Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grupa wydawnicza Publicat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grupa wydawnicza Publicat. Pokaż wszystkie posty

11:46

"Wołanie kukułki" - Robert Galbraith

Tytuł: Wołanie kukułki
Tytuł oryginału: The Cuckoo's Calling
Autor: Robert Galbraith/J.K. Rowling
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: grudzień 2013
Liczba stron: 452
Tematyka: Kryminał, sensacja, thiller
Ocena: 6/10

Czytelnicy mają słabość do charakterystycznych i sympatycznych detektywów. Wielu popularnych szpiegów swoją sławę zawdzięcza przede wszystkim pomysłowości, poczuciu humoru i nadzwyczaj ciekawej zagadce, którą za wszelką cenę starają się rozwikłać. Czy więc Cormoran Strike, główny bohater najnowszej powieści J.K. Rowling, ma szansę na zdobycie szerokiej sympatii wśród miłośników kryminałów i fascynatów innych gatunków literackich?

Przyjrzyjmy się sprawie, którą ma do rozwikłania „emerytowany” żołnierz. Piękna, światowego formatu modelka w nieznanych okolicznościach traci życie przez upadek ze znacznej wysokości. Opinia publiczna oraz policja twierdzą, że przyczyną zgonu kobiety było samobójstwo. Inne zdanie ma jednak brat zmarłej, który upiera się przy tym, że jego krewna musiała zostać zamordowana. Nie przekonują go wszelkie zgromadzone przez władze dowody na to, że cierpiąca na zaburzenia osobowości modelka mogła rzeczywiście sama odebrać sobie życie. W tym celu zwraca się z prośbą do Cormorana Strike'a o ustalenie prawdziwych zdarzeń.

Detektyw zachęcony ogromnym honorarium, pomimo wcześniejszych wątpliwości, zgadza się po raz kolejny zbadać okoliczności śmierci Luli Landry. Dzięki pomocy nowej, tymczasowej sekretarki Cormorana – Robin, a także niezwykłemu instynktowi mężczyzny, na jaw wychodzą całkowicie nowe fakty. Z wielką przykrością muszę stwierdzić, że akcja „Wołania kukułki” okazała się dla mnie bardzo przewidywalna. Już po pierwszych stronach zaczęłam się domyślać, kto może być prawdziwym zabójcą. Dodatkowo muszę przyznać, że bardzo irytowało mnie zachowanie jednego z głównych bohaterów, który najpierw zleca detektywowi odnalezienie przyczyn zgonu siostry, po czym niemal natychmiast zaczyna mu to śledztwo utrudniać.

Szczerze przyznam, że powieść mnie nie zachwyciła. Początek bardzo mnie rozczarował, a po setnej stronie miałam chwilę zwątpienia, wydawało mi się bowiem, że nie dotrwam do końca książki. Zawiodło mnie także tłumaczenie, a konkretnie ogromna ilość spolszczeń. W utworze aż roi się od wyrażeń typu „lancz” czy „mejl”. Naprawdę Polacy są aż tak wielkimi patriotami, żeby nie mogli znieść angielskich sformułowań popularnych zwrotów? Wątpię. Co więcej, wydaje mi się, że użycie poprawnych wyrażeń lepiej wpłynęłoby na oczy i estetykę czytelnika.

Bardzo zastanawia mnie, dlaczego autorka Harrego Pottera zdecydowała się wydać swoją nową książkę pod pseudonimem, a nie pod własnym nazwiskiem. Czyżby bała się fali krytyki, która spotkała ją po publikacji „Trafnego wyboru”? Czy też chciała się przekonać, jak utwór odbiorą czytelnicy nie zdając sobie sprawy, że jego autorką jest J.K. Rowling?

Wołanie kukułki”, co dla mnie okazało się niezwykle zadziwiające, otwiera cały cykl przygód jednonogiego detektywa. Jeśli wierzyć zapewnieniem autorki, kolejny tom z serii został już ukończony i prawdopodobnie niedługo ukaże się na półkach naszych księgarni. Myślę, że z czystej ciekawości po niego sięgnę, a kto wie, może tym razem zostanę pozytywnie zaskoczona?

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat:
undefined

11:41

"Władczyni rzek" - Philippa Gregory

Tytuł: Władczyni rzek
Tytuł oryginału: Lady of the Rivers
Autor: Philippa Gregory
Wydawnictwo: Książnica
Data wydania: maj 2012
Liczba stron: 544
Tematyka: Powieść historyczna
Ocena: 9/10

Małżeństwo z przymusu musi być rzeczą straszną. Trudno bowiem jest wieść życie u boku osoby całkowicie obcej i być może dla nas okrutnej. Niestety w przeszłości aranżowane przez rodziców związki były codziennością, szczególnie wśród królewskich rodów dla których były one formą zawiązania pokoju pomiędzy dwoma skłóconymi państwami bądź po prostu szansą na polepszenie swego dotychczasowego materialnego statusu.

Jakobina Luksemburska, jak twierdzi legenda, wywodzi się z pradawnego rodu wodnej bogini Meluzyny. W związku z tym dziedzictwem dziewczyna posiada nadnaturalne umiejętności, do których zaliczyć można przepowiadanie przyszłości czy wyczuwanie śmierci. To właśnie jej nadzwyczajne zdolności sprawiły, że owdowiały i zafascynowany alchemią Jan Lancaster postanawia wziąć ją za drugą żonę. Biorąc pod uwagę jego wysoką społeczną pozycje i niewątpliwe korzyści, jakie niesie za sobą przyszły związek, rodzice dziewczyny od razu zgadzają się na oddanie ręki szesnastoletniej córki księciu Bedfordu. Jednak wspólne pożycie pary nie trwa długo. Dwa lata po ślubie Jan umiera, a Jakobina jako młoda wdowa popełnia mezalians i w sekrecie poślubia giermka swego zmarłego męża, którego od pierwszej chwili pokochała prawdziwą miłością.

Trudno jest choć pokrótce opisać zdarzenia mające miejsce w powieści. Życie Jakobiny to bowiem pasmo przygód. Ponad pięćset stron książki jest przepełnionych stałą akcją, wśród której nie ma ani chwili czasu na nudę. Bardzo podobało mi się włączenie do fabuły wątku fantastycznego, nadał on powieści zupełnie nowego, ciekawszego wymiaru. Ważnym atutem powieści są niezwykle sympatyczni bohaterowie. Mimo upływu akcji, która obejmuje okres ponad dwudziestu lat, bohaterowie wciąż pozostają w wyobrażeniach czytelnika tak samo młodzi jak na samym początku. Nie spodobał mi się jedynie fakt, że po małżeństwie z Ryszardem Woodvillem Jakobina stała się maszynką do rodzenia dzieci. Zadziwił mnie też sposób ich wychowywania, a raczej jego brak. Powiem w owych czasach wysoko urodzone kobiety takie jak księżna Luksemburska po narodzinach potomka oddawały go w ręce doświadczonej mamki, a same wracały na królewski dwór, aby służyć królowej.

„Władczyni rzek” niesamowicie mnie pochłonęła. Z racji tego, że zaczęłam ją czytać w okresie matur, wręcz bałam się po nią sięgać! Wszystko spowodowane było tym, że gdy tylko rozpoczynałam lekturę, całkowicie się w niej zatracałam, a cały otaczający świat jakby przestawał istnieć, ja tymczasem przenosiłam się daleko wstecz do XVwiecznej Anglii, ogarniętej wewnętrznym chaosem. Dlatego też, gdy przyszedł weekend zamiast uczyć się prezentacji na ustny egzamin z języka polskiego, ja siedziałam nosem w książce pani Gregory.

Zaciekawiona historią Jakobiny Luksemburskiej, ukazaną przez Philippę Gregory, postanowiłam poszperać trochę w Internecie w poszukiwaniu prawdziwych faktów z życia owej księżnej. Jak się okazało, pochodząca z Kenii pisarka, w dużej mierze skrupulatnie oddała w swojej książce rzeczywiste fakty z życiorysu wdowy po Janie Bedfordzie. Nie obyło się jednak bez paru zmian. Przede wszystkim nie zgadza się kolejność przychodzenia na świat poszczególnych dzieci Jakobiny i ich ilość. Aczkolwiek wydaje mi się, że nie są to informacje nadto istotne, które w jakikolwiek sposób wpłynęłyby na bieg akcji. Co więcej wyżej wspominałam, że zirytował mnie fakt posiadania przez księżnę aż tak licznego potomstwa, tymczasem wikipedia informuje jakoby Jakobina miała jeszcze więcej dzieci niż pisała o tym Philippa Gregory!

Z twórczością Philippy Gregory zetknęłam się po raz pierwszy, jednak jestem nią całkowicie oczarowana! Z serią o Wojnie Dwu Róż z całą pewnością postaram się jak najszybciej zapoznać. Co więcej nie mam najmniejszych wątpliwości, co do tego czyje książki znajdą się na mojej czytelniczej liście powieści koniecznych do przeczytania. 


Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat:

12:52

"W otchłani" - Beth Revis

Tytuł: W otchłani
Tytuł oryginału: Across the Universe
Autor: Beth Revis
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: marzec 2012
Liczba stron: 392
Tematyka: Literatura młodzieżowa, Sciene fiction
Ocena: 9/10

Matka Ziemia ma z nami istne utrapienie. Nie dość, że nieodwracalnie niszczymy jej naturalne bogactwa to dodatkowo wciąż poszukujemy jej godnej zastępczyni. Co więcej wizja skolonizowania innych planet z dzisiejszej perspektywy nie wydaje się też tak odległa. Przyszłość z pewnością będzie obfitować w liczne wyprawy i misje mające na celu przystosowanie innego globu do ludzkich wymagań.

Rodzice siedemnastoletniej Amy, ze względu na wykonywane przez siebie zawody, mają niebywałą okazję wzięcia udziału w wiekopomnej misji na Centauri-Ziemię. W zamian za możliwość zbadania i zaludnienia nowej planety godzą się na zamrożenie swoich ciał i trzystuletni sen w komorze kriogenicznej. Ich córka, choć niezbyt przekonana do owego pomysłu, postanawia podzielić los najbliższych sobie osób i również decyduje się na lot „Błogosławionym”. Wiele lat później dziewczyna przypadkowo zostaje rozmrożona i budzi się z długiego odrętwienia. Dowiaduje się jednak, że do lądowania statku pozostało jeszcze pół wieku, a wszyscy jej towarzysze dalej pogrążeni są w głębokim śnie. Nastolatka samotnie musi stawić czoła nowej rzeczywistości, która jest pełna kłamstw, niedomówień i zagadek.

Początek książki może wydawać się odrobinę nużący, jednak zapewniam, że wraz z kolejnymi stronami akcja szybko nabiera tempa. Znajdziemy tu elementy kryminału, dystopii i wielką ilość tajemnic. Ciekawym wątkiem w utworze jest uczucie między główną bohaterką a Starszym. Motyw ten nie jest jednak dominujący. Główne skrzypce w tekście zdecydowanie gra sytuacja mieszkańców statku aniżeli miłość dwojga nastolatków, która stanowi jedynie tło dla dziejących się wydarzeń. Jeśli jednak chodzi o styl pisania autorki to mimo że jest on dobry, to raczej nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle innych powieści młodzieżowych.

„W otchłani” to jedna z nielicznych książek, których akcja do samego końca potrafiła mnie zaskoczyć. Niestety obecnie rzadko, kiedy udaje mi się natknąć na powieść, której fabuła nie byłaby dla mnie przewidywalna. Tymczasem utwór Beth Revis niejednokrotnie wprawił mnie w zdumienie. Ponadto obsadzenie akcji utworu w kosmosie okazało się niezwykle udanym zabiegiem. Czytanie tej powieści nocą stanowi podwójną przyjemność.

Autorka przedstawia nam fabułę z perspektywy dwóch czołowych bohaterów. Wydarzenia widziane oczami Amy przeplatają się z rozdziałami, opisywanymi przez Starszego. Postacie te bardzo się od siebie równią zarówno pod względem charakteru jak i wyglądu zewnętrznego. Dlatego też dwustronna narracja urozmaica książkę i dodaje jej oryginalności. Mówiąc o tej powieści nie należy zapominać o okładce, która nie dość, że doskonale oddaje klimat tekstu to jeszcze jest kosmicznie piękna.

Książka jest niezwykle emocjonująca. Od razu utożsamiłam się z główną bohaterką. Być może wynika to, z faktu że opis jej wyglądu był dość podobny do mojego własnego, ponieważ charakterem raczej Amy mnie nie przypomina. Mimo wszystko każde dziejące się w życiu bohaterki wydarzenie, odbierałam bardzo osobiście, jakbym to ja sama brała w nim udział. Wyobrażałam sobie uczucia, jakich doświadczyłabym znajdując się niespodziewanie w blaszanych czterech ścianach bez jakiegokolwiek wyjścia czy też wsparcia ze strony bliskich. Poniekąd podziwiałam też siedemnastolatkę za jej szybkie oswojenie się z sytuacją i zaaklimatyzowanie na statku.

Uczciwie uprzedzam, że wydarzenia mające miejsce na pokładzie Błogosławionego wciągają bez reszty. Dlatego przed lekturą „W otchłani” radzę wykonać wszystkie pilne obowiązki, ponieważ gdy już zaczniemy czytać tę książkę, trudno nam będzie się od niej choć na chwilę oderwać.

Zdaję sobie sprawę, że moja recenzja jest pełna wielu „ochów” i „achów”, jednak nie jestem w stanie w żaden inny sposób opisać tej wręcz nieziemskiej powieści. „W otchłani” z pewnością wpisze się w literackie gusta zarówno młodszych jak i starszych czytelników. Amerykańskiej autorce udało się wykreować zarówno fantastycznych bohaterów jak i ujmującą fabułę. Oficjalnie mogę się ogłosić oddaną fanką tej kosmicznej trylogii. Sciene fiction w takim wydaniu mogłabym czytać bez przerwy. Na pewno nie odmówię sobie przyjemności zapoznania się z kolejną częścią serii, na którą czekam z ogromną niecierpliwością.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat:

09:01

"Syrena" - Tricia Rayburn

Tytuł: Syrena
Tytuł oryginału: Siren
Autor: Tricia Rayburn
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: sierpień 2011
Liczba stron: 360
Tematyka: Literatura młodzieżowa
Ocena: 6/10

Letni wyjazd do domku nad jeziorem w prowincjonalnej miejscowości Winter Harbor miał być dla Vanessy Sands i jej starszej siostry okazją do błogiego lenistwa i beztroskiej zabawy z przyjaciółmi. Wymarzone wakacje jednak szybko zamieniają się w koszmar, gdy martwe ciało Justine zostaje wyłowione z morza. Wszystko wskazuje na to, że nastolatka po wykonaniu skoku z urwiska, nie była wstanie poradzić sobie z silnymi prądami morskimi i w rezultacie poszła na dno. Pogrążona w smutku Vanessa nie wierzy w oficjalny powód śmierci siostry i postanawia na własną rękę odnaleźć prawdziwą przyczynę zgonu Justine. Z pomocą przychodzi jej dwójka chłopców z sąsiedztwa – Simon i Caleb. Bohaterowie odkrywają, że Winter Harbor wcale nie jest bezpieczny miejscem, a Justine nie to nie jedyna ofiara, która tego lata straciła życie w kurorcie.

Pierwsze, co ukazuje mi się przed oczami, gdy słyszę słowo „syrena” to znana wszystkim bohaterka disneyowskich bajek, Ariel. Będąc małą dziewczynką niejednokrotnie marzyłam o tym, żeby znaleźć się na miejscu tej rudowłosej piękności. Pływająca wśród raf radosna postać pozostawiła w mojej wyobraźni pozytywny wizerunek morskich nimf. Aczkolwiek z jakimi innymi źródłami byśmy się nie spotkali, każde z nich opisuje syreny w nieco odmienny sposób. Tricia Rayburn pisząc swoją debiutancką powieść posłużyła się wyobrażeniem syren, znanym z mitologii. Przedstawione stworzenia przybierają postać atrakcyjnych i podstępnych uwodzicielek, wodzących mężczyzn do niechybnej zguby. Za doskonały przykład może posłużyć Zara, która jawnie posługuje się swoją urodą dla osiągnięcia zamierzonych celów.

„Syrena” to pierwsza powieść z gatunku literatury młodzieżowej, która ma tak znakomicie rozwinięty wątek kryminalny. Pisarka w fantastyczny sposób poradziła sobie z opisaniem poszukiwań i dochodzeń, prowadzonych przez głównych bohaterów. Co więcej połączenie motywów baśniowych, mitologicznych i przestępczych idealnie do siebie pasuje. Z całą pewnością książka Tricii Rayburn nie należy do szeregu tekstów z serii paranormal romance, których w ostatnim czasie jest pełno na polskim rynku wydawniczym.

W książce brakowało mi jednak jasno nakreślonego opisu życia syren. Z fabuły można było wywnioskować, że morskie nimfy mogą przebywać zarówno w wodzie jak i na lądzie, gdzie do przetrwania potrzebna jest im słona woda. Autorka nie wyjaśniła natomiast, czy kobiety przebywając w głębinach zmieniają swoją postać. Od samego początku najbardziej ciekawiła mnie sprawa występowania u kobiet rybiego ogona, który jest nieodłącznym symbolem syren. Niestety w całej powieści nie znalazłam żadnego fragmentu, który wyjaśniałby tę kwestię.

Kontynuując sprawę niedomówień, zawartych w „Syrenie”, wspomnieć należy też o głosie starszej siostry, który główna bohaterka często słyszy w swoich myślach. Nie wiadomo, czy jest on tylko wynikiem wybujałej wyobraźni dziewczyny, czy też realną próbą kontaktu zmarłej Justine z żyjącą rodziną. Jeśli chodzi o osobowość Vanessy to na kartach książki przechodzi ona znaczną metamorfozę. Pierwsze strony przedstawiają nastolatkę jako bojaźliwą, nieśmiałą i tchórzliwą, natomiast wraz z rozwojem akcji jej charakter ulega zahartowaniu.

Klimat, jaki książka roztacza przed czytelnikiem, nazwałabym jednym słowem – mroczny. Cieszę się, że na „Syrenę” trafiłam w takim zimowo-wiosennym okresie, ponieważ atmosfera utworu fantastycznie współgra z aurą za oknem. Dodatkowo innowacyjny pomysł i lekkie pióro autorki, jak najbardziej zachęca do sięgnięcia po tę powieść. Pierwsza część trylogii o syrenach mimo że nie jest wymagającą lekturą, z pewnością usatysfakcjonuje każdego entuzjastę historii z dreszczykiem.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat:

08:12

"Zatruty tron" - Celine Kiernan

Tytuł: Zatruty tron
Tytuł oryginału: The Poison Throne
Autor: Celine Kiernan
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: marzec 2011
Liczba stron: 424
Tematyka: Literatura młodzieżowa
Ocena: 6/10

Czas wszystko zmienia. Nie da się zaprzeczyć, że to powszechne powiedzenie ma w sobie sporo prawdy, szczególnie w przypadku głównej bohaterki „Zatrutego tronu”. Piętnastoletnia Wynter po pięciu latach spędzonych na kształceniu się do roli czeladniczki, wreszcie wraca z mroźnej Północy w rodzinne strony. Z przeszłości kojarzy dwór króla Jonathona z beztroskim, szczęśliwym dzieciństwem, zabawami w gronie ukochanych przyjaciół oraz sielankową atmosferą. Gdy jednak przekracza wrota posiadłości od razu zauważa metamorfozę, jaka dokonała się podczas jej nieobecności. Jak dotąd łaskawy władca zaczął stosować krwawe tortury, mieszkańcy pogrążeni są w nieustannym strachu, a bliski jej sercu Alberton został wydziedziczony i schronił się w miejscowych lasach. Ponadto klimat i ciężka praca w odległej krainie odbiła się na zdrowiu jej ojca. Dotychczas krzepki mężczyzna szybko traci siły, a nad Wynter wisi perspektywa osierocenia.

Pierwsza część trylogii Moorchawke znakomicie wprowadza nas w świat przedstawiony. Autorka szczegółowo opisuje wygląd królewskiego dworu, panujące na nim zwyczaje a także organizowane uczty. Zapadające w pamięć, wyraziste postaci to kolejny aspekt, za który można pochwalić pisarkę. Moim faworytem zdecydowanie okazał się Lorcan, którego siłę ducha i determinację, podziwiałam przez cały czas trwania powieści. Sympatią obdarzyłam również Wynter i Christiana, choć wątek ich miłości wydał mi się odrobinę nieskładny. Początkowo bohaterowie nie darzą się praktycznie żadnymi ciepłymi uczuciami, dlatego dziwne wydawały mi się pewne podteksty ze strony innych postaci. Nie rozumiem na jakiej podstawie wnioskowały one, że nastolatka jest zauroczona przyjacielem Raziego.

Książka jest pełna tajemnic oraz niewyjaśnionych zdarzeń, sprawia to, że czytelnik prędko czyta stronę za stroną, aby jak najszybciej znaleźć odpowiedzi na nurtujące go pytania. Tymczasem Celine Kiernan trzyma nas w niepewności aż do ostatnich kart powieści i nawet dalej. Choć w owym tomie częściowo zostaje wyjaśnione, dlaczego Jonathon tak radykalnie zmienił swoje postępowanie, to dalej sekretem pozostaje wygląd i zastosowanie „krwawej maszyny”. Wydaje mi się, że aby poznać rozwiązanie tej tajemnicy, konieczne jest zapoznanie się z kolejną częścią trylogii pod tytułem „Królestwo cieni”.

Wydawało mi się, że skoro tekst utworu skupia się na losach osób bardzo młodych, zaledwie parunastoletnich to jego tematyka, tak jak w przypadku większości książek młodzieżowych, będzie błaha i przeciętna. Byłam jednak pozytywnie zaskoczona, ponieważ poruszane w utworze wątki są nadzwyczaj dojrzałe i wywołują sporo emocji. Co więcej bardzo przypadło mi do gustu włączenie do powieści postaci fantastycznych takich jak duchy czy rozmawiające koty.

Jedyną, aczkolwiek bardzo istotną wadą książki jest brak wartkiej, dynamicznej akcji. Celine Kiernan znakomicie oddała klimat średniowiecznej Europy, świetnie nakreśliła bohaterów, wszak zapomniała, że podstawą każdego utworu jest intrygujący i żywy ciąg zdarzeń. Niestety, ale bardzo zraża mnie to do sięgnięcia po kolejne tomy. Niemniej jednak wszystko wskazuje na to, że w „Królestwie cieni” akcja rozwinie się i nabierze tempa.

Mimo że „Zatruty tron” nie urzeka wartką, dynamiczną akcją to z pewnością ma wiele innych, znaczących atutów. Czas spędzony na lekturze tej książki upłyną mi bardzo szybko i przyjemnie. Powieść bez wątpienia zauroczy wszystkie osoby przepadające za typową, średniowieczną atmosferą oraz fabułą pełną tajemnic.

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat:
Copyright © 2014 . . . Public - Reading . . . , Blogger