można wręcz odnieść wrażenie, że fabuła zatrzymała się w miejscu. W przeciwieństwie do serialu, książka koncentruje się niemal wyłącznie na tej dwójce bohaterów. Pozostali członkowie rodziny oraz postacie drugoplanowe stanowią jedynie tło wydarzeń i nie odgrywają znaczącej roli w rozwoju akcji. Być może to właśnie ograniczenie perspektywy sprawia, że powieść momentami traci na dynamice. Nie ukrywam też, że świadomość tego, jak potoczą się losy głównych bohaterów, momentami odbierała element zaskoczenia.
 
Ponieważ czytałam książkę w oryginale, nie mogę odnieść się do jakości polskiego tłumaczenia. Osobom planującym lekturę po angielsku polecam jednak mieć pod ręką słownik. Choć mieszkam w Anglii od ponad dziesięciu lat i biegle posługuję się językiem, kilkukrotnie musiałam sprawdzić znaczenie słów wywodzących się z staroangielskiego. Nie było to jednak uciążliwe – przeciwnie, dodało historii autentyczności, szczególnie że akcja rozgrywa się na początku XIX wieku.
 
Z niemałym zaskoczeniem muszę przyznać, że ekranizacja wypada lepiej niż literacki pierwowzór. Netflix wiernie oddał główną oś fabularną, jednocześnie rozbudowując ją o dodatkowe wątki i bohaterów, dzięki czemu historia nabrała tempa i wielowymiarowości. W powieści próżno szukać rozbudowanych opisów kostiumów, balów czy wystawnych wnętrz, które w serialu budują niezwykły klimat. Co więcej, w serialowej adaptacji pojawia się istotna postać, która w książce zupełnie się nie pojawia – i to właśnie ona w dużej mierze nadaje wyrazu  całej historii.
 
Ciekawostką jest fakt, że „Mój książę” kończy się aż dwoma epilogami. Drugi z nich powstał na prośbę czytelników spragnionych dalszych losów Daphne i Simona. Początkowo był dostępny jedynie na oficjalnej stronie autorki, później jednak trafił również do wydań drukowanych. Jak się okazuje, podobne podwójne epilogi znajdziemy w każdym kolejnym tomie serii. Mam wobec tego rozwiązania mieszane uczucia. Z jednej strony to ukłon w stronę fanów, z drugiej – odbiera czytelnikom przestrzeń do własnych interpretacji. Co więcej, dla osób dopiero rozpoczynających przygodę z cyklem dodatkowe epilogi mogą stanowić niezamierzony spoiler, ponieważ zawierają odniesienia nie tylko do przyszłości Daphne i Simona, ale również innych bohaterów.
 
Podsumowując: choć „Mój książę” to lekka i przyjemna lektura, tym razem to adaptacja telewizyjna okazała się dla mnie bardziej angażująca. Być może jeszcze kiedyś dam szansę kolejnym tomom serii, jednak na ten moment trudno mi wyobrazić sobie, by dorównały one temu, co zobaczyłam na ekranie. 

9 lutego 2026

"Zanim powiesz żegnaj" - Reese Witherspoon, Harlan Coben

Tytuł:
Zanim powiesz żegnaj
Tytuł oryginału: Gone Before Goodbye
Autor: Reese Witherspoon, Harlan Coben
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: październik 2025
Liczba stron: 400
Tematyka: Thiller, Sensacja
Średnia ocena: 3/10
 
Maggie McCabe to ceniona chirurg plastyczna, która niedawno straciła ukochanego męża, Marca. Po jego śmierci jej świat dosłownie się zawalił — kobieta traci prawo do wykonywania zawodu, a wraz z nim sens dalszego działania w obozach dla uchodźców, gdzie wcześniej, wspólnie z mężem, niosła pomoc medyczną najbardziej potrzebującym. Wszystko zmienia się w momencie, gdy Maggie otrzymuje kuszącą, choć niezbyt legalną propozycję przeprowadzenia operacji dla zamożnego rosyjskiego oligarchy. Wkrótce wychodzi na jaw, że okoliczności śmierci Marca mogły wyglądać zupełnie inaczej, niż początkowo zakładano. Maggie postanawia za wszelką cenę poznać prawdę.
 
W przypadku powieści „Zanim powiesz żegnaj” każde kolejne zdarzenie wydawało się mniej prawdopodobne od poprzedniego. Momentami miałam wrażenie, że czytam książkę napisaną przez dziecko obdarzone niezwykle bujną wyobraźnią. Większość sytuacji przedstawionych w powieści jest tak mało realistyczna, że zaczęłam się zastanawiać, czy autorka nie jest całkowicie oderwana od rzeczywistości. Wszystko, co w tej historii mogło być „najlepsze”, faktycznie takie było: najlepsze apartamenty, najlepsze samochody, najwybitniejsze projekty naukowe, nad którymi pracowała główna bohaterka. Maggie — rzecz jasna — była nie tylko wybitną chirurg plastyczną, ale też najlepszą specjalistką w niemal każdej dziedzinie, a jej siostra okazała się nieprześcignionym informatycznym geniuszem. Rozumiem, czym jest fikcja literacka, jednak jako czytelniczka chciałabym choć przez chwilę mieć poczucie, że opisywana historia mogłaby wydarzyć się naprawdę.
 
Język książki jest prosty, a momentami wręcz infantylny. Widać, że autorka stara się nieustannie budować napięcie i przeciągać intrygę, jednak moim zdaniem efekt pozostawia wiele do życzenia. Są fragmenty, w których akcja pędzi w zawrotnym tempie, ale pojawiają się też długie momenty stagnacji, wypełnione głównie opisami luksusu i przepychu, jakiego doświadcza bohaterka w trakcie prowadzonej sprawy. Muszę jednak przyznać, że samo rozwiązanie zagadki śmierci Marca oraz zaginięcia Trace’a przypadło mi do gustu. Nie spodziewałam się takiego obrotu wydarzeń ani skali powiązań między bohaterami.
 
„Zanim powiesz żegnaj” to literacki debiut znanej aktorki Reese Witherspoon — co, niestety, czuć od pierwszych stron. Choć historia Maggie miała spory potencjał, nie został on w pełni wykorzystany. Dodatkowo trudno jednoznacznie ocenić rzeczywisty kunszt literacki aktorki, biorąc pod uwagę fakt, że książka powstała we współpracy z tak uznanym autorem jak Harlan Coben. Czytelnik nie ma możliwości rozróżnienia, które wątki i elementy fabuły są zasługą którego z nich. Osobiście nie miałam wcześniej styczności z twórczością Cobena, dlatego ciekawi mnie, na ile ta powieść przypomina jego inne książki i jak duże pole do popisu miała sama aktorka. Zdecydowanie pewniej czułabym się, oceniając utwór sygnowany nazwiskiem jednego autora. Muszę szczerze przyznać, że po lekturze tej książki nie czuję się zachęcona ani do sięgnięcia po inne powieści Harlana Cobena, ani po ewentualne kolejne literackie projekty Reese Witherspoon. 

22 stycznia 2026

"Góry śpiewają" - Nguyen Phan Que Mai

Tytuł:
Góry śpiewają
Tytuł oryginału: The Mountains Sing
Autor: Nguyen Phan Que Mai
Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: marzec 2025
Liczba stron: 454
Tematyka: Literatura piękna, zagraniczna
Średnia ocena: 8/10
 
Do tej pory o wojnie wietnamskiej wiedziałam niewiele – jedynie tyle, ile zdołałam dowiedzieć się z kilku amerykańskich powieści, które jedynie napomykały o tym konflikcie. Wszystkie te książki przedstawiały jednak wydarzenia z perspektywy amerykańskich żołnierzy wysłanych do Wietnamu przez rząd Stanów Zjednoczonych lub ich rodzin, które z trudem znosiły rozłąkę z bliskimi wyjeżdżającymi w tak odległe i niebezpieczne rejony świata. Trudno było w nich doszukiwać się rzeczywistych korzeni konfliktu, a tym bardziej poznać nastawienie i emocje ludności tubylczej. Nguyen Phan Que Mai w swojej powieści „Góry śpiewają” postanowiła opowiedzieć historię wojny oczami tych, którzy byli w nią naprawdę zaangażowani – Wietnamczyków.

Mimo że bohaterowie książki są postaciami fikcyjnymi, inspiracją dla nich były prawdziwe osoby z rodziny oraz grona znajomych samej autorki. Jest to wyraźnie wyczuwalne w tekście – bohaterowie są nie tylko znakomicie skonstruowani, ale również bardzo wiarygodni. „Góry śpiewają” to powieść prowadzona głównie z perspektywy dwóch kobiet pochodzących z jednego rodu: babki Dieu Lan oraz jej wnuczki Huong, zwanej również Gujawą. Dieu Lan swoją opowieścią sięga aż do początków wojny wietnamskiej, a także do poprzedzającej ją reformy rolnej. To ona przybliża czytelnikowi wydarzenia z lat trzydziestych XX wieku, podczas gdy Huong opisuje czasy bardziej współczesne takie jak schyłek wojny oraz okres krótko po jej zakończeniu.

Na kartach książki poznajemy nie tylko losy rodziny Gujawy, lecz także wiele innych poruszających historii osób z nią związanych. Bardzo spodobało mi się to, że autorka nie dzieliła bohaterów na jednoznacznie dobrych i złych. Stara się ukazać różne oblicza wojny oraz to, jak silnie wpływa ona na ludzkie decyzje i czyny. Jestem przekonana, że również wielu z nas nie wiedziałoby, jak zachowałoby się w sytuacjach granicznych. Taka perspektywa uczy empatii i przypomina, że tylko osoby, które same doświadczyły podobnego cierpienia, mogą próbować oceniać wybory innych.

„Góry śpiewają” czytałam podczas wakacji w Azji, zaledwie kilkaset kilometrów od samego Wietnamu, co sprawiło, że powieść wywarła na mnie jeszcze silniejsze wrażenie, niż gdybym sięgnęła po nią w domu. Co ciekawe, jest to pierwsza książka Nguyen Phan Que Mai napisana w całości w języku angielskim. Wiele osób uważa, że z tego powodu powieść straciła na liryczności, ponieważ angielski nie jest pierwszym językiem autorki. Osobiście nie odniosłam takiego wrażenia – dla mnie emocjonalna siła tej historii pozostała w pełni zachowana.

Czytając tę książkę, można uświadomić sobie, że historia naszego kraju wcale nie jest aż tak wyjątkowa – inne narody również wiele wycierpiały, by dziś móc cieszyć się wolnością i niepodległością. Cieszę się, że powieść Nguyen Phan Que Mai trafiła w moje ręce. Z przyjemnością sięgnę po kolejne utwory spod pióra autorki, a także po inne książki wydane w serii Piąta Strona Świata przez Wydawnictwo Albatros.